Dlaczego amerykański rynek pracy może się wkrótce załamać

  • Czerwcowy wzrost liczby miejsc pracy był napędzany przez zatrudnienie w sektorze rządowym, podczas gdy zyski w sektorze prywatnym osiągnęły najniższy poziom od 8 miesięcy.
  • Imigracja netto załamała się, pozostawiając niedobory siły roboczej w kluczowych branżach i małych miastach.
  • Stany Zjednoczone stoją w obliczu strukturalnego ograniczenia siły roboczej, które może spowolnić wzrost, podnieść koszty i opóźnić obniżki stóp procentowych.

Z amerykańskiego rynku pracy zaszły ostatnio zachęcające wiadomości. Płace rosną, bezrobocie spada, płace znów rosną.

Ale coś się nie zgadza. Przyjrzyj się bliżej, a zobaczysz znaki ostrzegawcze: spowolnienie zatrudniania w sektorze prywatnym, spadające godziny pracy, stagnacja udziału siły roboczej i załamanie się napływu imigrantów.

Najważniejsze dane sugerują silną gospodarkę. Rzeczywistość jest taka, że amerykański rynek pracy traci impet w sposób, który nie jest jeszcze oczywisty, ale wkrótce może uderzyć we wzrost, inflację i wybory polityczne jednocześnie.

Czego brakuje w czerwcowym raporcie o zatrudnieniu

W czerwcu 2025 r. w USA przybyło 147 000 miejsc pracy, pokonując oczekiwania o około 30 000.

Bezrobocie spadło z 4,2% do 4,1%. W czym więc tkwi problem?

Tylko połowa nowych miejsc pracy pochodziła z sektora prywatnego. Reszta pracowała w rządzie, głównie w lokalnej edukacji.

Zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło zaledwie o 51 000 i jest najwolniejszym tempem od ośmiu miesięcy.

Liczba godzin przepracowanych w tygodniu spadła do 34,2, co oznacza, że firmy na razie ograniczają zatrudnienie bez zwalniania.

Płace wzrosły tylko o 0,2% miesiąc do miesiąca, co jest słabszym wynikiem niż na początku roku.

Wskaźnik aktywności zawodowej pozostał na niezmienionym poziomie 62,3%. To o ponad cały punkt niższy niż przed pandemią.

Tymczasem 1,6 miliona Amerykanów jest bezrobotnych od ponad 27 tygodni, co stanowi jedną czwartą wszystkich bezrobotnych pracowników.

Kolejne 250 000 osób całkowicie wypadło z rynku pracy w zeszłym miesiącu.

Miejsca pracy są tam. Pracownicy nie są.

To nie jest gorący rynek pracy. Jest rozciągnięty.

Czy w USA zaczyna brakować pracowników?

Jednym z najczęściej pomijanych trendów na dzisiejszym rynku pracy jest ciche ograniczanie podaży pracy.

Nie chodzi tylko o przejścia na emeryturę czy zniechęconych pracowników. Chodzi o imigrację.

Według Oxford Economics imigracja netto do USA spadła do 600 000 rocznie na początku 2025 roku, w porównaniu z ponad 2 milionami zaledwie dwa lata temu.

Głównym powodem jest ostre rozprawienie się z nielegalną imigracją i spowolnienie w wydawaniu wiz.

Nowe działania Białego Domu zablokowały przekraczanie granic i zwiększyły liczbę deportacji, szczególnie w miastach takich jak St. Louis, Buffalo i Pittsburgh, gdzie przybysze wspierali kurczące się lokalne gospodarki.

To nie były byle jakie prace. Imigranci stanowili dużą część pracowników w rolnictwie, budownictwie, pakowaniu mięsa, hotelarstwie i opiece.

Naloty ICE opróżniły kuchnie restauracyjne i targi owocowe. Rolnicy zgłaszają, że uprawy nie zostały zebrane.

