Japońska gospodarka stoi w obliczu załamania, którego inwestorzy się nie spodziewali.
- Japonia traci tytuł największego wierzyciela świata, który nosiła przez 34 lata, po raz pierwszy od 1991 roku wyprzedzona przez Niemcy.
- Aukcje obligacji się zawaliły, a stopa zwrotu 40-letnich obligacji osiągnęła 3,135%, co zmusiło firmy ubezpieczeniowe do odnotowania strat papierowych przekraczających 60 miliardów dolarów.
- Rosnące koszty obsługi zadłużenia i cła wpędzają decydentów w kłopotliwe sytuacje i podważają zaufanie do globalnego rynku obligacji.
Japonia kiedyś uważana była za najbardziej wiarygodnego wierzyciela na świecie. Ale teraz jej gospodarka pęka w szwach z wielu powodów.
Kryzys na rynku obligacji, presja inflacyjna, szoki zewnętrzne wynikające z potencjalnej wojny handlowej ze Stanami Zjednoczonymi oraz niemożliwy do spłaty dług zbiegają się w czasie, co może oznaczać najpoważniejszy kryzys gospodarczy Japonii od dziesięcioleci.
Powoli, ale konsekwentnie, sytuacja gospodarcza w Japonii zaczyna wywoływać niepokój na światowych rynkach.
Rozpad iluzji fiskalnej
Być może te sygnały były widoczne od jakiegoś czasu. Japonia miała deficyty większe niż jakakolwiek inna rozwinięta gospodarka.
Wskaźnik zadłużenia do PKB utrzymywał się na poziomie ponad 260%. A mimo to, pożyczanie pieniędzy praktycznie nic ich nie kosztowało.
Inwestorzy nie mieli nic przeciwko. Bank Japonii zawsze był w pobliżu.
Ogromne zasoby krajowych oszczędności były postrzegane jako zabezpieczenie. Rynki zakładały, że kraj zawsze będzie mógł sam się finansować.
To założenie zaczyna się chwiać.
W pierwszym kwartale 2025 roku PKB zmniejszyło się o 0,2%. W porównaniu z rokiem poprzednim gospodarka skurczyła się o 0,7%.
Inflacja wzrosła do 3,5%, przekraczając cel 2% wyznaczony przez bank centralny po raz pierwszy w ciągu ponad dekady.
Realne wynagrodzenia spadły. Konsumpcja utknęła w miejscu. Eksport osłabł, zwłaszcza do USA, które jest największym partnerem handlowym Japonii.
Ekonomia nie tylko zwalnia tempo. Wykazuje oznaki stresu. A ten stres zaczyna być widoczny na rynku obligacji.
Inwestorzy odwracają się od tego.
Ostatnia aukcja 40-letnich obligacji skarbowych Japonii była najsłabsza od prawie roku.
Wskaźnik podaży do popytu spadł do 2,21. Stopa zwrotu wzrosła do 3,135%, najwyższego poziomu od lat 90. Zaledwie kilka dni wcześniej aukcja obligacji 20-letnich zanotowała najmniejszy popyt od 2012 roku.
To nie są drobne wahania. Oznaczają one utratę zaufania do długoterminowej części japońskiej krzywej rentowności.
Duże podmioty kupujące, zwłaszcza firmy ubezpieczeniowe i fundusze emerytalne, odnotowują znaczne straty na papierze.
Japońskie firmy ubezpieczeniowe na życie odnotowały w ubiegłym kwartale ponad 60 miliardów dolarów strat nieuznanych w rachunkowości. Tylko Nippon Life straciło 25 miliardów dolarów.
Ministerstwo Finansów przedstawiło pomysł ograniczenia emisji obligacji o bardzo długim terminie zapadalności, aby uspokoić rynki.
To zadziałało na jeden dzień. Ale podstawowa dynamika się nie zmieniła. Inwestorzy już nie przychodzą tak jak kiedyś.
Już nie największy wierzyciel na świecie.
Po raz pierwszy od 1991 roku Japonia nie jest już największym światowym wierzycielem. Ten tytuł należy teraz do Niemiec.
Na koniec 2024 roku wartość netto aktywów zagranicznych Japonii osiągnęła rekordowy poziom 533 bilionów jenów, ale nadal pozostawała poniżej aktywów Niemiec, które wyniosły 569,7 biliona jenów.
Silny nadwyżkowy bilans płatniczy Niemiec, który osiągnął 248,7 miliarda euro, oraz zmiana kursu euro-jen o 5% dodatkowo powiększyły tę różnicę.
Japońskie ministerstwo finansów próbowało zbagatelizować tę zmianę. Technicznie rzecz biorąc, aktywa Japonii nadal rosną, co jest spowodowane bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi, szczególnie w USA i Wielkiej Brytanii. Ale istotne jest również ich rozłożenie.
Więcej japońskiego kapitału jest obecnie zainwestowane w zagraniczne firmy, takie jak banki, firmy ubezpieczeniowe i sieci handlowe, niż w papiery wartościowe. Oznacza to, że kapitał jest bardziej „przyklejony”. W przypadku kryzysu znacznie trudniej jest sprowadzić te pieniądze do kraju.
Paradoksalnie, rosnąca globalna obecność Japonii sprawia, że jej pozycja jest teraz bardziej krucha. Inwestorzy wiedzą, że płynność tych aktywów zagranicznych jest ograniczona. I biorą to pod uwagę przy wycenach.
Zbyt duże zadłużenie, za mały wzrost.
