Czy europejscy producenci samochodów zmierzają w stronę spirali śmierci?

  • Sprzedaż pojazdów elektrycznych w Europie gwałtownie spadła, w sierpniu odnotowując spadek o 36%.
  • Rosną niezadowolenie pracowników, protesty dotyczą potencjalnego zamykania fabryk ze względu na rosnącą konkurencję na świecie.
  • Wysokie koszty energii w Europie i nieskuteczna polityka przemysłowa zagrażają przyszłości europejskiego sektora motoryzacyjnego.

Europejski przemysł motoryzacyjny, od dawna będący światowym liderem w dziedzinie innowacji i produkcji, zmaga się obecnie z kryzysem egzystencjalnym.

W obliczu gwałtownego spadku sprzedaży pojazdów elektrycznych (EV), rozprzestrzeniających się strajków pracowniczych i rosnącego kosztu energii, przyszłość produkcji samochodów w Europie staje się coraz bardziej niepewna.

W miarę jak wyzwania te stają się coraz poważniejsze, wiele osób zaczyna wątpić, czy branża przetrwa w obecnej formie.

Producenci samochodów zmagają się z problemem gwałtownego spadku sprzedaży pojazdów elektrycznych

Europejski rynek pojazdów elektrycznych, niegdyś uznawany za sukces, w ostatnich miesiącach odnotował gwałtowny spadek.

Sprzedaż pojazdów elektrycznych spadła w sierpniu o 36% w całym regionie, przy czym Niemcy — największy rynek samochodowy w Europie — poniosły największe straty, odnotowując spadek sprzedaży pojazdów elektrycznych aż o 69%.

Jak wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA), gwałtowny spadek popytu zmusił producentów samochodów do poszukiwania rozwiązań.

Spadek sprzedaży nastąpił po tym, jak wiele rządów w Europie ograniczyło zachęty finansowe, które sprawiły, że pojazdy elektryczne stały się bardziej przystępne cenowo.

W połączeniu z wysoką inflacją i rosnącymi kosztami energii, wycofanie się z tej sytuacji utrudniło konsumentom uzasadnienie i tak już kosztownej zmiany na pojazdy elektryczne.

W rezultacie udział pojazdów elektrycznych w rynku zmniejszył się w sierpniu do 14% z nieco ponad 15% w roku poprzednim.

Producenci tacy jak Volkswagen i Renault, którzy kiedyś mocno stawiali na udane przejście na energię elektryczną, obecnie mają trudności ze spełnieniem unijnych celów dotyczących emisji spalin dla flot, które mają zostać zaostrzone od 2025 r.

Niedopełnienie tych norm może skutkować karami finansowymi naliczonymi przez producentów samochodów w wysokości miliardów euro, co jeszcze bardziej obciąży branżę.

BMW, jeden z czołowych producentów samochodów na kontynencie, obniżył już swoją roczną prognozę zysków z powodu słabej sprzedaży pojazdów elektrycznych.

Tymczasem Volkswagen rozważa zamknięcie krajowych fabryk po raz pierwszy od dziesięcioleci.

Doprowadziło to do wzrostu niepokojów społecznych, wybuchu strajków i protestów w całej Europie, a najbardziej znanym był ten w Brukseli.

Rosnące niepokoje pracownicze mogą wywołać chaos

W obliczu spadającego popytu i presji regulacyjnej europejscy producenci samochodów zmagają się również ze znacznymi sporami pracowniczymi.

Potencjalne zamknięcie fabryki Audi w Brukseli, zatrudniającej 3000 osób, wywołało powszechne protesty.

Ponad 5000 pracowników niedawno przeszło ulicami Brukseli, protestując przeciwko zagrożeniu dla ich miejsc pracy i wzywając europejskie władze do ochrony europejskiego przemysłu motoryzacyjnego przed tańszą konkurencją z zagranicy, szczególnie ze strony Chin.

Zakład Audi w Brukseli, w którym produkowany jest elektryczny model Q8 e-Tron, jest symbolem niepewności, z jaką mierzą się nawet fabryki nastawione na produkcję pojazdów elektrycznych.

