Dlaczego problem zadłużenia USA staje się zbyt duży, by go ignorować

  • Dług USA przekroczył wielkość gospodarki i może osiągnąć 118% PKB do 2035 roku.
  • Najnowszy plan podatkowy może zwiększyć deficyt federalny o ponad 5 bilionów dolarów, jeśli zostanie wprowadzony na stałe.
  • Rosnące stopy procentowe obligacji skarbowych wskazują na rosnące obawy rynku dotyczące wiarygodności fiskalnej i zdolności do spłaty długu.

Po raz pierwszy w historii współczesnej żadna z trzech głównych agencji ratingowych (Moody's, S&P, Fitch) nie ocenia długu publicznego USA jako należącego do najwyższej kategorii.

Na razie jednak na rynkach nie ma paniki. Stopa zwrotu obligacji skarbowych nieznacznie wzrosła, S&P lekko spadł, a większość nagłówków zniknęła z czołówek.

Stany Zjednoczone stoją w obliczu długotrwałego, narastającego kryzysu finansowego, który powoli zaczyna wychodzić na jaw.

Obniżenie ratingu przez Moody's może nie wywołać kryzysu, ale potwierdza to, czego wielu obawiało się od lat. Stanowi się, że Stany Zjednoczone nie mają już możliwości ignorowania swojego problemu zadłużenia.

A ponieważ Kongres forsowuje nowy pakiet podatkowy o wartości wielu bilionów dolarów, sytuacja ma się jeszcze bardziej skomplikować.

Czy to naprawdę punkt zwrotny?

Obniżenie przez Moody's ratingu z Aaa do Aa1 to coś więcej niż tylko zmiana oceny. To ostatni krok w powolnej, globalnej korekcie postrzegania wiarygodności finansów USA.

S&P Global obniżyło rating do najwyższego możliwego poziomu w 2011 roku. Fitch zrobiło to samo w 2023 roku.

Moody's wytrzymało najdłużej, ale nawet oni stwierdzili, że amerykańskie „znaczące atuty nie są już w stanie w pełni zrekompensować spadku wskaźników fiskalnych”.

Ten moment nie był przypadkowy. Zadłużenie USA zbliża się do 37 bilionów dolarów.

To odpowiada kwocie około 106 000 dolarów na jednego Amerykanina. Obecnie przekracza to wielkość całej gospodarki i prognozuje się, że do 2029 roku osiągnie 107% PKB.

Tylko w roku fiskalnym 2024 rząd federalny zanotował deficyt w wysokości 1,8 biliona dolarów, co stanowi piąty rok z rzędu przekroczenia progu 1 biliona dolarów.

Również płatności odsetek szybko rosną. W 2017 roku rząd zapłacił 263 miliardy dolarów odsetek. W tym roku prognozuje się, że wydatki na obsługę długu wyniosą 1 bilion dolarów.

Według Moody's, koszty te pochłoną prawie 30% wszystkich dochodów federalnych do 2035 roku, w porównaniu do 18% obecnie.

A to jeszcze zanim nowy projekt ustawy podatkowej i wydatkowej administracji Trumpa zostanie uchwalony.

Co dokładnie zawiera nowy plan podatkowy?

Projekt ustawy, który właśnie został zatwierdzony w Komisji Budżetu Izby Reprezentantów, ma na celu utrwalenie niższych stawek podatku dochodowego z pakietu Trumpa z 2017 roku, zniesienie podatków od napiwków i nadgodzin oraz rozszerzenie odliczeń dla seniorów i rodzin.

Ale problem polega nie tylko na tym, co oferuje, ale na tym, jak jest zorganizowane.

Wiele przepisów zawartych w projekcie ustawy ma wygasać za cztery lata, co obniża ich koszt na papierze. Politycznie jednak będzie je prawie niemożliwe cofnąć.

Dlatego Komitet na rzecz Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego twierdzi, że rzeczywisty koszt może wynieść 5,2 biliona dolarów w ciągu najbliższej dekady, mimo że oficjalnie szacuje się go na 3,8 biliona dolarów.

Republikanie twierdzą, że obniżki podatkowe pobudzą wzrost gospodarczy, przyniosą więcej dochodów dzięki cłom i zostaną zrekompensowane redukcją wydatków w wysokości 1,5 biliona dolarów, głównie z programu Medicaid.

