Wyjaśniamy: Wewnętrzna wojna Europy w konflikcie rosyjsko-ukraińskim
- Orbán oskarża Brukselę o przedłużanie wojny, której Europa nie może wygrać, podsycając debatę na temat strategii i zmęczenie.
- Wspierany przez Trumpa plan pokojowy odzwierciedla od dawna krytykowane stanowisko Węgier w sprawie zamrożenia konfliktu.
- UE stoi w obliczu rosnących podziałów wewnętrznych, ponieważ finansowanie, sankcje i jedność moralna znajdują się pod presją.
Niewielu europejskich przywódców wypowiada się w tak jednoznacznych słowach jak Viktor Orbán. A w niedawnym wpisie na X oświadczył, że "Bruksela wybrała wojnę".
Podczas gdy większość europejskich rządów wspiera Ukrainę za pomocą broni, pożyczek i pewności moralnej, Orbán widzi elitę lunatykującą w kierunku wojny, której nie może wygrać, i pokoju, którego nie chce sobie wyobrazić.
Z perspektywy Orbána Unia Europejska przekształciła się z projektu pokojowego w instrument konfrontacji
Bez względu na to, czy ma rację, czy nie, faktem jest, że niektórzy Europejczycy się z nim zgadzają. Po prawie czterech latach wojny, rosnących cenach energii i poczuciu, że konflikt nie ma końca, węgierski przywódca testuje, czy "zmęczenie pokojem" nie stanie się kolejną populistyczną walutą w europejskiej polityce.
Samotny głos czy proroczy głos?
Bunt Orbána w UE nie jest niczym nowym, ale zmienił się jego kontekst. Od czasu rosyjskiej inwazji na pełną skalę w 2022 r. UE przeznaczyła ponad 177 mld euro na wsparcie dla Ukrainy, a kolejne 50 mld euro zadeklarowała w ramach Instrumentu na rzecz Uczynienia Ziemi na lata 2024–2027.
Liczby te sprawiają, że UE jest zdecydowanie największym darczyńcą dla Kijowa.
Węgry twierdzą jednak, że moralny zapał UE zaślepił je na strategiczną rzeczywistość. Orbán powiedział w parlamencie na początku tego roku, że "Europa finansuje wojnę, której nie może wygrać militarnie i nie może sobie pozwolić gospodarczo".
W jego ujęciu przywódcy kontynentu mylą eskalację z odwagą. Wskazuje na powtarzające się pakiety sankcji UE, których jest aż 19, które zaszkodziły europejskiemu przemysłowi w takim samym stopniu, jak rosyjskim eksporterom.
Kuszące jest odrzucenie tego jako wyrachowanej retoryki rządu uzależnionego od rosyjskiego gazu i ropy. A jednak postawa Orbána trafia do publiczności. Sondaże w Niemczech, Włoszech i na Słowacji pokazują, że rośnie odsetek wyborców, którzy wolą wynegocjowane porozumienie niż kontynuowanie walki. Węgry po prostu przekształciły ten sentyment w politykę państwową.
Problemem dla Brukseli nie jest to, że Orbán myli się we wszystkim, ale to, że jego narracja oferuje uwodzicielską prostotę. Że Europa może mieć pokój "jutro", jeśli tylko przestanie zasilać machinę wojenną.
To przekaz stworzony z myślą o mediach społecznościowych, gdzie niuanse szybko umierają, a zmęczenie przemawia głośniej niż strategia.
Plan pokojowy, który zacierał granice
Pod koniec października zmieniły się podstawy polityki. Europejscy dyplomaci, we współpracy z Ukrainą, opracowali 12-punktowy plan zatrzymania wojny wzdłuż istniejących linii frontu.
Propozycja zakładałaby, że obie armie zamrożą pozycje, wymienią jeńców, zwrócą deportowane dzieci i rozpoczną odbudowę pod nadzorem Zachodu. "Rada Pokojowa" pod przewodnictwem prezydenta USA Donalda Trumpa miałaby nadzorować wdrażanie.
Dla Orbána ten plan był usprawiedliwieniem. Przez wiele miesięcy ostrzegał, że dalsza eskalacja tylko umocni rosyjską kontrolę i wyczerpie zasoby Europy. Teraz popierana przez Trumpa koncepcja zawieszenia broni weszła do głównego nurtu dyskusji.
Drobny druk w planie pokazuje, jak pragmatyczna staje się Europa. Sankcje wobec Rosji byłyby stopniowo znoszone, ale 300 mld dolarów zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego pozostałoby zablokowane, dopóki Moskwa nie przyczyni się do odbudowy Ukrainy. Tymczasem Ukraina otrzymałaby przyspieszoną ścieżkę do członkostwa w UE i gwarancje bezpieczeństwa od mocarstw zachodnich.
Teoretycznie jest to spokój wyczerpania, a nie zwycięstwo. Jednak nawet ten pomysł spotyka się z oporem w Kijowie i wśród wschodnich państw UE. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski publicznie odrzucił wszelkie plany, które "nagradzają agresję", podczas gdy przywódcy państw bałtyckich nazwali zamrożenie linii wojennych moralną kapitulacją.