Mimo produkcji modelu wpisującego się w europejskie dążenie do zielonej technologii, zakładowi grozi zamknięcie z powodu niskiego popytu na ten pojazd.

Przedstawiciele związków zawodowych ostrzegają, że los zakładu jest częścią szerszego problemu, a europejski przemysł traci grunt pod nogami na rzecz tańszych, globalnych konkurentów.

Europejski rynek pracy, a zwłaszcza sektor motoryzacyjny, zmaga się z rosnącymi napięciami, ponieważ producenci szukają sposobów na obniżenie kosztów w odpowiedzi na rosnące ceny energii i spadającą sprzedaż.

Na przykład Volkswagen zerwał już obowiązującą od dziesięcioleci umowę pracowniczą i może zamknąć krajowe fabryki.

Pracownicy obawiają się, że bez znaczącej interwencji wiele europejskich fabryk może zostać zamkniętych, co doprowadzi do powszechnej utraty miejsc pracy.

Ceny energii: „pięta achillesowa” Europy

Jednym z najpilniejszych wyzwań stojących przed europejskimi producentami samochodów są rosnące ceny energii na kontynencie.

Wstrząsy cenowe wywołane inwazją Rosji na Ukrainę w połączeniu z trwającymi napięciami geopolitycznymi sprawiły, że Europa ponosi jedne z najwyższych kosztów energii na świecie.

Ceny ropy Brent utrzymują się na poziomie około 90 dolarów za baryłkę, a koszty oleju napędowego wzrosły o 60% od lata, co powoduje, że europejski przemysł staje się coraz mniej konkurencyjny w porównaniu z innymi rozwiniętymi gospodarkami, takimi jak USA, Japonia i Kanada.

Zależność Europy od importowanej energii, zwłaszcza od rosyjskiego gazu, nie została w pełni złagodzona, mimo wysiłków na rzecz dywersyfikacji źródeł dostaw.

Dostawy gazu z Norwegii i skroplonego gazu ziemnego (LNG) wypełniły część luk, jednak nie na tyle, aby zrekompensować gwałtowny wzrost kosztów energii.

Wyższe koszty produkcji wywierają presję na producentów samochodów, którzy już teraz muszą mierzyć się ze spadkiem sprzedaży i presją regulacyjną.

Wysokie koszty energii stawiają europejskich producentów samochodów w wyraźnie niekorzystnej sytuacji w porównaniu z ich odpowiednikami w USA i Azji, gdzie ceny energii są niższe, a rządowe dotacje na czyste technologie energetyczne są większe.

Według Economist Intelligence Unit podwyżki cen energii w Europie będą miały długofalowe konsekwencje, obejmujące m.in. bankructwa przedsiębiorstw, większe zadłużenie i niepowodzenia w zielonej transformacji.

Czy europejscy producenci samochodów przetrwają?

Biorąc pod uwagę te wszystkie wyzwania – spadający popyt na pojazdy elektryczne, niepokoje społeczne i szoki cenowe związane z energią – rosną obawy, że europejscy producenci samochodów mogą zmierzać w stronę spirali śmierci.

Pytanie pozostaje: czy branża ta przetrwa, czy też zostanie stopniowo zniszczona przez siły zewnętrzne?

Jednym z kluczowych problemów jest brak spójnej polityki przemysłowej w Europie.

Podczas gdy USA, Chiny i Japonia wdrożyły agresywną politykę mającą na celu wsparcie krajowego przemysłu w przejściu na czystą energię, Europa pozostaje w tyle.

Zielony Ład UE, choć ambitny, nie uwzględnia pilnych potrzeb branż zmagających się z rosnącymi kosztami i niepewnością geopolityczną.

Brak niedrogich, kluczowych minerałów dla łańcuchów dostaw czystej energii oraz impas w umowach handlowych z kluczowymi producentami surowców, takimi jak Mercosur, tylko pogłębiły problemy Europy.

