Twarde realia 20-punktowego planu Trumpa dla Strefy Gazy i co dalej

  • 20-punktowy plan Trumpa dla Gazy wiąże umowy o zakładnikach z odbudową w ramach "Rady Pokoju".
  • Rola Blaira podsyca nieufność w całym świecie arabskim.
  • Trwałe rezultaty wymagają arabskiego wsparcia, wiarygodnych gwarantów i realnego finansowania.

Prezydent USA od czasu powrotu do Białego Domu nazywa siebie "rozjemcą". A jego 20-punktowa propozycja dla Gazy naprawdę była posunięciem, które może nadać tej etykiecie prawdę.

Ten 20-punktowy plan jest sprzedawany jako mapa drogowa do zakończenia wojny w Strefie Gazy, uwolnienia zakładników i odbudowy zniszczonego terytorium.

Ale z tych 20 punktów, niektóre są bardziej kontrowersyjne niż inne, zwłaszcza część "Rady Pokoju".

Plan już podzielił rządy, analityków i opinię publiczną.

Zwolennicy widzą w tym kompleksową próbę wspólnego rozwiązania problemów związanych z bezpieczeństwem, zarządzaniem i odbudową.

Krytycy twierdzą, że jest ona odgórna, bardziej chodzi o prestiż niż legitymizację, i grozi objęciem Gazy stałym zarządem powierniczym.

Aby zrozumieć, dokąd to może doprowadzić, należy przyjrzeć się mechanice planu, bagażowi Blaira, prawdopodobnym scenariuszom na przyszłość i alternatywnym ścieżkom, które mogłyby zapewnić większą stabilność.

Co tak naprawdę proponuje 20 punktów Trumpa

Zaprowadzenie pokoju w Strefie Gazy nie jest bynajmniej łatwym zadaniem. Ale 20-punktowy "plan pokojowy" stanowi okazję.

Jeśli obie strony wyrażą zgodę, wojna się skończy, a Gaza rozpocznie proces stabilizacji.

Izrael wstrzymałby operacje, zakładnicy zostaliby zwróceni w ciągu 72 godzin, a następnie nastąpiłyby uwolnienia więźniów.

W zamian Hamas musiałby zrezygnować ze wszystkich ról rządowych i oddać swój arsenał, podczas gdy Gaza zostałaby umieszczona pod tymczasową technokratyczną administracją nadzorowaną przez międzynarodową radę nadzorczą.

Ta "Rada Pokoju" ma koordynować odbudowę, bezpieczeństwo i zarządzanie. Wielonarodowe siły stabilizacyjne będą pilnować Gazy, podczas gdy Izrael będzie się stopniowo wycofywał.

Jednocześnie specjalna strefa ekonomiczna przyciągnęłaby inwestycje, a pomoc humanitarna byłaby dostarczana pod międzynarodowym nadzorem.

Plan sugeruje nawet horyzont polityczny, w którym samostanowienie Palestyńczyków jest możliwe, jeśli zostaną spełnione reformy rządów i kryteria bezpieczeństwa.

Na papierze jest kompleksowa, ale w praktyce jest głęboko asymetryczna. Plan stawia interesy bezpieczeństwa Izraela w centrum, podczas gdy palestyńskie aspiracje polityczne są odkładane na czas nieokreślony.

Krytyka polega na tym, że Hamas jest proszony o rozbrojenie i wycofanie się z polityki bez gwarancji długoterminowej suwerenności.

Wiele zależy od zewnętrznych poręczycieli, monitorów i pieniędzy. Bez wiarygodności w terenie istnieje ryzyko, że najbardziej szczegółowe punkty okażą się nieistotne.

Dlaczego Tony Blair jest radioaktywny

Wybór Tony'ego Blaira na ważną postać w Radzie Pokoju ilustruje przepaść między kalkulacjami Zachodu a lokalną percepcją.

Dla Trumpa i Netanjahu Blair oferuje doświadczenie, kontakty dyplomatyczne i szacunek byłego premiera.

W latach 2007-2015 był wysłannikiem Kwartetu Bliskowschodniego i utrzymywał bliskie kontakty z przywódcami państw Zatoki Perskiej i stolicami państw zachodnich.

