Wybory w Polsce 1 czerwca w zawieszeniu: co jest w grę
- Trzaskowski i Nawrocki w sondażach mają różnicę jednego punktu procentowego, a nieprzychylni żadnemu z kandydatów wyborcy stanowią decydujący czynnik przed 1 czerwca.
- Ekstremalnie prawicowe elektorat Mentzena może decydować o zwycięstwie po dominacji w głosowaniu młodzieżowym w pierwszej rundzie.
- Zwycięstwo Trzaskowskiego umożliwi przeprowadzenie reform, podczas gdy Nawrocki zachowałby nacjonalistyczne prawo weta w stosunku do polityki rządu.
Wybory w Polsce mają zakończyć się w niedzielę drugą turą wyborów prezydenckich, której wynik jest niepewny.
Proeuropejski centrysta Rafał Trzaskowski i prawicowy nacjonalista Karol Nawrocki są w statystycznym remisie, a o wynikach mają zadecydować wyborcy nieprzychylni żadnemu z kandydatów.
To nie tylko kwestia tego, kto zostanie prezydentem. Wynik wyborów zdecyduje o tym, czy Polska poprze liberalne reformy i bliższe relacje z UE, czy też postawi na nacjonalizm i konserwatywną politykę.
Obie strony traktują to jak ostatnią rundę wojny kulturowej. I obie wierzą, że przyszłość kraju stoi na szali.
Kto jest tymi dwoma mężczyznami walczącymi o władzę?
Rafał Trzaskowski jest 53-letnim prezydentem Warszawy i weteranem Platformy Obywatelskiej, partii premiera Donalda Tuska. W wyborach prezydenckich w 2020 roku przegrał o nieco ponad dwa punkty procentowe.
W tym roku powraca z silnym poparciem w miastach, przesłaniem o modernizacyjnych walorach oraz wsparciem wszystkich partii wchodzących w skład koalicji rządzącej.
W wieku 53 lat jest osobą znaną, wykształconą i posługującą się wieloma językami. Prezentuje się jako ktoś, komu można zaufać w niestabilnym regionie.
Wśród jego osiągnięć w Warszawie wymienia się modernizację infrastruktury, rozbudowę transportu publicznego i widoczne wsparcie dla społeczności LGBTQ+, choć krytycy nazywają go nadmiernie akademickim i oderwanym od codziennych problemów.
Karol Nawrocki jest zgoła przeciwieństwem. 42-letni Karol to były bokser i historyk, który stoi na czele Instytutu Pamięci Narodowej w Polsce.
Nie ma doświadczenia politycznego, ale został wybrany przez opozycyjną partię Prawo i Sprawiedliwość (PiS), aby tchnąć nowe życie w prawicę nacjonalistyczną. Przedstawia się jako człowieka tradycji, wiary i porządku.
Trzaskowski przemawia do mieszkańców polskich miast i klasy średniej zorientowanej na Europę. Nawrocki nawiązuje kontakt z wiejską większością, osobami o poglądach konserwatywnych i tymi, którzy czują się pominięci.
Dlaczego te wybory są ważniejsze niż zwykle
Prezydentura w Polsce nie jest funkcją ceremonialną. Prezydent ma prawo weta wobec ustaw, kontroluje kluczowe decyzje w polityce zagranicznej i może blokować reformy sądownictwa.
Otrzymujący prezydent Andrzej Duda wykorzystał te uprawnienia, aby zablokować niemal każdą znaczącą reformę koalicji Tuska od czasu objęcia przez nią urzędu w 2023 roku.
W rezultacie: partie rządzące w Polsce mają większość, ale nie mają swobody w sprawowaniu rządów.
Jeśli Trzaskowski wygra, usunie ostatnią przeszkodę na drodze do reform postępowych, w tym restrukturyzacji sądownictwa, legalnego dostępu do aborcji i związków partnerskich dla par tej samej płci.
Jeśli Nawrocki wygra, utrzyma pozycję prawicowych narodowców i otworzy drzwi dla powrotu PiS w 2027 roku.
Krótko mówiąc, wynik wyborów albo utrwali proeuropejski kurs Polski, albo spowolni go na kolejną kadencję, a nawet może go zniweczyć na zawsze.
Co nam mówią te liczby?
Wyniki wskazują na remis.
Trzaskowski wygrał pierwszą turę 18 maja, uzyskując 31,36% głosów, nieznacznie wyprzedzając Nawrockiego, który zdobył 29,54% głosów.
Od tego czasu wszystkie główne sondaże wykazały, że różnica między kandydatami się zmniejsza.
Zgodnie z sondażem IBRIS opublikowanym 25 maja, Trzaskowski miał 50,4% poparcia, a Nawrocki 49,6%, przy czym blisko 9% respondentów było niezdecydowanych.
