Handel 'Sell America' wrócił, ale dlaczego tym razem jest inaczej
- Rynki przeceniają ryzyko polityczne i instytucjonalne, a nie wzrost czy zyski USA.
- Dolar, obligacje skarbowe i złoto wykazują zabezpieczenia i dywersyfikację, a nie panikarską sprzedaż.
- Podwyższone wyceny w USA pozostawiają mniej miejsca na szoki, gdy globalna przewaga w wynikach zysków rośnie.
Handel "Sell America" zyskał na znaczeniu w kwietniu 2025 roku, po cłach Trumpa na "Dzień Wyzwolenia". Rynki globalne zostały wstrząśnięte i odnotowały jedne z najgorszych dni handlowych od czasu pandemii.
Rok 2026 rozpoczął się od wielu napięć geopolitycznych, a Donald Trump ponownie znalazł się w centrum tego wszystkiego. W szczególności jego dążenie do "przejęcia" Grenlandii skłoniło sojuszników do znalezienia rozwiązań problemów, których nigdy się nie spodziewali.
Problem polega na tym, że rynki globalne mają tendencję do powiązania. Gdy kraj, a co gorsza, region, zaczyna tracić zaufanie do zasobów innego państwa, spodziewana jest reakcja łańcuchowa.
Wtedy 20 stycznia akcje, obligacje skarbowe i dolar spadły razem.
Nie dlatego, że wzrost załamał się lub wyniki zawodów zawodziły, ale dlatego, że inwestorzy zaczęli na nowo oceniać, jak przewidywalne są Stany Zjednoczone jako kotwica globalnego systemu.
To, co wyróżnia ten moment, to nie sama wyprzedaż, lecz to, co ją faktycznie wywołało.
Dlaczego Grenlandia zmieniła ton
Napięcia handlowe to dobrze znane terytorium dla rynków. Inwestorzy nauczyli się, że wiele gróźb celnych kończy się częściowymi wycofaniami lub długimi negocjacjami.
Jednak nacisk Donalda Trumpa na przejęcie kontroli nad Grenlandią spotkał się z większą intensywnością wśród sojuszników.
Grenlandia nie jest marginalnym partnerem handlowym. Znajduje się na styku zobowiązań NATO, suwerenności europejskiej i bezpieczeństwa Arktyki.
Gdy USA zagroziły cłami na osiem europejskich krajów sprzeciwiających się temu ruchowi, rynki przestały traktować sytuację jako taktykę negocjacyjną.
Stało się pytaniem, jak daleko może sięgnąć presja na sojuszników i czy istnieje oczywisty zjazd.
To postrzeganie ujawniło się, gdy rynki otworzyły się we wtorek, 20 stycznia. Indeks SandP 500 spadł o ponad 2% w jednej sesji, niwelując swoje roczne wzrosty.
Długoterminowe rentowności obligacji skarbowych wzrosły, mimo że akcje spadały. Dolar osłabił wobec euro, funta i franka szwajcarskiego.
Te ruchy rzadko zdarzają się razem, chyba że inwestorzy kwestionują samo ryzyko suwerenne, a nie cykl.
Retoryka z Europy tylko potęgowała ten niepokój.
Francuscy i kanadyjscy przywódcy otwarcie kwestionowali przyszłość porządku opartego na zasadach. Te komentarze miały mniej znaczenie dla ich polityki, a bardziej dla tego, co sygnalizowały alokatorom kapitału.
Sojusze, które kiedyś uważano za stabilne, stały się częścią kalkulacji ryzyka.
Gdy obligacje przestają amortyzować akcje
Jednym z powodów, dla których ten ruch zaniepokoił inwestorów, jest to, że obligacje nie spełniły swojej zwykłej funkcji.
W większości wyprzedaży obligacji skarbowych rośnie, gdy pieniądze szukają bezpieczeństwa. Tym razem również musieli zmierzyć się ze sprzedażą.
Znaczenie miał także termin, ponieważ rynek amerykański ponownie otworzył się po świątecznym weekendzie w chaosie na japońskim rynku obligacji.
Rentowności japońskich obligacji rządowych o okresie 30 i 40 lat wzrosły do rekordowych poziomów po tym, jak premier Sanae Takaichi ogłosiła przedterminowe wybory i obiecała luźniejszą politykę fiskalną.
To była najbardziej chaotyczna sesja handlowa od lat.
Japonia to nie tylko kolejny rynek obligacji. Jest to podstawa globalnego finansowania i sprzedaży transakcji. Gdy tam zyski rosną, dźwignia się rozluźnia gdzie indziej.
Ta presja uderzyła w okres trwania USA dokładnie w momencie, gdy ryzyko geopolityczne gwałtownie wzrosło, co zmusiło rentowności obligacji skarbowych w górę zamiast w dół.