Dla Palestyńczyków i większości świata arabskiego Blair jest pamiętany zupełnie inaczej.

Był najbardziej lojalnym sojusznikiem George'a W. Busha podczas inwazji na Irak w 2003 roku, wojny, która pochłonęła setki tysięcy ofiar i zdestabilizowała region na całe pokolenie.

Jako wysłannik Kwartetu, jego kadencja przyniosła niewielki postęp poza inicjatywami biznesowymi, podczas gdy osiedla się rozwijały, a negocjacje polityczne utknęły w martwym punkcie.

Jego późniejsza praca jako konsultanta monarchii Zatoki Perskiej wzmocniła wizerunek człowieka związanego z interesami elit, a nie z oddolną legitymizacją.

Zaangażowanie Blaira grozi zatruciem projektu, zanim się rozpocznie. Hamas będzie przedstawiał go jako dowód na to, że Gaza jest umieszczana pod zachodnim zarządem powierniczym , zamiast zostać wyzwolona.

Rządy arabskie, nawet jeśli obecnie wydają się je wspierać, będą miały trudności z przekonaniem opinii publicznej do roli Blaira.

Jego obecność sprawia, że przeciwnicy planu stają się łatwym celem, zamieniając debatę w powtórkę interwencjonizmu z czasów Iraku, a nie w dyskusję o przyszłości Gazy.

Jakie są najbardziej prawdopodobne wyniki?

Najbardziej prawdopodobnym rezultatem jest częściowe wdrożenie bez poparcia Hamasu.

Izrael wykorzystuje ramy planu, aby przeforsować wymianę zakładników i uwolnienie niektórych więźniów.

Odbudowa rozpoczyna się na wybranych "wyzwolonych obszarach" pod ścisłym nadzorem, podczas gdy Hamas odmawia rozbrojenia i zachowuje wpływy w innych obszarach. Rada Pokoju istnieje w dużej mierze na papierze, a Gaza pozostaje podzielona.

Pasowałoby to do wzorca przyrostowych transakcji, które nie prowadzą do prawdziwej ugody.

Inną poważną możliwością jest paraliż polityczny wewnątrz Izraela.

Partnerzy koalicyjni Netanjahu odrzucają nawet nikłą sugestię palestyńskiego horyzontu politycznego.

Pod presją Netanjahu skupia się tylko na wymianie zakładników, pozostawiając zamrożone szersze elementy. Dzięki temu plan jest żywy tylko z nazwy, ale nie z wykonania.

Trzecią drogą byłoby krótkie zawieszenie broni i częściowa wymiana jeńców, a następnie powrót do przemocy.

Bez wiarygodnych gwarancji obie strony będą podejrzewać złą wolę i powrócą do logiki wojskowej. Szczegóły planu miałyby mniejsze znaczenie niż otaczająca ich nieufność.

Negocjowana akceptacja z modyfikacjami jest trudniejsza, ale nie niemożliwa.

Hamasowi można by zaoferować wyjście z twarzą, być może poprzez technokratyczne rządy, które obejmują Palestyńczyków spoza Hamasu, w połączeniu z jasnymi harmonogramami odbudowy.

Wymagałoby to poważnych gwarantów zewnętrznych, a nie tylko zarządu kierowanego przez Trumpa.

W lutowej ocenie podkreślono, że gospodarka Gazy skurczyła się o ponad 80% w 2024 r., przy bezrobociu na poziomie 80% i prawie całej populacji żyjącej w wielowymiarowym ubóstwie.

Bez natychmiastowych zastrzyków pomocy na dużą skalę i struktur zarządzania, którym ludzie ufają, żadne wynegocjowane porozumienie nie może się utrzymać.

Zewnętrzna szansa jest taka, że zakotwiczony w ONZ, finansowany przez Arabów system wyprzedza propozycję Trumpa.

Państwa arabskie już dyskutują o tym, jak odbudować Gazę formalnymi kanałami, a koszt odbudowy, szacowany na ponad 50 miliardów dolarów, sprawia, że ich rola jest nieodzowna.

Same mieszkania wymagają ponad 15 miliardów dolarów, podczas gdy zdrowie i edukacja potrzebują miliardów we wczesnych latach.