Co więcej, szybki wzrost liczby chińskich producentów pojazdów elektrycznych jeszcze bardziej zwiększa presję na europejskich producentów samochodów.

Firmy takie jak BYD, Xpeng i Li Auto wykorzystały swoją zdolność do produkcji niedrogich, zaawansowanych technologicznie pojazdów elektrycznych.

We wrześniu kilka z tych chińskich firm pobiło rekordy sprzedaży, oferując duże rabaty i wprowadzając na rynek nowe modele wyposażone w zaawansowane technologie jazdy półautonomicznej.

Dzięki tym działaniom udało im się pokonać nie tylko europejskich producentów samochodów, ale także globalnych konkurentów, takich jak Tesla.

Wraz ze wzrostem znaczenia chińskich firm na światowym rynku pojazdów elektrycznych, europejscy producenci samochodów muszą teraz stawić czoła silnej konkurencji ze strony tańszych i bardziej elastycznych konkurentów, którzy szybko rozszerzają swoje wpływy poza granice Chin.

W świetle tych wydarzeń państwa członkowskie UE mają 4 października głosować nad nałożeniem znacznych ceł na chińskie pojazdy elektryczne; proponowane cła mogą wynieść nawet 36%.

Decyzja ta zapadła po tym, jak dochodzenie UE wykazało, że chińskie dotacje państwowe dawały chińskim producentom pojazdów elektrycznych nieuczciwą przewagę nad europejską konkurencją.

Bez spójnej strategii w zakresie polityki energetycznej i przemysłowej, a także pozostając w tyle za chińską konkurencją, europejscy producenci samochodów będą w nadchodzących latach musieli stawić czoła narastającym wyzwaniom.

Jeśli kontynent nie zdoła udoskonalić swojej polityki przemysłowej ani zaoferować konkurencyjnych alternatyw na rynku pojazdów elektrycznych, narazi się na erozję sektora motoryzacyjnego, gdyż zagraniczne firmy będą przejmować udziały w rynku.

Co musi się zmienić?

Aby europejscy producenci samochodów nie popadli w spiralę śmierci, konieczne są znaczące zmiany zarówno na poziomie korporacyjnym, jak i politycznym.

Po pierwsze, rządy krajów europejskich muszą ponownie ocenić swoje podejście do zachęcania do wprowadzania pojazdów elektrycznych.

Wycofanie dotacji osłabiło popyt w momencie, gdy konsumenci już odczuwają skutki inflacji i wysokich kosztów energii.

Bardziej ukierunkowane podejście do dotacji, być może skoncentrowane na uczynieniu pojazdów elektrycznych dostępnymi cenowo dla nabywców o średnich dochodach, mogłoby pomóc ożywić popyt.

Po drugie, Europa potrzebuje bardziej kompleksowej polityki przemysłowej, która wesprze sektor motoryzacyjny w procesie zielonej transformacji.

Wiąże się to z zapewnieniem niedrogiego dostępu do kluczowych minerałów i budową bardziej odpornych łańcuchów dostaw.

Należy ponownie rozważyć umowy handlowe z kluczowymi partnerami, takimi jak Mercosur, a także rozważyć nowe relacje z rynkami wschodzącymi, aby zapewnić Europie zasoby niezbędne do utrzymania konkurencyjności.

Wreszcie sami producenci samochodów muszą dostosować się do nowych realiów rynkowych.

Może to oznaczać ograniczenie produkcji w regionach o wysokich kosztach, usprawnienie działań i inwestowanie w nowe technologie obniżające koszty produkcji.

Firmy takie jak BMW już rozpoczęły przygotowania do bardziej rygorystycznych norm emisji spalin UE, ale branża musi zrobić więcej, aby uniknąć kar regulacyjnych i utrzymać konkurencyjność na zmieniającym się rynku.

Choć w dłuższej perspektywie producenci samochodów elektrycznych w Europie mogą mieć nadzieję, naprawdę trudno znaleźć argumenty przemawiające za inwestowaniem w ten rynek w obecnej sytuacji.