Od eskalacji do resetu? Co naprawdę wydarzyło się podczas rozmów handlowych USA–Chiny w Genewie?

  • Stany Zjednoczone i Chiny poczyniły „znaczne postępy” w Genewie po nałożeniu ceł w wysokości do 145%.
  • Trump nazwał rozmowy „całkowitym resetem”, ale jak dotąd nie ogłoszono żadnego formalnego porozumienia.
  • Istnieją trzy prawdopodobne scenariusze, a plany „deeskalacji” mają zostać wkrótce opublikowane.

Wojna handlowa między USA a Chinami w tym roku szybko eskalowała. I równie szybko obie strony powróciły do negocjacji.

W ciągu jednego weekendu w Genewie najwyżsi urzędnicy z Waszyngtonu i Pekinu spotkali się na pierwszych bezpośrednich negocjacjach od czasu, gdy prezydent Trump podniósł cła na chińskie towary do 145%. Chiny odpowiedziały 125% podatkiem na import z USA, co doprowadziło do niemal całkowitego zatrzymania handlu o wartości 600 miliardów dolarów.

Teraz ci sami urzędnicy określają rozmowy jako produktywne i mówią o „całkowitym resecie”. Ale co tak naprawdę wydarzyło się za kulisami w weekend i co będzie dalej?

Dlaczego USA i Chiny usiadły do rozmów właśnie teraz?

Rozmowy w Genewie nie były planowane z dużym wyprzedzeniem. W rzeczywistości doszły do skutku tylko dlatego, że obie strony zdały sobie sprawę, że sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli.

Taryfy Trumpa z „Dnia Wyzwolenia” z kwietnia, które nałożyły ogromne cła na dziesiątki partnerów handlowych, były najbardziej agresywną zmianą polityki handlowej od dziesięcioleci.

Chociaż wiele krajów zabiegało o zwolnienia, Chiny odpowiedziały odwetem.

Rezultatem był niemal całkowity załamanie handlu dwustronnego i rosnąca lista konsekwencji: spowolnienie wzrostu gospodarczego, wzrost cen i realne ryzyko załamania łańcuchów dostaw.

Presja wywierana była również wewnątrz USA. Dyrektorzy sieci handlowych ostrzegali, że kontynuacja ceł doprowadzi do pustych półek latem. Niektórzy porównywali sytuację do początków pandemii.

Ponieważ PKB USA już w pierwszym kwartale 2025 roku zaczął się kurczyć, pilność działań mających na celu ograniczenie szkód rosła.

Goldman Sachs przewidywał, że inflacja bazowa może podwoić się do 4% do końca roku. W tym momencie rozmowy nie były już tylko opcją. Stały się koniecznością.

O czym właściwie rozmawiano w Genewie?

Oficjalnie podano, że „uzgodniono wiele kwestii”, ale nie opublikowano żadnego szczegółowego wspólnego oświadczenia.

Mimo to, wszystko zaczyna się układać.

Sekretarz Skarbu Scott Bessent i przedstawiciel handlowy Jamieson Greer spotkali się z wicepremierem Chin He Lifengiem na prawie 15 godzin w ciągu dwóch dni. Bessent powiedział później, że rozmowy były owocne.

Zasugerował również, że różnice między obydwoma krajami mogły być mniejsze, niż wielu uważało.

Taryfy były głównym tematem rozmów. Trump zaproponował obniżenie ceł na chiński import do 80%, co stanowiłoby znaczący spadek z 145%, ale nadal byłoby wystarczająco wysokie, aby utrzymać presję na Pekin.

Chiny oficjalnie nie potwierdziły, czy obniżą swoje 125% cła. Jednak obie strony przyznają obecnie, że dalsza eskalacja mogłaby poważnie zaszkodzić ich gospodarkom.

Na stole leżały również szersze kwestie. Stany Zjednoczone naciskały na większy dostęp do chińskiego rynku konsumenckiego i zaostrzenie kontroli eksportu prekursorów fentanylu.

Tymczasem Chiny domagały się wyjaśnienia, czego dokładnie chcą Stany Zjednoczone, i nadal odrzucały wezwania do reform strukturalnych.

Ostatecznie negocjacje nie rozwiązały tych długotrwałych sporów, ale stworzyły nowy kanał dialogu.

Czy to może być koniec wojny handlowej?

Jeszcze nie. Cła nadal obowiązują i nie ogłoszono żadnego ostatecznego porozumienia. Mimo to ton się zmienił.