Sama skala oznacza, że żaden plan bez arabskiego kapitału i koordynacji ONZ nie zaspokoi nawet najbardziej podstawowych potrzeb.

Jeśli Waszyngton i Jerozolima będą zbyt mocno naciskać na radę skoncentrowaną na Trumpie, darczyńcy mogą przekierować swoje pieniądze na alternatywną ścieżkę.

Co można zrobić inaczej

Ostatecznie, każdy wynik będzie zderzył się z rzeczywistością ujawnioną w lutowym raporcie, czyli z załamaniem gospodarki, niemal powszechnym brakiem bezpieczeństwa żywnościowego i ponad 700 000 dzieci bez szkoły.

Porozumienie polityczne, które nie odnosi się do tych fundamentalnych zasad, może stać się kolejnym papierowym porozumieniem oderwanym od życia 2 milionów mieszkańców Gazy.

Struktura planu Donalda Trumpa przedkłada prestiż zewnętrzny nad lokalną legitymizację.

Bardziej praktyczne ramy rozpoczęłyby się od rozszerzenia zakresu własności.

Zamiast Rady Pokoju pod przewodnictwem Trumpa z Blairem u boku, transformacja powinna być zakotwiczona w mandacie ONZ ze współwłasnością Ligi Arabskiej.

Kraje takie jak Egipt, Katar, Jordania i Arabia Saudyjska już działają jako mediatorzy i fundatorzy. Przyznanie im formalnych miejsc przy stole zwiększyłoby ich akceptację.

A przywództwo jest kryminalne dla wszystkich.

Postacie takie jak Sigrid Kaag, koordynatorka ONZ ds. odbudowy Gazy, czy szanowani arabscy technokraci byliby o wiele bardziej wiarygodni niż Blair.

Układ współprzewodniczących, łączący międzynarodowego technokratę z arabskim odpowiednikiem, wyglądałby mniej jak powiernictwo, a bardziej jak partnerstwo. Już samo to może zwiększyć prawdopodobieństwo akceptacji Palestyńczyków.

Finansowanie powinno być sprofesjonalizowane. Wielozadaniowy fundusz powierniczy Banku Światowego i ONZ, z Islamskim Bankiem Rozwoju jako współpowiernikiem, uspokoiłby zarówno zachodnich darczyńców, jak i finansistów z Zatoki Perskiej.

Publikowanie wszystkich umów i zapisów dotyczących zamówień pomogłoby przekonać Palestyńczyków, że odbudowa nie jest kolejnym korupcyjnym planem.

Wymagane są również wczesne wygrane. Programy "gotówka za pracę", szybkie naprawy wody i energii elektrycznej oraz ustandaryzowane rozwiązania mieszkaniowe mogą sprawić, że pieniądze trafią do kieszeni Gazy i przyniosą namacalne zmiany w ciągu kilku miesięcy.

Bezpieczeństwo musi być obustronne. Zamiast domagać się całkowitego rozbrojenia przed jakąkolwiek dyskusją polityczną, stopniowe podejście "bezpieczeństwo za bezpieczeństwo" wiązałoby redukcję zdolności Hamasu z zweryfikowanym wycofaniem się Izraela i złagodzeniem ograniczeń w przemieszczaniu się.

Kierowana przez Arabów policja pod nadzorem ONZ, a nie szerokie siły w stylu NATO, byłaby bardziej akceptowalna lokalnie, przy jednoczesnym rozwiązywaniu problemów Izraela dotyczących bezpieczeństwa.

Wreszcie, plan potrzebuje stanu końcowego. Palestyńczycy nie zaakceptują niekończących się tymczasowych ustaleń.

Nawet jeśli ramy czasowe są długie, ramy muszą zobowiązać do włączenia transformacji Gazy do szerszej ścieżki politycznej, która obejmuje Zachodni Brzeg i wiarygodny horyzont państwowości.

Bez tego każdy dolar na odbudowę będzie stał na niestabilnym gruncie. Na tym polega różnica między planem na papierze a takim, który ma szansę przetrwać na polu bitwy i w polityce, która po nim następuje.