Trudno zignorować te liczby. Publiczny dług Japonii przekroczył obecnie 1,4 biliona jenów (9 bilionów dolarów).
To ponad dwukrotnie więcej niż wielkość jej gospodarki.
Przez lata niskie stopy procentowe i wykup obligacji przez banki centralne utrzymywały koszty tego zadłużenia na przystępnym poziomie. Ta sieć bezpieczeństwa się kurczy.
Bank Japonii ograniczył zakupy obligacji. Stopy procentowe nie są już bliskie zeru.
Rentowność obligacji długoterminowych rośnie. Obsługa długu staje się coraz droższa w najgorszym możliwym momencie.
A Japonia nie może wyjść z tego poprzez wzrost gospodarczy. Jej populacja maleje.
Siła robocza się starzeje. Potencjalny wzrost jest ograniczony do około 1%. Kurczenie się gospodarki w I kwartale może nie być incydentem jednorazowym.
Iluzja, że japoński dług nie ma znaczenia, działała tak długo, jak długo stopy procentowe pozostały niskie. Ta iluzja się rozpływa.
Presja handlowa pogarsza sytuację.
Podczas gdy Japonia zmaga się z wewnętrznymi słabościami, presja zewnętrzna narasta.
W kwietniu prezydent Trump nałożył 25% cło na japońskie samochody i 10% cło na inne towary importowane.
Grozi również nałożeniem wzajemnych ceł w wysokości 24%, jeśli do lipca nie zostanie osiągnięte porozumienie.
To nie tylko kwestia konfliktów handlowych. Stany Zjednoczone są najważniejszym rynkiem eksportowym Japonii. Sektor motoryzacyjny jest kluczowy dla japońskiej gospodarki.
Toyota spodziewa się spadku zysków o 1,3 miliarda dolarów w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Nissan już przygotowuje się do wstrzymania produkcji krajowej i przeniesienia jej do USA.
Te cła nie tylko obciążają zyski przedsiębiorstw. Wpływają również na oczekiwania inwestorów, komplikują politykę monetarną i ograniczają możliwości reakcji rządu.
Polityka utknęła w martwym punkcie, a sytuacja polityczna się pogarsza.
Rząd stoi przed wyborami w lipcu. Premier Shigeru Ishiba opiera się żądaniom obniżenia podatku konsumpcyjnego.
Inni członkowie jego partii twierdzą, że nieobniżanie podatków może ich kosztować władzę. Przed budynkiem Ministerstwa Finansów zaczęli gromadzić się protestujący, co jest w Japonii czymś niemal niespotykanym.
Przez lata Japonia radziła sobie z presją polityczną poprzez wydatki publiczne.
Dotacje, transfery i projekty infrastrukturalne pomogły uniknąć populistycznej reakcji, jaką obserwowano w innych bogatych krajach.
To narzędzie staje się coraz trudniejsze w użyciu.
Rosnące koszty pożyczek zmuszają do wyboru. Można ograniczyć wydatki i ryzykować niepokoje społeczne. Albo wydawać więcej i ryzykować dalszą presję na rynku obligacji. Nie ma łatwej drogi pośredniej.
Jena też się nie rusza.
W wielu kryzysach słabsza waluta pomaga. Zwiększa eksport, łagodzi ciężar zadłużenia i wspiera wzrost. Ale Japonia nie może sobie na to pozwolić w tej chwili.
Jena znajduje się już w pobliżu wieloletnich minimów. Dalszy spadek pogorszyłby inflację.
Co ważniejsze, zwiększyłoby to nadwyżkę bilansu bieżącego Japonii, co Trump już wcześniej krytykował.
Każdy ruch Banku Japonii w kierunku dalszego złagodzenia polityki monetarnej może wywołać kolejne taryfy celne ze strony USA.
To stawia politykę monetarną w trudnej sytuacji. Podwyżka stóp procentowych grozi zahamowaniem wzrostu gospodarczego. Obniżka stóp grozi eskalacją napięć handlowych i inflacją. Na razie bank centralny nie podejmuje żadnego z tych działań.
Wiadomość dla reszty świata
Japoński rynek obligacji kiedyś był najbezpieczniejszy na świecie. Pozostał stabilny w czasie kryzysów, recesji i deflacji.
Ale 2025 rok jest inny. Inflacja powróciła. Wzrost jest słaby. Dług jest drogi. A kupujący już się nie pojawiają.
To ma znaczenie wykraczające daleko poza Tokio. Japonia jest największym zagranicznym posiadaczem obligacji skarbowych USA. Jeśli kapitał zacznie napływać do kraju w poszukiwaniu wyższych krajowych stóp procentowych, skutki będą widoczne na światowych rynkach obligacji.
Rentowność obligacji skarbowych już się zmienia.
To, co dzieje się w Japonii, to nie tylko sprawa krajowa. To ostrzeżenie, że era bezkosztowego zadłużenia dobiega końca i że nawet najbezpieczniejsi pożyczkobiorcy nie są odporni na ryzyko.
Azjatyckie akcje rosną: Hang Seng, Kospi i Nikkei 225 po nadziejach na porozumienie USA–Iran
Nikkei 225 i Kospi rosną, rentowności obligacji Japonii i Korei Południowej spadają
Xi przyjął Trumpa, potem Putina i pokazał, gdzie leży wpływ Chin
Zimbabwe ZiG: waluta zabezpieczona złotem stabilna mimo ryzyka
Indeks Nifty 50 zagrożony przez wzrost rentowności obligacji i załamanie rupii
Nie znaleziono wyników
Ładowanie artykułów...
Failed to load articles. Please try again.