Dyplomaci w Brukseli obawiają się, że podejście Trumpa może pozostawić Europę na uboczu, zredukowaną do finansowania pokoju narzuconego przez Waszyngton.
Orbán interpretuje to jednak inaczej. Dla niego fakt, że Europa w ogóle rozważa taką umowę, dowodzi, że "era entuzjazmu wojennego" dobiega końca. Przedstawia się jako realista, który dostrzegł granice determinacji Zachodu, zanim dostrzegł to ktokolwiek inny.
Pieniądze, moralność i brukselski impas
Podczas gdy dyplomaci dyskutowali o planach pokojowych, przywódcy UE potykali się o to, jak zapłacić za obronę Ukrainy. Na szczycie pod koniec października nie udało im się osiągnąć konsensusu w sprawie wykorzystania 183 mld euro zamrożonych rosyjskich aktywów na pokrycie pożyczki reparacyjnej dla Kijowa w wysokości 140 mld euro.
Belgia sprzeciwiła się temu, obawiając się pozwów sądowych, gdyby Rosja zażądała spłaty. Bez jednomyślnego poparcia plan upadł w kolejnej rundzie opóźnień proceduralnych.
Symbolika była trudna do zignorowania. W tym samym dniu, w którym Zełenski zaapelował o "szybkie działanie", węgierski prezydent Orbán całkowicie pominął debatę na temat Ukrainy, uczestnicząc w uroczystościach z okazji święta narodowego w Budapeszcie. Przywódcy UE wydali jednak oświadczenie o solidarności bez jego podpisu.
Ten impas obnażył sprzeczności w Europie. Chce zmusić Rosję do zapłacenia za swoją agresję, ale waha się, czy sprawdzić prawne i finansowe ryzyko z tym związane. Chce stać ramię w ramię z Ukrainą, ale ma trudności z równym podziałem kosztów. Pragnie jedności, ale wciąż stawia czoła granicom jednomyślności.
Każdy impas daje Orbánowi więcej amunicji. Przedstawia Brukselę jako sparaliżowaną hipokryzją, chętną do głoszenia wartości, niechętną do ponoszenia konsekwencji. Dla rodzimej publiczności przedstawia Węgry jako samotnego realistę na kontynencie rządzonym przez moralistów. Niezależnie od tego, czy to prawda, czy nie, działa to politycznie.
Nadchodzący konkurs na europejską narrację
Ostatecznie przerodziło się to w wojnę polityczną. Wojskowe linie frontu mogą się ustabilizować, ale walka ideologiczna wewnątrz UE dopiero się zaczyna.
Wschodni członkowie bloku, zwłaszcza kraje bałtyckie i Polska, nadal postrzegają przetrwanie Ukrainy jako egzystencjalne znaczenie dla bezpieczeństwa Europy. Zachodnie stolice, stojące w obliczu zmęczenia fiskalnego, zmierzają w kierunku kontrolowanego powstrzymywania rozprzestrzeniania się wirusa.
Przesłanie Orbána, że pokój wymaga odwagi do kompromisu, znalazło pewne echa. Słowacki premier Robert Fico, włoska Giorgia Meloni oraz część skrajnie prawicowej niemieckiej AfD i francuskiego Zjednoczenia Narodowego zasugerowali, że "wieczne wojenne" podejście UE musi się skończyć. Jeśli opinia publiczna przechyli się jeszcze bardziej w stronę zmęczenia, poglądy Orbána mogą stać się poglądem większości.
Ta możliwość przeraża Brukselę. Przez dwie dekady UE budowała swoją legitymację na twierdzeniu, że jej jedność daje Europie siłę. Wojna na Ukrainie przekształciła to twierdzenie w moralną krucjatę. Utrata spójności w tej chwili byłaby czymś więcej niż tylko politycznym regresem. Byłaby to filozoficzna porażka.
Mimo to prowokacja Orbána zmusza do niewygodnego rozrachunku. UE chce bronić pokoju i sprawiedliwości, ale pozostaje mocarstwem cywilnym działającym w świecie twardego przymusu. Sankcje uderzają w Moskwę, ale także przekształcają światowe rynki energii, podnosząc koszty w kraju. Jej obietnice wobec Ukrainy sięgają dziesięcioleci do przodu, podczas gdy jej obywatele domagają się pomocy już dziś.
W wewnętrznej wojnie między Europą a Ukrainą nie chodzi tylko o to, jak ją zakończyć, ale także o to, jak Europa definiuje się po jej zakończeniu. Czy jest to unia wartości gotowa udźwignąć ciężar obrony, czy też konfederacja narodów związanych wygodą?
Orbán liczy na to, że zmęczenie odpowie mu na to pytanie.
PPI USA rośnie mocniej niż oczekiwano; roczna inflacja producentów najwyższa od 3 lat
Inflacja w USA wzrosła do 4.2% w maju, napędzana cenami energii
Po zaskoczeniu danymi o zatrudnieniu, CPI USA wystawi na próbę rajd AI — jak handlować?
Brytyjski regulator proponuje wyższe wymogi odporności dla funduszy rynku pieniężnego
Cięcia Fed odroczone? Goldman Sachs widzi łagodzenie dopiero w 2027 r.
Nie znaleziono wyników
Ładowanie artykułów...
Failed to load articles. Please try again.