Czy zawieszenie broni między Iranem a Izraelem jest realne, czy jest marzeniem Trumpa? Co się stało i co dalej?

  • Ogłoszenie przez Trumpa zawieszenia broni zakończyło walki, ale nie ma formalnego porozumienia między Izraelem a Iranem.
  • Iran poniósł ciężkie straty, ale wycofał się strategicznie, podczas gdy Katar po cichu wyłonił się jako potężny mediator.
  • Pauza może się utrzymać, ale nic fundamentalnego się nie zmieniło, a wojna cieni prawdopodobnie powróci.

Wojna między Izraelem a Iranem trwała niecałe dwa tygodnie. Potem, bez ostrzeżenia, prezydent USA Donald Trump zabrał głos w mediach społecznościowych i powiedział, że to koniec. Nazwał to "całkowitym i całkowitym zawieszeniem broni".

Pociski na razie przestały latać.

Ale prawda jest taka, że nie ma podpisanej umowy. Brak oficjalnych oświadczeń ze strony Iranu czy Izraela. Brak mapy drogowej dotyczącej tego, co dzieje się dalej. Trump mówi, że wojna jest skończona "na zawsze".

Iran mówi, że czeka, aby zobaczyć, czy Izrael naprawdę przestanie. I choć Stany Zjednoczone twierdzą, że odniosły dyplomatyczne zwycięstwo, pole bitwy jest wciąż gorące.

Ta historia jest o dyplomacji, wiarygodności i o tym, jak szybko współczesne wojny mogą się zaczynać i kończyć. To także wgląd w to, jak w czasie rzeczywistym dochodzi do przetasowań sił międzynarodowych.

Jak to się stało, że w ogóle dotarliśmy tu tak szybko?

Nieco ponad tydzień temu Izrael nasilił naloty w głąb terytorium Iranu, wymierzone w obiekty wojskowe i nuklearne.

W odpowiedzi Iran wystrzelił rakiety dalekiego zasięgu na izraelskie miasta, zabijając cywilów i uszkadzając infrastrukturę.

Potem, w weekend, do walki wkroczyły Stany Zjednoczone. Trump rozkazał ponad 125 amerykańskim samolotom bojowym uderzyć w trzy irańskie instalacje nuklearne.

Iran odpowiedział rakietami wycelowanymi w amerykańską bazę lotniczą w Katarze, ale żadna z nich nie spowodowała ofiar.

Według Trumpa, Irańczycy udzielili Katarowi wczesnego ostrzeżenia, aby USA mogły się przygotować. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu nazwało później ten atak symbolicznym. Żadnemu Amerykaninowi nic się nie stało.

Potem przyszła niespodzianka: w poniedziałek wieczorem Trump oświadczył, że Iran i Izrael zgodziły się zaprzestać walk. Powiedział, że sam pośredniczył w zawarciu umowy, współpracując z wiceprezydentem JD Vance'em, sekretarzem stanu Marco Rubio i przywódcami Kataru.

Iran przestał strzelać na 12 godzin, a Izrael na następne 12. Taki był plan.

Problem polega jednak na tym, że Iran nigdy nie potwierdził, że się na to zgadza. Minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi powiedział, że nie ma porozumienia; jedynie gotowość do wstrzymania działań odwetowych, jeśli Izrael powstrzyma się pierwszy.

A Izrael w ogóle nie wydał publicznego oświadczenia. Mimo to, po brutalnej ostatniej rundzie strajków, przemoc ustała. Czy więc Trump blefował? A może to zadziałało?

Kto co zyskał i kto ucierpiał?

Dla Trumpa optyka jest zwycięstwem. Wygląda na przywódcę, który może rozpocząć i zakończyć wojnę w czasie krótszym niż dwa tygodnie, bez strat wśród Amerykanów.

Czas pomaga mu w kampanii. Wojna kończy się, zanim wciągnie USA w szerszy konflikt, a on może ją nazwać "umową pokojową". Jego zespół nazwał ją nawet "Wojną 12-dniową".

W przypadku Iranu sytuacja jest bardziej złożona. Jej program nuklearny ucierpiał. Według irańskich urzędników liczba ofiar wśród ludności cywilnej była wysoka, ponad 400 zabitych i 3000 rannych.

Jej przywództwo uniknęło jednak szerszej wojny, która mogłaby doprowadzić do załamania gospodarki lub niestabilności reżimu. Iran odpowiedział tylko na tyle, by zachować twarz, a potem się wycofał.