Ale większość tych oszczędności jest nieokreślona lub zależy od przyszłych zmian polityki. Tymczasem koszt jest bardzo realny.

Nawet po uwzględnieniu planowanych cięć i przychodów z ceł, niezależne szacunki nadal wskazują na wzrost deficytu o około 3,3 biliona dolarów.

Dlaczego rynki nie reagują?

Pomimo wszystkiego, inwestorzy nadal kupują obligacje skarbowe USA. Dolar amerykański nadal jest światową walutą rezerwową. I nikt nie spodziewa się, że USA doprowadzą do niewypłacalności. To potężne amortyzatory. Ale nie są one trwałe.

Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych wzrosła już do około 4,5%. Rentowność trzydziestoletnich obligacji zbliża się do 5%.

Do tego dochodzić będzie jeszcze większa podaż. Były urzędnik Departamentu Skarbu, Jim Millstein, ostrzegł w zeszłym tygodniu, że deficyt może wzrosnąć do 4 bilionów dolarów w przypadku recesji, ponieważ spadną dochody, a wydatki awaryjne wzrosną.

Millstein nie jest sam. Weteran rynku, Stephen Jen, twierdzi, że Stany Zjednoczone mogą potrzebować swojej wersji brytyjskiego „momentu Truss” z 2022 roku, kiedy to rynki obligacji zbuntowały się i wymusiły zmiany polityki.

Ten moment jeszcze nie nadszedł, ale składniki się zbierają.

Co się stanie, jeśli nic się nie zmieni?

Bardziej istotne jest pytanie, co się stanie, jeśli Kongres uchwali ten projekt ustawy, lub jeśli uchwali coś jeszcze droższego.

Według Biura ds. Odpowiedzialności Rządowej (Government Accountability Office), Stany Zjednoczone są na dobrej drodze do podwojenia wskaźnika zadłużenia do PKB do 2047 roku.

Moody's szacuje, że deficyt federalny może osiągnąć 9% PKB do 2035 roku. Jeśli stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie lub nawet wzrosną, taki scenariusz stanie się nie do opanowania.

W tej sytuacji istnieją tylko trzy dźwignie: podwyżki podatków, cięcia wydatków lub inflacja. Do tej pory żaden z ugrupowań nie popiera dwóch pierwszych. Trzecia może pojawić się sama z siebie.

Rynek obligacji jest obecnie prawdziwym czynnikiem kontrolującym Kongres.

W latach 90. Stany Zjednoczone zmniejszyły swój deficyt częściowo dlatego, że rynki obligacji tego wymagały. To ciśnienie ponownie rośnie.

Ale tym razem dług jest większy, klimat polityczny jest bardziej zróżnicowany, a koszty odsetek są wyższe.

Różnica polega na tym, że ostrzeżenia pochodzą teraz nie tylko z think tanków lub agencji ratingowych.

Pochodzą one z ceny pieniądza samego w sobie. Wyższe stopy procentowe nie dotyczą już polityki Rezerwy Federalnej. Dotyczą one ryzyka.

Inwestorzy powinni zwrócić uwagę na podaż. Wydawanie obligacji skarbowych ma wzrosnąć znacząco wraz ze wzrostem deficytu.

Po aukcjach, zwłaszcza w przypadku papierów wartościowych o długim terminie zapadalności, zaczynają pojawiać się oznaki słabego popytu, krótsze okresy składania ofert i większe zainteresowanie ze strony głównych dealerów.

W tym przypadku nie należy lekceważyć ograniczeń politycznych. Jeśli rynki zaczną wątpić w wiarygodność proponowanych środków fiskalnych, rentowność obligacji może wzrosnąć jeszcze bardziej, niezależnie od trendów inflacyjnych.

W przypadku inwestorów w obligacje należy uważnie ocenić ekspozycję na ryzyko związane z czasem trwania. Alternatywnie, inwestorzy akcyjni powinni zwracać uwagę na firmy o słabej kondycji finansowej w miarę wzrostu realnych stop procentowych.

Ostatecznie Stany Zjednoczone nie wpadły w ślepy zaułek. Ale już nie działają w ciemności. Wszyscy widzą, co ich czeka.

Pozostaje tylko pytanie, czy podejmą działania zanim zrobią to rynki.