Nie licząc 5 proc. wydatków Europy na obronę: liczby mówią same za siebie
- Wiele państw NATO zawyża dane dotyczące obronności, licząc wydatki cywilne i projekty przemianowane
- Wydatki rosną szybciej niż zdolność Europy do absorpcji, modernizacji czy koordynacji transformacji wojskowej
- Strategiczna zależność od USA pozostaje niezmieniona pomimo rekordowych budżetów obronnych i politycznej postawy
Sojusznicy Europy z NATO właśnie przeszli do historii.
Na ostatnim szczycie w Hadze wszystkie 32 państwa członkowskie poparły nowy, śmiały cel: wydać 5% PKB na obronę, aby przygotować się na świat, w którym Rosja umacnia się, podczas gdy USA grożą odejściem.
Miał pokazać siłę, ale liczby sugerują coś innego. Za jednością kryje się chaotyczna, improwizowana, a w niektórych przypadkach całkowicie fikcyjna rozbudowa militarna.
Nagłówek jest mylący
Cel 5% NATO brzmi prosto, ale tak nie jest. Liczba jest podzielona: 3,5% PKB musi zostać przeznaczone na tradycyjną obronę, taką jak czołgi, odrzutowce, pensje, logistyka.
Pozostałe 1,5% może pokryć szersze inwestycje w "bezpieczeństwo", takie jak cyberbezpieczeństwo, telekomunikacja, reagowanie na katastrofy, a nawet infrastruktura.
To rozróżnienie ma znaczenie, ponieważ w ciągu ostatniej dekady wiele krajów ledwo osiągnęło pierwotny cel 2%, stosując dokładnie te szersze kategorie.
Weźmy na przykład Hiszpanię. Premier Pedro Sánchez przedstawił niedawno plan wydatków w wysokości 10,5 mld euro. Ale tylko 19% z tego trafia na rzeczywisty sprzęt wojskowy. Reszta obejmuje cyberbezpieczeństwo i służby ratownicze.
To, co Hiszpania zasadniczo zrobiła, to wynegocjowanie tylnych drzwi: wyda 2,1%, a nie 5%.
Włochy borykają się ze stosunkiem zadłużenia do PKB przekraczającym 130 proc ., w związku z czym nie przedstawiły żadnego zaktualizowanego budżetu obronnego, ale upierają się, że osiągnęły poziom 2 proc., uwzględniając operacje straży przybrzeżnej i policję zajmującą się przestępczością finansową.
To, co naprawdę się dzieje, to reklasyfikacja. Zgodnie z nowymi zasadami NATO, wiele starych sztuczek z 2% nie liczy się już jako obrona.
W rzeczywistości realne wydatki wojskowe niektórych krajów mogą teraz zbliżyć się do 1,3 proc., gdy mgła księgowa się rozwieje.
Europa nie jest gotowa na wchłonięcie tych pieniędzy
Problemem nie jest tylko inflacja, ale także egzekucja. Przykład Niemiec jest wymowny.
Kanclerz Friedrich Merz obiecał zbudować najpotężniejszą konwencjonalną armię w Europie. Udało mu się nawet zawiesić hamulec zadłużenia Niemiec, aby odblokować wydatki.
Jednak w 2023 r. Niemcy nie wydały 76 mld euro z budżetu federalnego, w tym dużą część przeznaczono na obronę i infrastrukturę.
Z funduszu wojskowego o wartości 100 mld euro tylko 25 proc. zostało uruchomione w ciągu ostatnich trzech lat. I nie jest to nic nowego.
Niemiecki Fundusz Klimatyczny i Transformacyjny, który miał napędzać zieloną energię i infrastrukturę pojazdów elektrycznych, w ciągu ostatnich siedmiu lat osiągnął średnio zaledwie 65% realizacji.
A teraz wyobraźmy sobie, że do 2030 roku próbujemy potroić wydatki wojskowe w całej Europie. Skąd będą pochodzić pracownicy działu zaopatrzenia? Inżynierowie? Materiały? Pracownicy?
Niemiecki sektor budowlany pracuje na pełnych obrotach. Wrzucanie kolejnych pieniędzy w system nie tworzy gotowości. Stworzy to tylko wąskie gardła.
Budowane jest niewłaściwe wojsko
Gdyby celem NATO był plan transformacji, priorytetowo potraktowałoby lekcje z Ukrainy: drony, tanie systemy autonomiczne, wojnę elektroniczną, wywiad logistyczny i sieci szybkiego reagowania.
Zamiast tego większość krajów domyślnie korzysta z tego, co znają, takich jak starsze systemy i dostawcy krajowi.
