Dlaczego Azja po cichu odwraca się od dolara amerykańskiego?
- Tajwański dolar odnotował największy wzrost od 1988 roku, ponieważ eksporterzy zaczynają pozbywać się swoich dolarów.
- Azjatyckie instytucje repatriują miliardy dolarów i zabezpieczają się przed dalszym osłabieniem dolara.
- Popyt na transakcje w innych walutach niż dolar szybko rośnie w handlu, pożyczkach i instrumentach pochodnych walut.
Na globalnych rynkach walutowych dzieje się coś niezwykłego, a większość ludzi nie zwraca na to uwagi.
W tym tygodniu tajwański dolar wzrósł o ponad 5% w ciągu jednego dnia, notując największy skok od 1988 roku.
Jednocześnie azjatyckie banki, eksporterzy i fundusze suwerenne coraz częściej starają się omijać dolara amerykańskiego w swoich transakcjach.
To jeszcze nie pełnoprawny kryzys, ale przekaz jest jasny: zaufanie do dolara amerykańskiego słabnie, a kapitał się przemieszcza.
To, co kiedyś było powolnym dryfem, teraz przeradza się w coś większego. W Azji zachodzi wielka zmiana paradygmatu, a Stany Zjednoczone mogą na nią nie być przygotowane.
Czy dolar amerykański nadal jest światową walutą rezerwową?
Przez dziesięciolecia dolar był kręgosłupem globalnego systemu finansowego.
Według przełomowej pracy z 2021 roku, jest on wykorzystywany w 88% wszystkich transakcji walutowych.
Mniej więcej połowa światowego handlu jest fakturowana w dolarach, a zielony banknot nadal stanowi ponad połowę globalnych rezerw walutowych.
Ale ten uścisk zaczyna słabnąć. W tym roku indeks dolara (DXY) spadł o prawie 8%, co stanowi najgwałtowniejszy spadek od początku roku w jego 20-letniej historii.
Jednocześnie większość azjatyckich walut gwałtownie umocniła się w stosunku do dolara.
Tajwański dolar wyróżnił się, zyskując 5% w ciągu jednego dnia po tym, jak eksporterzy pospiesznie sprzedawali swoje rezerwy dolarowe.
Kurs juana na rynku offshore osiągnął najwyższy poziom od sześciu miesięcy.
Hongkoński dolar zbliżył się do górnej granicy swojego przedziału wahań, co spowodowało interwencję w wysokości 6 miliardów dolarów ze strony de facto banku centralnego.
Żaden z tych ruchów nie był odosobniony.
Stanowią one część szerszego trendu. Azjatyckie instytucje, od banków centralnych po fundusze ubezpieczeniowe, repatriują aktywa denominowane w dolarach i zabezpieczają się przed ryzykiem.
Popyt na zabezpieczenia dolarowe gwałtownie wzrósł. Niektóre firmy wprowadzają nawet ograniczenia na platformy handlowe, aby poradzić sobie z napływem wniosków o konwersję.
W tym tygodniu Stephen Jen, były ekonomista MFW znany ze swojej teorii „uśmiechu dolara”, oszacował, że azjatyccy eksporterzy i inwestorzy instytucjonalni posiadają do 2,5 biliona dolarów w niehedżowanych pozycjach dolarowych.
Nawet niewielka część tych środków, gdyby została przeniesiona, mogłaby zwiększyć presję na dolara i zasadniczo zmienić funkcjonowanie globalnych finansów.
Co napędza te wahania kursów walut?
Bezpośrednim powodem jest nic innego jak program gospodarczy prezydenta Trumpa.
Od powrotu na urząd zaostrzył groźby wprowadzenia ceł i doprowadził rozmowy handlowe do impasu.
Amerykańskie cła na chińskie towary wynoszą obecnie 145%, a niewiele wskazuje na ich rychłe obniżenie.
W zamian Pekin jasno dał do zrozumienia, że oczekuje od USA zniesienia tego, co nazywa „jednostronnymi cłami”, jako warunku podjęcia znaczących rozmów.
Obie strony przyjmują postawę obronną, ale presja jest realna.
W pierwszym kwartale gospodarka USA skurczyła się, co oznacza pierwszą recesję od 2022 roku.
Chiński wskaźnik produkcji również spadł poniżej zera.
Oba kraje zmagają się ze spadkiem popytu, słabszym eksportem i rosnącymi napięciami kapitałowymi.
Różnica polega jednak na tym, że podczas gdy Stany Zjednoczone nadal opierają się na globalnym statusie dolara, Azja po cichu dostosowuje swoją strategię.
Eksporterzy z Tajwanu, Chin i Azji Południowo-Wschodniej przestali gromadzić dolary.
Wymieniają je na lokalne waluty coraz szybciej, obstawiając dalsze osłabienie dolara.
W niektórych przypadkach ponoszą straty z powodu wyższych kosztów zabezpieczenia, tylko po to, żeby się wycofać.
To nie jest spekulacja; to zarządzanie ryzykiem.
