Czy groźba taryfowa Trumpa niszczy stosunki handlowe między USA a UE?

  • Plan taryfowy Trumpa obejmuje obecnie 70 proc. eksportu z UE, obejmując 380 mld euro handlu.
  • UE przygotowuje listę środków odwetowych o wartości 72 mld euro, która uderzy w politycznie wrażliwe towary z USA.
  • Inwestorzy mogą nie doceniać długoterminowego ryzyka, ponieważ rynki nadal przebijają rekordowe poziomy.

12 lipca prezydent Trump ogłosił plany nałożenia 30-procentowych ceł na prawie cały eksport Unii Europejskiej od 1 sierpnia.

W listach wysłanych do przywódców w całej UE i 22 innych krajach nakreślono jeszcze surowsze cła na metale, samochody i miedź.

Zagrożenie jest realne.

UE przygotowuje obecnie środki zaradcze o wartości do 72 mld euro. Obie strony się okopują.

A teraz wygląda na to, że to, co kiedyś było konkurencyjną rywalizacją gospodarczą, może teraz stać się historycznym zerwaniem w handlu między USA a UE.

Dlaczego 30-procentowe cła mogą faktycznie nastąpić

Biały Dom twierdzi, że cła te są potrzebne, aby skorygować to, co nazywa niesprawiedliwą nierównowagą handlową.

Według Eurostatu w 2024 r. UE miała nadwyżkę handlową ze Stanami Zjednoczonymi w wysokości 197 mld euro.

Trump chce, żeby to się zmieniło. Jego administracja domaga się pełnego dostępu do rynku, niższych ceł UE i stałych ograniczeń w eksporcie stali i aluminium do USA.

Poprzednie groźby taryfowe za prezydentury Trumpa były często wycofywane lub opóźniane. Ale tym razem jest inaczej. Zakres jest szerszy.

Plan obejmuje prawie wszystkie towary. Jest ona już sformalizowana w listach wysyłanych bezpośrednio do przywódców europejskich.

W przeciwieństwie do 2018 r., Trump przygotował ogólne poziomy ceł. To 30% we wszystkich sektorach, 50% w przypadku miedzi i brak zwolnień dla większości sektorów.

Wiele wskazuje na to, że się nie wycofa. Rozmowy w Waszyngtonie w zeszłym tygodniu zakończyły się bez realnego postępu.

Amerykańscy negocjatorzy naciskają obecnie na wprowadzenie uniwersalnej stawki celnej powyżej 10 proc., z niewielkimi wyjątkami dla niektórych leków, komponentów samolotów i specjalistycznych narzędzi produkcyjnych.

Z drugiej strony europejscy urzędnicy nazwali te warunki "niewykonalnymi".

UE szacuje, że obowiązujące amerykańskie cła wynoszą już około 380 mld euro (442 mld dolarów), co stanowi około 70 proc. jej eksportu do USA.

Tylko w 2025 r. deficyt handlowy USA z UE podwoił się, ponieważ europejscy eksporterzy pospieszyli się z zaopatrzeniem dostaw przed upływem terminu.

Reakcja UE: punkty nacisku i działania odwetowe

Komisja Europejska opracowała własny pakiet środków odwetowych.

Obejmuje ona cła na amerykańskie towary o wartości 72 mld euro, koncentrując się na branżach o znaczeniu politycznym w USA.

Należą do nich bourbon z Kentucky, soja z Luizjany, motocykle z Wisconsin i samoloty Boeing.

Oczekuje się, że Irlandia, Niemcy, Belgia i Holandia odczują największą presję w przypadku eskalacji sytuacji.

Irlandia jest narażona na ryzyko dzięki leasingowi samolotów, który obsługuje prawie 10 000 samolotów i odpowiada za ponad 1% irlandzkiego PKB.

Niemcy są podatne na zagrożenia ze względu na swoje łańcuchy dostaw w branży motoryzacyjnej i chemicznej, które rozciągają się na Europę Środkową i Wschodnią.

Belgia i Holandia są głównymi nabywcami amerykańskich chemikaliów, tworzyw sztucznych i wyrobów medycznych.

Nawet jeśli unijne cła odwetowe zostaną ostrożnie wdrożone, łańcuchy dostaw mogą zostać przerwane.

Airbus i Boeing polegają na sobie nawzajem w kwestii komponentów. Producenci samochodów w UE są uzależnieni od amerykańskiego oprogramowania, półprzewodników i specjalistycznych maszyn.

Wszelkie zakłócenia podniosłyby koszty, opóźniłyby dostawy i zmniejszyłyby konkurencyjność po obu stronach.

Na co inwestorzy powinni zwracać uwagę

Rynek do tej pory prawie nie zareagował. Amerykańskie akcje osiągnęły rekordowe poziomy na kilka dni przed ogłoszeniem.

Europejskie akcje przemysłowe nieznacznie spadły, ale od tego czasu odrobiły straty.

Większość inwestorów uważa, że Trump może się ponownie wycofać w ostatniej chwili. To może być błąd.

Tax Foundation szacuje, że cła te będą kosztować amerykańskie gospodarstwa domowe ponad 1600 dolarów rocznie do 2026 roku i przyniosą 171 miliardów dolarów nowych dochodów rządowych.

To oznaczałoby, że byłaby to jedna z największych efektywnych podwyżek podatków od dziesięcioleci.

Na razie oczekiwania inflacyjne pozostają stabilne, ale szeroki system taryfowy może z czasem podnieść ceny nawet o 0,8%.

Większym problemem jest rozdrobnienie. Europejskie firmy już dyskutują o tym, jak zmniejszyć zależność od amerykańskich technologii, komponentów i dostawców poprzez ruch EU Inc.

Kilka rządów UE otwarcie kwestionuje swoje relacje z Waszyngtonem w zakresie bezpieczeństwa i zamówień publicznych.

Niektóre z nich zaczęły badać systemy uzbrojenia i infrastrukturę cyfrową spoza USA.

Reakcje te mogą wydawać się niewielkie, ale z czasem będą się nasilać.

To nie jest tylko krótkoterminowy cios w zarobki. To początek potencjalnego odsprzęgnięcia.

Najostrzejsze zagrożenia nie pojawiają się na pierwszych stronach gazet

Najniebezpieczniejszym rezultatem nie jest natychmiastowa inflacja czy korekta na rynku akcji.

To załamanie się długoterminowej współpracy między dwiema największymi gospodarkami świata.

Stany Zjednoczone i UE odpowiadają łącznie za prawie połowę światowego PKB i około 30% światowego handlu.

Dzielą tysiące łańcuchów dostaw, od lotnictwa i farmaceutyków po motoryzację i czystą energię. Cła zagrażają temu wszystkiemu.

UE rozważa uruchomienie instrumentu przeciwdziałania przymusowi – potężnego narzędzia prawnego, które mogłoby ograniczyć amerykańskim firmom możliwość ubiegania się o zamówienia publiczne, nałożyć nowe podatki na przedsiębiorstwa technologiczne i ograniczyć dostęp do rynku.

Byłby to bezpośredni sygnał, że UE postrzega USA nie tylko jako twardego negocjatora, ale także jako podmiot stosujący przymus.

Nawet jeśli umowa zostanie zawarta przed 1 sierpnia, szkody polityczne i handlowe zostaną wyrządzone. Zaufanie ulega erozji.

Rządy i przedsiębiorstwa już się relokują. Przyszła umowa handlowa między USA a UE wydaje się być odległa o lata.