Donald Trump o Noblu: Obama dostał go za "absolutnie nic"; Zatrzymałem 8 wojen

  • Trump ostro skrytykował nagrodę Nobla dla Obamy w 2009 r., mówiąc, że dostał ją za "nicnierobienie".
  • Zjadliwy atak nastąpił zaledwie kilka godzin przed ogłoszeniem Nagrody Nobla w 2025 roku.
  • Trump wielokrotnie twierdził, że zasługuje na nagrodę, ale proces ten jest stronniczy.

Podczas gdy uwaga świata zwraca się na Oslo w związku z ogłoszeniem Pokojowej Nagrody Nobla w 2025 r., prezydent USA Donald Trump rozpoczął oszałamiający i wyprzedzający atak retoryczny, nie przeciwko obecnemu kandydatowi, ale przeciwko poprzedniemu zwycięzcy: jego poprzednikowi, Barackowi Obamie.

W zjadliwej reprymendzie ze strony Gabinetu Owalnego prezydent zakwestionował samą legitymację nagrody Obamy w 2009 roku, oświadczając, że otrzymał ją za "nicnierobienie" poza "niszczeniem kraju".

Atak, dokonany na kilka godzin przed ogłoszeniem nowego laureata, jest najnowszym i najmocniejszym wyrazem długo tlącego się żalu Trumpa, że jego własne wysiłki na rzecz pokoju zostały niesprawiedliwie pominięte przez stronniczy establishment.

Rozmawiając z dziennikarzami w czwartek, prezydent nie powstrzymał się od oceny nagrody przyznanej Obamie zaledwie osiem miesięcy po rozpoczęciu jego pierwszej kadencji.

"Dostał ją za nicnierobienie. Obama dostał nagrodę - nawet nie wiedział co - został wybrany, a oni dali ją Obamie za to, że nie zrobił absolutnie nic poza zniszczeniem naszego kraju" - powiedział Trump.

Komitet Noblowski w 2009 roku powołał się na "nadzwyczajne wysiłki Obamy na rzecz wzmocnienia międzynarodowej dyplomacji i współpracy między narodami".

Ale Trump odrzucił to, określając nagrodę jako przedwczesny i niezasłużony zaszczyt dla prezydenta, który jego zdaniem nie był dobrym przywódcą.

Nagroda zasłużona, nagroda odmówiona

Ta ostra krytyka jego poprzednika jest nierozerwalnie związana z głęboko zakorzenionym przekonaniem samego Trumpa, że to on naprawdę zasługuje na najbardziej prestiżową nagrodę świata za pokój.

Przemawiając w ONZ w zeszłym miesiącu, zachwalał swoje sukcesy w polityce zagranicznej, twierdząc, że zakończył siedem "nieskończonych" wojen.

"Zatrzymałem osiem wojen, więc to się nigdy wcześniej nie zdarzyło - ale oni będą musieli zrobić to, co robią. Wszystko, co robią, jest w porządku. Wiem jedno: nie zrobiłem tego po to, zrobiłem to, ponieważ uratowałem wiele istnień ludzkich" – dodał.

Jego frustracja związana z komitetem noblowskim jest powracającym tematem. Podczas spotkania z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu w lutym był jeszcze bardziej dosadny.

"Nigdy nie dadzą mi Pokojowej Nagrody Nobla. Szkoda. Zasługuję na to, ale oni nigdy mi tego nie dadzą" – powiedział Trump.

Ta skarga spotkała się później z pokazem wsparcia ze strony Netanjahu, który, według USA Today, nominował prezydenta USA do nagrody.

Skomplikowane dziedzictwo komisji

Choć atak Trumpa jest najbardziej zjadliwy, krytyka decyzji z 2009 r. nie jest niczym nowym. Geir Lundestad, były sekretarz Komitetu Noblowskiego, przyznał później, że nagroda nie przyniosła zamierzonego efektu.

Wyjaśnił, że komisja miała nadzieję, że nagroda wzmocni wysiłki Obamy, ale plan nie zadziałał tak, jak oczekiwano. Przyznał, że nawet wielu zwolenników Obamy uważało, że nagroda jest przedwczesna.

Teraz, gdy świat czeka na ogłoszenie decyzji komitetu noblowskiego w piątek o godzinie 14:30 czasu polskiego, prewencyjny strajk prezydenta sprawił, że bez względu na to, kto wygra tegoroczną nagrodę, rozmowa będzie nawiedzana przez ducha przeszłej decyzji i utrzymujące się żale prezydenta uważa, że jego własny moment uznania został skradziony.