Efekt był niekomfortowy dla inwestorów akcyjnych. Rosnące rentowności jednocześnie pogarszają warunki finansowe i podważają wyceny.
Wysyła to również sygnał, że rynek obligacji nie jest już pewny siebie, działając jak amortyzator.
To właśnie ta dynamika wymusiła ponowne przemyślenie w kwietniu 2025 roku, kiedy cła po raz pierwszy wywołały krótką panikę "Sell America", a w tym miesiącu ponownie się pojawiła.
Gold opowiada inną historię
Być może najjaśniejszy przekaz pochodzi od złota. Ceny przekroczyły 4 850 dolarów za uncję, ustanawiając nowe rekordy. Potem nastąpiły srebrne i platynowe medale.
Ten ruch ma niewiele wspólnego z danymi o inflacji w krótkim terminie czy obawami przed recesją.
Gold odpowiada na dwie rzeczy. Pierwszym jest stres na rynkach długu państwowego, zaczynając od Japonii, ale rozciągając się na USA i Europę, gdzie wskaźniki zadłużenia do PKB mają nadal rosnąć według prognoz MFW.
Drugim jest troska o wpływ polityczny na instytucje.
Inwestorzy obserwują batalie prawne dotyczące niezależności Rezerwy Federalnej wraz z groźbami wykorzystania ceł jako broni geopolitycznej.
W tym kontekście atrakcyjność złota jest prosta. Nie ma emitenta ani ryzyka polisowego.
Banki centralne wzmacniają ten przekaz. Narodowy Bank Polski zatwierdził plany zakupu kolejnych 150 ton złota, podczas gdy inne banki centralne rynków wschodzących wznowiły zakupy rezerw pod koniec zeszłego roku.
Gdy oficjalni nabywcy wchodzą na rynek w rekordowych cenach, sugeruje to długoterminową dywersyfikację, a nie krótkoterminowy strach.
Dlaczego to nie jest powtórka z 2025 roku
Kusi, by postrzegać ostatnią wyprzedaż jako powtórkę z kwietnia zeszłego roku, kiedy "Sprzedaj Amerykę" dominowało nagłówki przez kilka tygodni, zanim zniknęło.
Jednak dane pokazały wtedy szybki powrót zagranicznych inwestorów. Zasoby obligacji skarbowych osiągnęły rekordowe poziomy do połowy roku.
Zagraniczne alokacje do amerykańskich akcji przekroczyły 30% portfeli, znacznie powyżej średnich historycznych. Wyniki zysków utrzymały się na wysokim poziomie, a amerykańskie akcje technologiczne nadal przewyższały globalnych konkurentów.
Te fundamenty nie zniknęły. Gospodarka USA pozostaje odporna, zyski korporacyjne nadal są silne, a oczywiście dolar pozostaje główną walutą rezerwową świata.
To, co zmieniło się w 2026 roku, to oczekiwania wobec powtarzalności.
W kwietniu inwestorzy zakładali, że Trump się wycofa, gdy rynki się wycofają.
Teraz inwestorzy są mniej przekonani, że istnieje zjazd na Grenlandii, więc problemem nie są już krańcowe cła, lecz wykorzystanie rynków jako punktów nacisku geopolitycznego.
W 2025 roku stres najpierw ujawnił się na akcjach, a następnie osłabł, gdy rentowności się ustabilizowały, a dolar znalazł wsparcie. Tym razem sekwencja jest odwrócona. Dolar osłabił na początku i szeroko.
Gdy inwestorzy tracą zaufanie do aktywów amerykańskich, dolar jest zwykle ostatnią linią obrony. Jednoczesny spadek akcji, obligacji skarbowych i waluty wskazuje na ponowną wycenę zaufania, a nie wzrost.
Na razie globalny kapitał nadal skłania się ku USA, ale z zastrzeżeniem, że amerykańskie wyceny są cennione w porównaniu do konkurentów.
Wyższe rentowności nadal przyciągają kupujących. Nie ma wyraźnego alternatywnego rynku o takiej głębokości czy płynności.
Jednak przekonanie, że ryzyko polityczne w USA jest niewycenialne, osłabło.
To jest cicha lekcja zawarta w ostatnich przeprowadzkach. Nie chodzi o to, że Ameryka jest sprzedawana, ale że jest kwestionowana w sposób, do którego inwestorzy przyzwyczaili się ignorować.
Prognoza USD/JPY: Goldman Sachs staje się byczy wobec rupii indyjskiej
Cięcia Fed odroczone? Goldman Sachs widzi łagodzenie dopiero w 2027 r.
Dlaczego indeks Hang Seng dziś traci 1.20% (8 czerwca)
KOSPI spada o 8%: dlaczego Goldman Sachs nadal widzi 12,000
3 główne powody, dla których indeks Nikkei 225 dziś spada
Nie znaleziono wyników
Ładowanie artykułów...
Failed to load articles. Please try again.