Od Wall Street po Republikanów, taryfy Trumpa wywołują coraz większy sprzeciw.

Od Wall Street po Republikanów, taryfy Trumpa wywołują coraz większy sprzeciw.
Vatsala Gaur
07 kwi 2025, 11:38 AM
  • Bill Ackman ostrzega, że polityka taryfowa Trumpa podważa zaufanie w globalnym biznesie.
  • Liderzy biznesu coraz częściej, choć ostrożnie, wyrażają swoje obawy.
  • Republikańscy senatorowie łamią szeregi, obawiając się konsekwencji ekonomicznych i ryzyka wyborczego.

Agresywne dążenie Donalda Trumpa do wprowadzenia szeroko zakrojonych, wzajemnych ceł spotyka się z coraz ostrzejszą krytyką nie tylko ze strony globalnych partnerów handlowych, ale także ze strony jego sojuszników w środowisku biznesowym i we własnej partii.

To, co zaczęło się jako śmiały krok ekonomiczny mający na celu wzmocnienie krajowej produkcji, przerodziło się obecnie w źródło narastającego niepokoju, ponieważ rosną obawy o potencjalne szkody dla amerykańskiej gospodarki i jej pozycji na świecie.

Prezydent traci zaufanie światowych liderów biznesu: Ackman pisze na Twitterze

Niezadowolenie wybuchło w weekend, gdy znany inwestor Bill Ackman, były zwolennik Trumpa, wydał rzadkie i ostre potępienie.

W długim oświadczeniu Ackman ostrzegł, że protekcjonistyczna strategia prezydenta, oparta na wysokich cłach, może doprowadzić do izolacji Stanów Zjednoczonych i wywołać niszczycielską globalną reakcję gospodarczą.

„Nakładając ogromne i nieproporcjonalne cła zarówno na naszych przyjaciół, jak i wrogów, i tym samym rozpoczynając globalną wojnę gospodarczą przeciwko całemu światu jednocześnie, niszczymy zaufanie do naszego kraju jako partnera handlowego, miejsca prowadzenia działalności gospodarczej i rynku inwestowania kapitału” – powiedział Ackman.

Wezwał Trumpa do 90-dniowej przerwy w celu negocjacji bardziej sprawiedliwych umów handlowych, zamiast eskalować napięcia.

„Jeśli 9 kwietnia rozpoczniemy ekonomiczną wojnę nuklearną przeciwko wszystkim krajom świata, inwestycje biznesowe staną w miejscu, konsumenci zamkną portfele i sakiewki, a my poważnie nadszarpniemy naszą reputację na świecie, której odbudowa zajmie lata, a nawet dziesięciolecia” – ostrzegł Ackman.

Amerykańskie korporacje coraz bardziej niepokoją się pogłębiającym się kryzysem rynkowym.

Liderzy biznesu coraz częściej, choć ostrożnie, wyrażają swoje obawy.

Jak donosi Fortune, podczas zeszłomiesięcznego spotkania prezesów firm w Yale, przeprowadzona na miejscu ankieta ujawniła rosnące zaniepokojenie wśród najwyższych menedżerów potencjalnymi konsekwencjami polityki handlowej Trumpa.

Według „Wall Street Journal”, 44% dyrektorów generalnych stwierdziło, że wyraziłoby swoje obawy, gdyby rynki załamały się o 20%, podczas gdy 22% wskazało na spadek o 30%, a 10% na katastrofalny spadek o 50%.

Prawie jedna czwarta uważała, że interwencja nie leży w ich kompetencjach.

Jeffrey Sonnenfeld, profesor z Yale, który zorganizował szczyt, zauważył, że wielu dyrektorów generalnych czuje się uwięzionych między obawami ekonomicznymi a ryzykiem politycznym.

„Nie chcą być piorunochronem” – powiedział. „Wtedy sprawa staje się dla nich osobista”.

Prywatnie członkowie zarządów korporacji nalegają na dyskretne lobbowanie, a nie na publiczną konfrontację.

„Nie chcesz być tym szczekającym psem dla wszystkich innych, bo to ty zostaniesz postrzelony” – powiedział jeden z członków zarządu „Financial Times”.