W Niemczech Rheinmetall i Hensoldt nadal dominują w zamówieniach publicznych. We Francji i Włoszech kontrakty morskie i partnerstwa lotnicze pochłaniają znaczną część nowej gotówki.
Niektóre kraje włączyły nawet nieistotne projekty , takie jak zdolności do wydobycia z powierzchni morskiej, do wniosków o pożyczki UE, po prostu dlatego, że wiedzą, jak wydawać pieniądze na statki.
Europa potrzebuje rewolucji w dziedzinie obronności. To, co otrzymuje, to gwałtowny wzrost konwencjonalnych wydatków zamkniętych w myśleniu XX wieku.
Największym problemem jest to, że plan wydatków nie jest budowany na nowoczesną wojnę. Jest budowany z myślą o optyce politycznej i wygodzie zamówień.
Opinia publiczna jest rozdrobniona i pełna sprzeczności
Obywatele europejscy popierają remilitaryzację, dopóki nie dotknie ona ich bezpośrednio. Sondaż ECFR wskazuje na silne poparcie dla wyższych budżetów wojskowych w Polsce (70 proc.), Danii (70 proc.) i Wielkiej Brytanii (57 proc.).
Jednak w Niemczech, Hiszpanii i Francji poparcie oscyluje na poziomie 45%. We Włoszech spada do 17%.
Jeśli chodzi o pobór do wojska, różnica pokoleniowa jest uderzająca. We Francji i Niemczech starsi wyborcy popierają powrót służby wojskowej. Wśród osób w wieku od 18 do 29 lat, czyli tych, którzy faktycznie służyliby, dominuje opozycja.
W niektórych parlamentach jest wola polityczna, ale nie na ulicach.
Tymczasem zaufanie do USA słabnie. W Niemczech i Wielkiej Brytanii ponad dwie trzecie obywateli uważa, że amerykański system polityczny jest zepsuty.
W Danii liczba ta wzrasta do 86%. To, co kiedyś było niezachwianą wiarą transatlantycką, ulega erozji, zwłaszcza pod rządami Trumpa.
A jednak europejskie skrajnie prawicowe partie otwarcie podziwiają styl przywództwa Trumpa. Nie szukają już wskazówek u Putina, ale na Florydzie.
Jak na ironię zakrawa zimna wojna, bycie proamerykańskim w dzisiejszych czasach często oznacza bycie antyeuropejskim.
Strategiczna autonomia to historia, której wszyscy unikają
To może być trudna pigułka do przełknięcia, ale Europa nadal nie może się obronić bez USA, bez względu na to, ile wydają.
Większość europejskich sił zbrojnych nie jest w stanie koordynować dużych, wielonarodowych operacji bojowych. Zintegrowana struktura dowodzenia NATO jest nadal kierowana przez Amerykanów.
Europa jest zależna od USA w zakresie nadzoru, danych satelitarnych, obrony przeciwrakietowej i logistyki dalekiego zasięgu. Nawet przy gwałtownym wzroście budżetów ta zależność nie zniknie.
Niektóre kraje, takie jak Polska i Hiszpania, opowiadają się obecnie za budową odrębnego europejskiego odstraszania nuklearnego.
W Niemczech kanclerz Merz zaproponował podzielenie się bronią nuklearną Francji i Wielkiej Brytanii, ale przyznaje, że nie mogłoby to zastąpić amerykańskiego parasola.
Ostatecznie 5-procentowe zobowiązanie miało udowodnić, że Europa poważnie podchodzi do kwestii obronności. Ale poważna obrona nie bierze się z obietnic. Wynika to z przejrzystości, wykonania i realizmu.
W tej chwili Europa wydaje więcej, ale nie mądrzej. To budowanie broni bez reformowania struktur dowodzenia.
Inwestuje w stare modele obrony, podczas gdy pole bitwy ewoluuje. I wciąż czeka na pojawienie się Stanów Zjednoczonych.
Być może tym, czego NATO potrzebuje, nie jest więcej pieniędzy. Musi określić realny plan, który nie będzie już zależny od USA.
4 skutki dla twoich finansów, jeśli wojna z Iranem przeciągnie się do 2027
Zatrudnienie w USA wzrosło o 172 000 w maju, powyżej oczekiwań; bezrobocie 4,3%
Wenezuela kluczowym sojusznikiem naftowym, gdy Indie dywersyfikują dostawy
Wnioski o zasiłek w USA wzrosły do 225 000, lecz rynek pracy pozostaje odporny
W maju najwięcej zwolnień od 2020 r.; AI odpowiada za 40%, tech dominuje
Nie znaleziono wyników
Ładowanie artykułów...
Failed to load articles. Please try again.