Od najbardziej poszukiwanego do prezydenta: co dalej z syryjską rewolucją?

  • Wzrost znaczenia Ahmeda al-Sharaa sygnalizuje przejście od izolacji do budowania funkcjonalnego państwa w Syrii.
  • Decyzja Trumpa o zniesieniu sankcji otwiera drzwi dla amerykańskich inwestycji i normalizacji sytuacji w regionie.
  • Sprawiedliwość i rozliczenie pozostają największym wyzwaniem dla długoterminowej legitymacji i pokoju w Syrii.

To nie zwycięstwo na polu bitwy ani przytłaczający mandat demokratyczny zakończyły panowanie Baszara al-Asada.

Było to coś cichszego, bardziej terminalnego: reżim wyczerpany wieloletnią wojną, doprowadzony do upadku sankcjami, porzucony przez sojuszników i ostatecznie pozostawiony sam sobie, by krwawić do wyczerpania.

8 grudnia 2024 roku stary porządek w Syrii rozpadł się. Żadne obce czołgi nie przetoczyły się przez jej granice. Żadna koalicja zachodnia nie zebrała się, by wyzwolić Damaszek. A kiedy kurz opadł, u steru stanął nie doświadczony dyplomata ani technokrat z zachodnim wykształceniem.

Był to Ahmed al-Sharaa, lepiej znany pod pseudonimem Abu Mohammad al-Julani, który kiedyś znajdował się na liście najbardziej poszukiwanych terrorystów przez Stany Zjednoczone.

W maju Stany Zjednoczone zniosły sankcje. Europejscy giganci naftowi zaczęli dzwonić.

Stolica krajów Zatwierku Perskiego otwierały kanały finansowe. A człowiek, który niegdyś był synonimem dżihadystycznego powstania, teraz stał w dopasowanym garniturze w Damaszku, wygłaszając transmitowane w telewizji krajowej przemówienia na temat korytarzy handlowych i polityki odbudowy.

Świat jest świadkiem wydarzeń o charakterze tektonicznym – ale nikt do końca nie wie, jak je interpretować.

Czy Zachód może zawrzeć pokój z byłym dżihadystą?

Ahmed al-Sharaa nie zaparł się swojej przeszłości.

W niedawnym wywiadzie telewizyjnym szczerze opowiedział o swoim czasie walki w Iraku, o współpracy z Al-Kaidą oraz o swoim przywództwie w zbrojnej opozycji syryjskiej.

Ale mówił nie jak rewolucjonista, ani jak skruszony ideolog. Brzmiał bardziej jak burmistrz niż jak bojownik.

Sharaa był szefem Hayat Tahrir al-Sham, zbrojnej grupy, która rządziła Idlibem żelazną ręką i stosowała model polityki społecznej, który wielu obecnie porównuje do tureckiej AKP w jej wczesnych latach.

Grupa kontrolowała szpitale, łańcuchy dostaw żywności i bezpieczeństwo wewnętrzne.

Ale w przeciwieństwie do ISIS, nie prowadziło ono masakr na tle religijnym ani międzynarodowych kampanii terrorystycznych. Sharaa zerwał z Al-Kaidą w 2016 roku. W 2021 roku przedstawiał się jako syryjski nacjonalista z islamskimi korzeniami, a nie globalny dżihadysta.

Pytanie, przed którym stoją Waszyngton i Bruksela, brzmi: czy tego rodzaju transformację należy traktować poważnie.

Stany Zjednoczone oficjalnie nie usunęły Sharaa ze swojej listy terrorystów. Ale Donald Trump spotkał się z nim osobiście w Rijadzie w zeszłym tygodniu, nazwał go „twardzielem” i „inteligentnym”, a sankcje zniosł w ciągu 48 godzin.

Dlaczego Stany Zjednoczone tak nagle zrezygnowały z sankcji?

Oficjalnie stanowisko USA brzmi, że sankcje osiągnęły swój cel: Assad odszedł, a władze przejściowe zostały powołane. Jednakże, czas i sposób przedstawienia tych wydarzeń sugerują coś więcej.

Zarówno Arabia Saudyjska, jak i Turcja wspierały marsz Szaraa na Damaszek. Koordynowały działania z grupami rebeliantów, przywódcami plemiennymi i lokalnymi milicjami, aby zapewnić w większości pokojowe przejście władzy.

Niegdyś rozproszona syryjska armia nie stawiała większego oporu. Sojusznicy z Zatoki Perskiej przekonywali Trumpa: albo poprzeć nowy porządek, albo stracić Syrię na rzecz Rosji, Iranu i Chin.

Trump dostrzegł szansę. Zniesienie sankcji pozwoliłoby Stanom Zjednoczonym na uruchomienie amerykańskich inwestycji w syryjski sektor naftowy i gazowy, przeciwdziałanie chińskim projektom infrastrukturalnym oraz zmniejszenie obciążenia finansowego związanego z utrzymaniem operacji przeciwko ISIS.

Sharaa ze swojej strony zaoferował przejęcie kontroli nad obozami internowania prowadzonymi przez Kurdów na północnym wschodzie oraz utrzymanie w mocy porozumienia o rozdzieleniu sił z Izraelem z 1974 roku.