Izrael miał okazję przetestować swoje zdolności dalekiego zasięgu głęboko na terytorium Iranu i mógł wyrządzić trwałe szkody.

Ale koszt też był wysoki. Irańskie ataki rakietowe dotarły do Beer Szewy, zabijając cywilów i obnażając granice izraelskiej obrony powietrznej. Niektórzy izraelscy ministrowie otwarcie wzywali do zmiany reżimu w Teheranie, co jeszcze bardziej komplikowało dyplomację.

Największym dyplomatycznym zwycięzcą okazał się jednak Katar. Kraj Zatoki Perskiej był gospodarzem amerykańskiej bazy, której celem był Iran, i odegrał rolę pośrednika w dążeniu do zawieszenia broni przez Trumpa.

Obecnie jest cichym pośrednikiem bliskowschodniej dyplomacji, rozszerzając swoją miękką siłę daleko poza eksport gazu.

Rynki ropy naftowej wydały najjednoznaczniejszy werdykt: groźba eskalacji była realna, a jej nagłe usunięcie wymazało prawie całą premię za ryzyko. Ropa Brent i WTI spadły o ponad 7%, a na początku handlu następnego dnia odnotowano dalsze straty na poziomie prawie 3-5%.

Ten reset cen jest korzystny dla importerów energii, takich jak Indie, Japonia i strefa euro, z których wszystkie były narażone na zeszłotygodniowy skok cen. Pokazuje to jednak również, jak łatwo wstrząsy geopolityczne mogą zachwiać rynkami towarowymi, zwłaszcza gdy zaangażowanie USA jest nieprzewidywalne.

Czy zawieszenie broni się utrzymuje, czy to tylko pauza?

W tej chwili nie ma aktywnych walk. Już samo to jest znaczące. Ale bez formalnego porozumienia, weryfikacji lub gwarancji, technicznie rzecz biorąc, nie jest to zawieszenie broni, ale wzajemna przerwa.

Iran oświadczył publicznie, że nie będzie kontynuował ataków, jeśli Izrael najpierw się powstrzyma. Ale niczego nie podpisała.

Izrael też niczego nie potwierdził. Stany Zjednoczone przejęły inicjatywę w kształtowaniu zawieszenia broni, ale to ujęcie zależy od tego, czy wszystkie strony będą chciały uniknąć następnego kroku.

W wywiadzie telefonicznym dla NBC News, prezydent Donald Trump oświadczył, że zawieszenie broni między Izraelem a Iranem będzie trwałe, mówiąc:

Amerykański dyplomata Dennis Ross powiedział:

To delikatny układ. Udało się, bo obie strony trafiły w pewien limit. Iran nie chciał większych szkód gospodarczych.

Izrael osiągnął kluczowe cele. Trump trafił na pierwsze strony gazet. Ale nic fundamentalnego się nie zmieniło.

Irański program nuklearny został zraniony, a nie zniknął. Izrael nadal postrzega Iran jako zagrożenie egzystencjalne. A irańskie wojsko wciąż ma w pogotowiu arsenał rakiet dalekiego zasięgu.

Trzy scenariusze, które nas czekają

Pierwsza opcja to długi okres ciszy. Iran przegrupowuje się, Izrael się wycofuje i zaczyna się cicha dyplomacja. Katar pozostaje zaangażowany, a Stany Zjednoczone obserwują go z daleka. Trump sprzedaje ten moment jako dowód siły.

Drugą opcją jest nagła reeskalacja. Nowy izraelski atak, zastępcza milicja w Iraku lub błąd w obliczeniach w Zatoce Perskiej mogą ponownie zapalić zapałkę.

Trzecim i najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest powrót wojny cieni. Cyberataki. Sabotaż. Nękanie na morzu. Zabójstw. Wszystko pod powierzchnią. Wszystko można zaprzeczyć.

W ten sposób Izrael i Iran walczą ze sobą od lat. Niedawna otwarta wojna tylko przypomniała światu o stawce.

Działa mogą milczeć, ale nic nie jest rozwiązane. Irański program nuklearny jest wciąż żywy. Obawy Izraela się nie zmieniły. Oświadczenie Trumpa dało wszystkim pretekst do ustąpienia.

Ale to zawieszenie broni nie jest aktem ostatecznym. To tylko przerwa.