Ale surowe wyniki głosowania z pierwszej rundy ujawniają głębszy obraz sytuacji.
Kandydaci skrajnej prawicy, tacy jak Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun, zdobyli łącznie 21% głosów. Ich elektorat, młody i przeciwny establishmentowi, ma teraz decydujący wpływ na sytuację.
Obaj kandydaci o tym wiedzą. I obaj próbowali ich przekonać.
Czy wyborcy Mentzena mogą wpłynąć na wynik?
Sławomir Mentzen zajął trzecie miejsce w pierwszej turze, uzyskując prawie 15% głosów, głównie mężczyzn poniżej 30 roku życia. Jego wyborcy nie ufają PiS ani Platformie Obywatelskiej.
Chcą niskich podatków, silnych granic i utrzymania Unii Europejskiej w odległej relacji.
Mentzen opublikował ośmiopunktowy program polityczny i zaprosił obu finalistów do swojego kanału na YouTube.
Nawrocki podpisał go na żywo w telewizji. Trzaskowski odmówił, ale wykazał się tym, co wielu określiło jako mistrzostwo w zachowaniu zimnej krwi i znajomości tematu.
Następnie pojawiło się nagranie wideo, na którym obaj mężczyźni piją razem piwo po wywiadzie, w towarzystwie ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego.
Ekstremalna prawica oskarżyła Trzaskowskiego o zdradę. Ale rozmowę obejrzały miliony. Nie wiadomo, kto skorzystał na tym bardziej.
Mentzen nie chce być królem. Chce być tym, kto wybiera króla.
Zewnętrzne wpływy, afery reklamowe i hałas polityczny
Kampania nie była czysta. Republikanie w Kongresie USA oskarżyli UE o wspieranie Trzaskowskiego poprzez podwójne standardy i milczenie.
Donald Trump spotkał się z Nawrockim w Gablocie Owalnej i powiedział mu, że wygra. Byli sojusznicy Trumpa prowadzili dla niego kampanię na konferencji CPAC, która odbyła się w Polsce.
Tymczasem polska agencja cyberbezpieczeństwa potwierdziła, że za reklamami na Facebooku, które promowały Trzaskowskiego i atakowały Nawrockiego, stało zagraniczne finansowanie, ale nie zdołała ustalić źródła.
PiS twierdzi, że pieniądze pochodziły od amerykańskich Demokratów. Trzaskowski zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi i zagroził pozwem sądowym.
Nic z tego nie wpłynęło na wyniki sondaży. Ale wzmocniło to przekonanie, że wokół wyborów w Polsce krążą potężniejsze siły i że stawka jest już nie tylko krajowa.
Co ujawniły te wiece
25 maja obie kampanie zorganizowały równoczesne wiece w Warszawie, oddalone od siebie o kilka ulic.
Według sztabu wyborczego Trzaskowskiego, w „Marszu Patriotów” wzięło udział nawet 500 000 osób.
Wydarzenie to zostało poparte przez całą rządzącą koalicję i uświetniło je przemówienie przyszłego prezydenta Rumunii, Nicușora Dana, który obiecał bliższe więzi w ramach UE.
W marszu Nawrockiego „Marsz dla Polski” wzięło udział około 50 000 osób, na czele których stał przewodniczący PiS Jarosław Kaczyński.
Obiecał bezpieczną, silną Polskę zakorzenioną w tożsamości chrześcijańskiej i przedstawiał się jako głos zapomnianych.
Zdjęcia z Warszawy jasno pokazały, że Polska nie jest podzielona na dwie części. Jest podzielona na pół.
Kto więc wygra?
Nikt nie wie. A to rzadkie zjawisko w polskiej polityce. Kraj jest podzielony między dwa modele tożsamości, władzy i przynależności.
Trzaskowski ma za sobą miasta, umiarkowanych i znaczną część rządzącej koalicji.
Nawrocki ma poparcie na wsi, PiS-owską maszynę i znaczną część elektoratu skrajnej prawicy. Głos młodzieży może przechylić wynik. Albo w ogóle się nie pojawi.
Pewne jest, że obaj mężczyźni osiągnęli szczyt formy w tym samym czasie. Żaden z nich nie ma decydującej przewagi. Pozostało tylko liczenie.
Azjatyckie akcje rosną: Hang Seng, Kospi i Nikkei 225 po nadziejach na porozumienie USA–Iran
Nikkei 225 i Kospi rosną, rentowności obligacji Japonii i Korei Południowej spadają
Xi przyjął Trumpa, potem Putina i pokazał, gdzie leży wpływ Chin
Zimbabwe ZiG: waluta zabezpieczona złotem stabilna mimo ryzyka
Indeks Nifty 50 zagrożony przez wzrost rentowności obligacji i załamanie rupii
Nie znaleziono wyników
Ładowanie artykułów...
Failed to load articles. Please try again.