Stany Zjednoczone nazwały rozmowy „resetem”. Chiny, za pośrednictwem państwowych mediów, określiły spotkanie jako niezbędny krok w kierunku uniknięcia dalszej eskalacji.

To wydaje się dość znaczące, biorąc pod uwagę, że poprzednia runda rozmów w 2020 roku zakończyła się porozumieniem na papierze, które szybko upadło. Tym razem pilność jest realna, a stawka wyższa.

Jedną z głównych różnic jest to, że koszty przestały być teoretyczne. Chiński eksport do USA spadł w kwietniu o 21%, a produkcja fabryczna spowolniła do najniższego poziomu od ponad roku.

Po stronie amerykańskiej oczekuje się, że import z Chin spadnie o 75–80% w drugiej połowie 2025 roku.

Narodowa Federacja Handlu Detalicznego przewiduje, że ogólny ruch importowy spadnie po raz pierwszy od 2023 roku. To nie są odległe prognozy, ale aktualne wskaźniki napięć w obu gospodarkach.

W każdym razie, to daje obu stronom bodziec do stopniowego wycofywania się.

Ekonomiści uważają, że nawet obniżenie ceł do 80% nadal pozostawiłoby USA z jednym z najwyższych efektywnych stawek podatków importowych w historii nowożytnej. Ale byłby to początek.

Dlaczego to ma znaczenie poza kwestią ceł?

Ten spór handlowy już dawno przestał dotyczyć tylko handlu.

Trump powiązał cła z innymi kwestiami, takimi jak handel fentanylem i polityka przemysłowa. Chiny postrzegają to jako część szerszej próby ograniczenia ich rozwoju.

Dlatego wszelkie porozumienia prawdopodobnie wyjdą poza negocjacje na poziomie produktów. W istocie chodzi o równowagę sił i wpływów ekonomicznych.

Ale chodzi też o globalne ryzyko.

Światowa Organizacja Handlu już obniżyła swoją prognozę handlu towarami na 2025 rok do -0,2%, czyli o pełne trzy punkty procentowe poniżej oczekiwań sprzed wojny.

MFW obniżył prognozy wzrostu globalnego, ostrzegając, że podział na bloki gospodarcze może przybliżyć świat do długoterminowej stagnacji.

Zamrożenie handlu między USA a Chinami to nie tylko ich problem. To problem wszystkich.

Co obejrzeć dalej?

W poniedziałek Stany Zjednoczone mają opublikować szczegóły rozmów w Genewie, potencjalnie przedstawiając plan stopniowego obniżania ceł.

Może to obejmować pomoc sektorową, taką jak tymczasowe zawieszenie ceł na elektronikę, produkty rolne lub farmaceutyczne, a także wczesne wskaźniki związane z dostępem do chińskiego rynku lub egzekwowaniem przepisów dotyczących fentanylu.

Urzędnicy sugerowali utrzymanie tempa, a bezpośrednia rozmowa telefoniczna między Trumpem a Xi Jinpingiem mogłaby nastąpić, jeśli ten schemat się utrzyma.

Na razie jednak taryfy w wysokości 145% i 125% pozostają w mocy, a firmy nadal będą borykać się z wysokimi kosztami, zmianami w łańcuchach dostaw i presją cenową, czekając na wyjaśnienie sytuacji.

Patrząc w przyszłość, rysują się trzy prawdopodobne kierunki.

Pełne cofnięcie do poziomu 20% mogłoby nastąpić, gdyby obie strony zgodziły się na wzajemne egzekwowanie przepisów i mierzalne rezultaty, choć to optymistyczny scenariusz.

Drugim scenariuszem jest impas: rozmowy utkną w martwym punkcie, cła pozostaną, a skutki ekonomiczne będą się utrzymywać.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz to jednak ograniczone porozumienie, w którym Chiny ustąpią w kwestii fentanylu i otworzą kilka sektorów, a cła pozostaną na wysokim poziomie jako narzędzie negocjacyjne.

To pozwala obu rządom ogłosić sukces, nie rozwiązując głębszego strukturalnego podziału. W każdym razie ten reset będzie miał znaczenie tylko wtedy, gdy doprowadzi do trwałych, egzekwowalnych zmian, a nie tylko do nagłówków w prasie.

Na razie jednak cła pozostają. Ale rozmowy też trwają.

A w wojnie handlowej, w której nie ma zwycięzców, to i tak większy postęp, niż większość się spodziewała.