Inny podkreślił potrzebę cichej dyplomacji, radząc współpracownikom Trumpa, że cła zaszkodzą jego głównym wyborcom poprzez wzrost cen i utratę miejsc pracy.

Dołączając do rosnącego chóru głosów, Business Roundtable wydało starannie sformułowane oświadczenie popierające cel prezydenta, jakim jest sprawiedliwy handel, ale ostrzegające, że powszechne cła w wysokości od 10% do 50% grożą poważnymi szkodami dla amerykańskich producentów, pracowników i rodzin.

Rozbieżności w szeregach Republikanów sygnalizują pęknięcia w jedności partii.

Środowisko biznesowe nie jest osamotnione w swoich obawach. Republikanie w Kongresie zaczynają się dzielić, publicznie kwestionując mądrość taryfowej ofensywy Trumpa.

Senator Ted Cruz z Teksasu wydał surowe ostrzeżenie, przewidując, że Republikanie mogą ponieść „krwawą klęskę” w wyborach śródtermicznych w 2026 roku, jeśli taryfy Trumpa wywołają recesję.

„W administracji są głosy, które chcą, aby te cła trwały wiecznie” – ostrzegł Cruz.

Podkreślił, że działania odwetowe innych państw mogłyby zniszczyć amerykańskie miejsca pracy i całą gospodarkę.

Senator Thom Tillis z Karoliny Północnej wyraził podobne obawy, podkreślając zagrożenia dla rolników w swoim stanie.

„Każdy, kto mówi, że zanim wszystko się ułoży, może pojawić się trochę bólu, powinien porozmawiać z moimi rolnikami, którym brakuje jednego zbioru do bankructwa” – powiedział CNN.

Kolejne pęknięcia pojawiły się zaledwie kilka godzin po tym, jak Trump ogłosił taryfy, które nazwał „dniem wyzwolenia”.

Czterech republikańskich senatorów sprzeciwiło się prezydentowi, głosując za uchwałą Senatu, której inicjatorem byli Demokraci, domagającą się zniesienia 25% cła na kanadyjskie towary.

Chociaż rezolucja miała w dużej mierze charakter symboliczny, uzyskała poparcie prominentnych republikanów, w tym lidera mniejszości w Senacie, Mitcha McConnella, Randa Paula i Susan Collins.

Głosy sprzeciwu odzwierciedlają szerszy, choć często tłumiony, niepokój w partii. Wielu obawia się politycznych konsekwencji ze strony lojalistów Trumpa, ale prywatnie przyznaje, że potencjalne skutki ekonomiczne są poważne.

Rynki wstrząśnięte, cła wywołują globalny krach.

Tymczasem, pomimo ostrzeżeń, Trump pozostaje nieugięty. W niedzielę, podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One, prezydent bronił swojej strategii, twierdząc, że krótkoterminowe cierpienie jest niezbędne dla długoterminowych korzyści.

„Czasami trzeba zażyć lekarstwo, żeby coś naprawić” – zauważył. Trump przewidział, że do Stanów Zjednoczonych napłyną miejsca pracy i inwestycje, czyniąc je „bogatymi jak nigdy dotąd”.

Jego najwyżsi urzędnicy potwierdzili to przesłanie, nalegając, że taryfy zostaną wprowadzone zgodnie z planem i bagatelizując zagrożenie recesją.

Jednak globalne rynki opowiadały inną historię.

W ciągu kilku godzin od wypowiedzi Trumpa azjatyckie rynki załamały się. Japoński indeks Nikkei 225 spadł o 7,8%, a hongkoński Hang Seng Index odnotował jeszcze większy spadek, przekraczający 12%.

Według analityków Deutsche Bank, załamanie to było czwartym najgorszym dwudniowym spadkiem na rynku od II wojny światowej, ustępując jedynie krachom z 1987 roku, kryzysowi finansowemu z 2008 roku i początkowym dniom pandemii Covid-19.

Deutsche Bank ostrzegł ponadto, że zakłócenia na rynku są najpoważniejsze od czasu, gdy prezydent Richard Nixon porzucił standard złota w 1971 roku, podkreślając powagę rozwijającego się kryzysu.