Sytuacja w Wielkiej Brytanii - czy gospodarka się rozpada?

Sytuacja w Wielkiej Brytanii - czy gospodarka się rozpada?
Donal Ashbourne, CFA
12 paź 2022, 15:29 PM
  • Nasz analityk Dan Ashmore zagłębia się w gospodarkę Wielkiej Brytanii
  • Emerytury są bezpieczne, ale gospodarka jest w totalnym bałaganie
  • Wiarygodność UK spada, inwestorzy uciekają, a obligacje sprzedają się w zastraszającym tempie

Z trudem przychodzi mi do głowy bardziej niepomyślny początek rządów politycznych niż Lizz Truss jako premiera Wielkiej Brytanii.

Ledwie po minucie pełnienia tej funkcji ogłosiła to, co stało się całkowicie katastrofalnym mini-budżetem, wprawiającym brytyjską gospodarkę w zakłopotanie. Ale dlaczego to wszystko się wydarzyło? I co to oznacza? Czy emerytury są bezpieczne?

Co się stało?

Podsumowując, mini-budżet Lizz Truss został odebrany jako zbyt agresywny. Wraz z Kwasi Kwartengiem, Kanclerzem Skarbu, ogłosili masę cięć podatkowych. To brzmi świetnie - nikt nie lubi płacić podatków. Jednak pieniądze nie rosną na drzewach, a te cięcia podatkowe były pozbawione finansowania.

Oznacza to, że rząd będzie musiał zwiększyć zaciąganie pożyczek. Oznacza to również zahamowanie wysiłków na rzecz walki z kryzysem kosztów utrzymania, o czym pisałem przez cały rok. MFW potwierdził w tym tygodniu w dość niedopowiedzianym stylu, że uważa, iż budżet "komplikuje walkę z inflacją". Przewidywał również, że kryzys będzie utrzymywał się w Wielkiej Brytanii dłużej niż w innych podobnych gospodarkach.

Budżet podkopał zaufanie do brytyjskiej gospodarki - widać to przede wszystkim po załamującym się funcie i bezprecedensowej wyprzedaży giltów (obligacji). Gilty są notowane przy rentowności nie widzianej od 2002 roku, podczas gdy funt jest na rekordowo niskim poziomie w stosunku do dolara.

Co się dzieje z emeryturami?

Problem związany z wyprzedażą giltów polega na tym, że fundusze emerytalne polegają na tych aktywach w celu zabezpieczenia swoich zobowiązań. Jest to tak zwane inwestowanie oparte na zobowiązaniach. Zasadniczo dopasowują one stałe przepływy pieniężne z giltów do swoich zobowiązań (tj. tego, co wypłacają posiadaczom emerytur).

W związku z tak poważną wyprzedażą giltów, te dopasowujące się do zobowiązań fundusze emerytalne otrzymały wezwanie do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego w odniesieniu do posiadanych giltów. Oznaczało to, że musiały one wnieść większe zabezpieczenie swoich pozycji.

Oczywiście doprowadziło to tylko do jeszcze większej sprzedaży, ponieważ fundusze musiały zgromadzić gotówkę, aby pokryć wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego, co uczyniły sprzedając te same aktywa. Spowodowało to dalszy spadek cen, co wywołało jeszcze większą sprzedaż - i tak w kółko kręcimy się na karuzeli zagłady.

W związku z tym Bank Anglii wkroczył, aby kupić te obligacje, biorąc pod uwagę ryzyko dla stabilności finansowej, jakie spowodowałby krach. Ostatnie ogłoszenie z tego tygodnia wydaje się wskazywać, że wsparcie zakończy się 14 października, co oznacza, że może dojść do dalszej wyprzedaży giltów, choć pojawiają się głosy, że Bank powinien kontynuować wsparcie do końca miesiąca.

Czy moja emerytura jest bezpieczna?

Chociaż wyprzedaż jest bardzo niepokojąca dla całej gospodarki - więcej na ten temat w ostatniej części - posiadacze emerytur nie powinni być nadmiernie zaniepokojeni.

Bank dał jasno do zrozumienia, że nie pozwoli, aby stabilność finansowa rozeszła się jak zaraza, a emerytury będą - i już są - zaciekle bronione. W ostatecznym rozrachunku mamy do czynienia z kryzysem płynności, a wyprzedaż nasiliła się z powodu pragnienia posiadania gotówki na wezwania do uzupełnienia depozytów zabezpieczających.

Poza tym, gdy te problemy zostaną faktycznie przezwyciężone, obligacje posiadane przez emerytów powinny w dłuższej perspektywie przynosić wyższe odsetki.

Scenariuszem zagłady jest sytuacja, w której więcej emerytur niż przewidywano zaczęło korzystać ze skomplikowanych instrumentów inwestycyjnych, takich jak instrumenty pochodne, które wpadły w kłopoty. Mogłoby to spowodować utratę wartości funduszy, jednak pozostaje to scenariuszem odległym i takim, który w każdym razie dotyczyłby tylko mniejszości emerytur.

Co to oznacza dla gospodarki Wielkiej Brytanii?

To kolosalny cios dla brytyjskiej gospodarki. Nie sądzę, że można to przecenić.

Już teraz, kiedy mamy do czynienia z szalejącą inflacją i jesteśmy w tyle za Rezerwą Federalną USA w kwestii podwyżek stóp procentowych, funt został, no cóż, wybity w pień.

Wzrósł koszt pożyczek dla rządu. Dalsze podwyżki stóp procentowych są teraz prawdopodobnie konieczne, aby powstrzymać inflację, powodując wzrost kosztów kredytów hipotecznych. W obliczu kryzysu energetycznego, który już nadchodzi, gdy zbliżamy się do zimy, rozmów o awariach sieci energetycznej i ludziach, którzy walczą o ogrzanie swoich domów, nie mógł nadejść w gorszym momencie.

Indeks giełdowy FTSE sprzedał się agresywnie. Nastroje są bardzo złe. To całkiem kiepski początek.

Prawdę mówiąc, być może najgorszy ze wszystkich jest cios w wiarygodność. Kiedy Wielka Brytania chce stać się jedną z największych gospodarek na świecie, a teraz jest niezależna od UE, epizody takie jak ten nie mogą mieć miejsca.

Gospodarka nadal jest uzależniona od inwestorów zagranicznych – nie może pochwalić się siłą gospodarki amerykańskiej, podczas gdy importuje znacznie większą część swojej energii – a w obecnym dolarowym, wysokoinflacyjnym środowisku takim błędem jest torpeda wiarygodność rynku brytyjskiego (o tym, dlaczego wszyscy podlegamy rządom dolara, pisałem tutaj).

Jak to się stało?

Nie mam na to odpowiedzi.

To był całkowicie przewidywalny scenariusz. Podobny do tego, kiedy upuszczasz piłkę z ręki, wiesz, że piłka uderzy w ziemię - bo tak działa grawitacja. Podobnie ogłoszenie szeregu obniżek podatków w warunkach kryzysu inflacyjnego w oczywisty sposób doprowadzi do wyprzedaży obligacji i podniesie koszty pożyczek, a waluta zostanie poturbowana.

To naprawdę jest obiektywne i nie ma szarej strefy.

A jednak tak się stało. Naprawdę nie wiem dlaczego.