I to znajduje odzwierciedlenie w działaniach na poziomie instytucjonalnym.
Banki w całej Azji odnotowują rosnący popyt na instrumenty pochodne na waluty, które całkowicie pomijają dolara.
Obejmuje to transakcje euro-juan, swapy rupia-juan i bezpośrednie zabezpieczanie w dolarze hongkońskim.
Według Bloomberga, zagraniczny bank w Indonezji tworzy nawet specjalne stanowisko do handlu juanem, aby zaspokoić lokalny popyt.
Czy to początek dedolaryzacji?
Technicznie tak. Ale nie w dramatycznym sensie, jaki często sobie ludzie wyobrażają.
Dolar nie zostanie zastąpiony z dnia na dzień, a nie ma wiarygodnej alternatywy o takiej samej głębokości, płynności i zasięgu.
Udział euro w globalnych transakcjach w ciągu ostatnich dwóch lat faktycznie spadł.
Chociaż juan zyskuje na znaczeniu, według danych SWIFT z marca nadal stanowi jedynie około 4% globalnych płatności.
Trend jest jednak niepodważalny. Chiński Międzybankowy System Płatności Transgranicznych (CIPS), alternatywa dla SWIFT, rozliczył w ubiegłym roku transakcje o wartości 24 bilionów dolarów, co stanowi wzrost o 40% w porównaniu z 2023 rokiem.
Juan jest obecnie wykorzystywany w rekordowych ilościach w chińskim handlu transgranicznym, zwłaszcza z Azją Południowo-Wschodnią i krajami Zatoki Perskiej.
Eksport do tych regionów wzrósł o ponad 80% w ciągu ostatnich pięciu lat, w porównaniu do znacznie wolniejszego wzrostu w przypadku USA i UE.
To tutaj zaczyna się erozja dominacji dolara, nie w wyniku nagłego załamania, ale poprzez powolne, przemyślane zmiany w sposobie, w jaki firmy i kraje dokonują transakcji.
Jeśli dolar stanie się tylko jedną z wielu opcji, a nie domyślnym wyborem, jego rola się zmniejszy.
Koszt zabezpieczenia dolara również wzrósł w ciągu ostatniego roku, szczególnie w okresie kluczowych wydarzeń politycznych, takich jak wybory w USA i ogłoszenia dotyczące polityki handlowej.
Handlowcy obecnie uwzględniają większe, a nie mniejsze ryzyko związane z posiadaniem dolarów.
Jakie są większe zagrożenia?
Głębsze ryzyko to nie zmienność, ale wiarygodność.
Globalna pozycja dolara opiera się nie tylko na ekonomii, ale także na zaufaniu. To zaufanie słabnie.
Kiedy po inwazji na Ukrainę Stany Zjednoczone zamroziły rosyjskie rezerwy dolarowe, wysłały sygnał, że dostęp do systemu dolarowego może być uwarunkowany politycznie.
Od tego czasu więcej krajów zaczęło budować alternatywne rozwiązania.
Podejście prezydenta Trumpa spotęgowało to przekonanie.
Jego powtarzające się ataki na Rezerwę Federalną, nieprzewidywalna polityka taryfowa i otwarte narzekania na siłę dolara wzbudziły niepokój inwestorów.
Jednocześnie Stany Zjednoczone odnotowują utrzymujące się deficyty, a ich możliwości łagodzenia polityki pieniężnej są bardziej ograniczone niż wcześniej.
Zagraniczny popyt na amerykańskie obligacje skarbowe już spadł.
Na ostatnich aukcjach spadł udział kupujących zaklasyfikowanych jako „pośredni” (w tym zagraniczne banki centralne).
Jeśli ten trend się utrzyma, finansowanie amerykańskiego długu może stać się droższe, zwłaszcza jeśli stopy procentowe spadną, a inwestorzy zaczną szukać zwrotu i stabilności gdzie indziej.
To nie dotyczy tylko rynków walutowych. Chodzi o architekturę globalnych przepływów kapitału.
Jeśli mniej krajów będzie skłonnych trzymać dolara jako aktywo rezerwowe lub wykorzystywać go jako pośrednika w handlu, zmieni to zasady gry.
Ostatecznie nikt nie spodziewa się, że dolar zniknie.
Ale w świecie globalnych finansów nie musi zniknąć, żeby stracić na znaczeniu.
Wystarczy, że wystarczająca liczba graczy wybierze coś innego. A kraje zaczynają rozważać swoje możliwości.
Azjatyckie akcje rosną: Hang Seng, Kospi i Nikkei 225 po nadziejach na porozumienie USA–Iran
Nikkei 225 i Kospi rosną, rentowności obligacji Japonii i Korei Południowej spadają
Xi przyjął Trumpa, potem Putina i pokazał, gdzie leży wpływ Chin
Zimbabwe ZiG: waluta zabezpieczona złotem stabilna mimo ryzyka
Indeks Nifty 50 zagrożony przez wzrost rentowności obligacji i załamanie rupii
Nie znaleziono wyników
Ładowanie artykułów...
Failed to load articles. Please try again.