W Kongresie wciąż istnieje opór. Tło Sharaa sprawia, że formalne uznanie dyplomatyczne jest trudne. Ale od teraz amerykańskie firmy mogą legalnie wchodzić na rynek syryjski. A to zmienia wszystko.

Czy Syria jest rzeczywiście otwarta na inwestycje?

Obecnie syryjska gospodarka jest w ruinie. PKB jest mniejsze niż jedna trzecia poziomu sprzed wojny. Porównania z 2021 rokiem wskazują na jeszcze większe różnice.

Inflacja pozostaje wysoka, energia elektryczna jest racjonowana, a prawie 80% populacji żyje w ubóstwie.

W ciągu ostatniej dekady syryjska lira straciła ponad 90% swojej wartości. Rezerwy walutowe są praktycznie wyczerpane.

Ale te same warunki sprawiają, że miejsce to jest atrakcyjne dla inwestorów. Ziemia jest tania. Dostępna jest siła robocza. A infrastruktura, choć zniszczona, jest teraz otwarta na odbudowę bez ograniczeń prawnych.

Sharaa jasno dał do zrozumienia, że chce, aby odbudową kierowali Zachodni partnerzy. Rozmawiał z amerykańskimi i francuskimi firmami naftowymi, dostawcami logistycznymi i operatorami telekomunikacyjnymi.

Jego zespół przygotowuje plan wzorowany na modelu Iraku po wojnie i Rwandy po ludobójstwie: najpierw odbudowa, później reformy.

Katar i Arabia Saudyjska już planują inwestycje. Kraje Zatwieru Perskiego postrzegają to zarówno jako strategiczną obronę przed Iranem, jak i szansę na rozwój gospodarczy.

Syryjscy urzędnicy zaproponowali również pomysł spłaty długów związanych z odbudową poprzez długoterminowe kontrakty energetyczne, zwłaszcza w sektorze fosforytu i gazu ziemnego.

Jakie miejsce zajmuje sprawiedliwość w tym nowym obrazie?

Na tym właśnie często się skupia się za mało uwagi. Amnesty International opublikowało w zeszłym tygodniu raport, w którym ostrzegało, że jeśli Syria nie zajmie się zbrodniami z przeszłości, w tym torturami, zniknięciami i zabójstwami cywilów, nowy reżim ryzykuje powtórzenie cyklu przemocy.

Sharaa obiecał sprawiedliwość. W marcu powołano Komisję ds. Sprawiedliwości Przejściowej.

W lutym ogłoszono utworzenie odrębnego organu zajmującego się sprawami osób zaginionych. Jednak jak dotąd rodziny ofiar twierdzą, że nie zauważyły żadnego znaczącego zaangażowania.

Istnieją również obawy dotyczące integracji byłych bojowników w nowej armii i policji.

Niektórzy z nich należeli do uzbrojonych grup oskarżonych o zbrodnie wojenne. Amnesty International domaga się przeprowadzenia pełnego procesu weryfikacji i postawienia przed sądem cywilnym wszystkich osób podejrzanych o naruszenia prawa wojennego.

Najbardziej drażliwym politycznie incydentem jest zabicie cywilów z wyznania alawitów na wybrzeżu Syrii w marcu.

Nowy rząd wszczął śledztwo, ale wyniki nie zostały jeszcze upublicznione.

Aby Sharaa przeszła od faktycznej władzy do trwałej legitymacji, te dochodzenia będą miały większe znaczenie niż jakakolwiek umowa inwestycyjna.

Co się stanie, jeśli Syrii się uda?

To jest niewygodne pytanie. Jeśli Ahmed al-Sharaaowi uda się utrzymać Syrię w całości, przyciągnąć inwestycje, zmniejszyć przemoc i otworzyć regionalne szlaki handlowe, co to mówi o polityce ostatnich piętnastu lat?

Zachód spędził ponad dekadę na próbach izolacji Assada, wspierania umiarkowanych i unikania wzmacniania pozycji islamistów.

Ta polityka zawiodła.

Teraz człowiek, którego niegdyś uważano za symbol wroga, zasiada w pałacu prezydenckim, witany przez tych samych przywódców krajów Zatwierku Perskiego, którzy niegdyś finansowali bojowników opozycji, aby go pokonać.

To nie jest powrót do autorytarnej stabilizacji. To coś bardziej płynnego.

Sharaa to nie Assad. Nie ma panującej rodziny. Nie wydaje się zainteresowany dynastią. Rządzi poprzez negocjacje, delegowanie zadań i wykorzystywanie dźwigni.

Czy to potrwa, to już tylko zgadywanka. Ale na razie Syria znów funkcjonuje.

Ahmed al-Sharaa nie jest symbolem narodowego odrodzenia. Jest symbolem tego, co dzieje się, gdy wszystkie inne opcje zawodzą.

To nie znaczy, że nie może odnieść sukcesu. To tylko znaczy, że sukces będzie wyglądał inaczej, niż ktokolwiek sobie wyobrażał.

A jeśli uda mu się odbudować Syrię przy pomocy amerykańskich pieniędzy, dyplomacji krajów Zatoki Perskiej i zachodnich rynków, reszta regionu będzie uważnie obserwować. Nie po to, żeby świętować. Ale być może po to, żeby naśladować.