Do nieskończoności i dalej?

Do nieskończoności i dalej?
David Morrison
23 lip 2025, 19:00 PM
  • Akcje rosną pomimo ceł, napięć ze strony Fed i niepewności politycznej.
  • Rynek ignoruje ryzyko, przygląda się transakcjom handlowym i możliwym obniżkom stóp.
  • Optymizm inwestorów utrzymuje się, ale fundamenty stoją w obliczu rosnącej presji makroekonomicznej.

Czy coś może stanąć na drodze temu wzrostowi na giełdzie w USA? Cóż, tak, wiele rzeczy może.

Jednak gdy tylko pojawi się problem, inwestorzy patrzą poza negatywne interpretacje i skupiają się na wszystkich dobrych powodach, aby zwiększyć swoją ekspozycję na akcje

Wystarczy spojrzeć na cła Trumpa. Jeśli chodzi o inwestorów, największe ryzyko pojawiło się, gdy wzajemne cła zostały po raz pierwszy ogłoszone przez prezydenta Trumpa w "Dniu Wyzwolenia", 2 kwietnia.

Cztery główne amerykańskie indeksy giełdowe (Dow, S&P, NASDAQ i Russell 2000) już wcześniej lub pod koniec poprzedniego roku schodziły z maksimów, ponieważ analitycy ograniczyli swoje oczekiwania dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną.

Wyprzedaż przerodziła się w pogrom, który w ciągu kilku dni sprowadził zarówno S&P, jak i NASDAQ z powrotem do poziomów ostatnio widzianych piętnaście miesięcy wcześniej.

Jednak kilka miesięcy później oba indeksy osiągały kolejne nowe rekordy wszech czasów.

Inwestorów zachęciły wielokrotne odraczanie terminów przez prezydenta Trumpa, co stało się rzeczywistością w oparciu o dość niesprawiedliwą mantrę, że "Trump zawsze stchórzy", czyli handel TACO.

W miarę zbliżania się nowych terminów (tj. 9 sierpnia dla Chin i 1 sierpnia dla wszystkich pozostałych) pojawiły się wiadomości, że Japonia i USA osiągnęły porozumienie.

Wywołało to spekulacje, że inni znaczący partnerzy handlowi, tacy jak Unia Europejska i Korea Południowa, również zawrą umowy przed datą graniczną, unikając w ten sposób paraliżująco wysokich wzajemnych opłat celnych, które miałyby ogromny wpływ na światowy handel z USA.

Co więcej, inwestorzy cieszą się z faktu, że handel nie zatrzymał się, że Trump może wskazać na dolary zarobione dzięki cłom, które obowiązują, i że inflacja w USA nie wzrosła gwałtownie w wyniku ceł.

Ten ostatni punkt nie powinien dziwić, biorąc pod uwagę, że do tej pory niewiele taryf zostało faktycznie wprowadzonych w życie. Perspektywy są w najlepszym razie pochmurne.

Jednak wczesne dowody sugerują, że obowiązujące cła zostały wchłonięte przez amerykańskich importerów i producentów, a nie przeniesione na konsumentów.

To brzmi jak dobra wiadomość.

Ale ostatecznie, jeśli firmy pochłaniają znaczną część kosztów taryf (a Goldman Sachs szacuje, że taryfy wyniosą około 15%), wpłynie to na ich rentowność, stawiając pod znakiem zapytania ich wyceny.

Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która powinna dać inwestorom do myślenia. Prezydent Trump wielokrotnie krytykował prezesa Rezerwy Federalnej Jerome'a Powella.

Trump oskarżył Powella o działanie polityczne poprzez obniżanie stóp procentowych, aby pomóc Demokratom przed zeszłorocznymi wyborami, a jednocześnie odmawianie ich dalszego obniżania po wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich.

Trump ubrał ten brak działań ze strony prezesa Fed za karę dla nabywców domów, jednocześnie kosztując rząd USA 1 bilion dolarów dodatkowych płatności odsetek od jego długu. Kadencja Powella upływa w maju przyszłego roku.

Prezydent mówi jednak o ogłoszeniu swojego następcy do września. To w efekcie stworzyłoby "krzesło cieni", które poważnie podważyłoby autorytet Powella.

Zakłada się też, że wybrany przez Trumpa pospieszy się z wykonaniem rozkazów swojego szefa, agresywnie obniżając stopy procentowe.

Kiedy pojawiła się informacja, że Trump otwarcie dyskutował o zwolnieniu prezesa Powella, rynki zareagowały źle.

Dolar amerykański załamał się, podobnie jak rynki akcji, podczas gdy metale szlachetne poszybowały w górę.

Jednak nawet gdy Trump podtrzymuje swoje ataki na Powella, podnosząc możliwość, że ten ostatni i tak może zrezygnować, rynki w dużej mierze zignorowały tę kwestię.

Czy aby na pewno? Być może zachowują się racjonalnie, bo perspektywa gwałtownie niższych stóp procentowych tylko jeszcze bardziej pogrąża rynek akcji.

Ale inwestorzy powinni uważać, czego sobie życzą.

To nie tylko kwestia niezależności banku centralnego. Agresywne luzowanie polityki pieniężnej może wywołać kolejną rundę inflacji, co znacznie bardziej zaszkodzi elektoratowi Trumpa niż jego bogatym przyjaciołom.

Osłabiłoby to również amerykański rynek obligacji skarbowych i dolara amerykańskiego.

Jeśli do tego dojdzie, to nie Jerome Powell zostanie obwiniony, ale sam Donald Trump.

(David Morrison jest starszym analitykiem rynku w Trade Nation. Poglądy są jego własnymi.)