Budowlańcy w Los Angeles mają opóźnienia w odbudowie po pożarze, ponieważ zniknęła siła robocza. I te efekty nie są tylko lokalne.

Przekładają się one na dane krajowe.

W Stanach Zjednoczonych nie tylko obserwuje się mniej osób poszukujących pracy. Aktywnie ich wypycha na zewnątrz.

Ciasny rynek bez siły

Ten niedobór siły roboczej tworzy dziwną dynamikę. Bezrobocie jest niskie, ale nie dlatego, że zatrudnienie kwitnie. Jest niski, ponieważ podaż zanika.

Coraz mniej osób wchodzi na rynek pracy. Kolejni odchodzą na emeryturę. Imigracja wysycha. A ludzie, którzy nadal są na rynku, pracują mniej godzin.

To nie jest ten rodzaj napiętej presji, która w nieskończoność podnosi płace. Jeśli godziny pracy zostaną skrócone, a sektory takie jak produkcja czy handel detaliczny nie będą zatrudniać, wzrost płac nie przyspieszy znacznie bardziej.

Czerwcowy wzrost płac o 3,7 proc. rok do roku jest wprawdzie zdrowy, ale też zwalnia.

To za mało, aby podtrzymać wydatki gospodarstw domowych, zwłaszcza że inflacja wciąż oscyluje wokół 3,2% w przypadku podstawowych usług.

I w tym właśnie tkwi ryzyko. To nie jest przegrzanie rynku. To taki, który zaczyna się wydrążać.

Fed może przeczytać główne dane i nie dostrzec pilnej potrzeby obniżenia stóp. Ale pod powierzchnią już tworzą się pęknięcia.

Jeśli zatrudnienie w sektorze prywatnym będzie się dalej utrzymywać, stopa bezrobocia może zacząć rosnąć, jeszcze zanim inflacja w pełni się cofnie.

Co się dzieje, gdy zasady i dane rozchodzą się?

Niebezpieczeństwo polega obecnie na niedopasowaniu politycznym. Jeśli Fed utrzyma wysokie stopy procentowe w oparciu o to, co wygląda na dobre dane o zatrudnieniu, może przegapić fakt, że rynek pracy mięknie pod spodem.

Frekwencja jest niska. Skraca się liczba godzin pracy. Płace się ochładzają. Prywatne miejsca pracy stabilizują się.

Ponadto demografia i imigracja zmniejszają dostępną pulę siły roboczej.

To sprawia, że gospodarka jest bardziej podatna na szoki zewnętrzne.

Jeśli coś się zepsuje, czy to w wydatkach konsumenckich, globalnym handlu czy zaufaniu biznesu, poduszka jest cienka.

Co więcej, zatrudnianie w sektorze rządowym nie może w nieskończoność równoważyć słabości sektora prywatnego.

Budżety stanowe i lokalne są napięte. Zatrudnienie federalne już spadło.

Gdy to wsparcie wygaśnie, miesięczny przyrost miejsc pracy może spaść poniżej poziomu zastępowalności pokoleń.

Stwarza to nietypowe ryzyko: spowolnienie przy lepkiej inflacji i słabym wzroście. Problem w stylu lat siedemdziesiątych, ale z innych powodów.

Trzy możliwe scenariusze na przyszłość

Stąd jest kilka ścieżek, którymi może podążyć amerykański rynek pracy.

Jednym z nich jest scenariusz miękkiego lądowania. Fed dostrzega zmianę danych, zaczyna luzować politykę jeszcze w tym roku, a rynek pracy stabilizuje się.

Wzrost płac nieznacznie przyspiesza, partycypacja odbija się, a polityka imigracyjna normalizuje się.

Po drugie, stragan. Zatrudnienie jeszcze bardziej zwalnia, partycypacja wciąż spada, a inflacja bazowa utrzymuje się.

Fed zwleka zbyt długo, a wydatki konsumpcyjne zaczynają się rolować. Wzrost wyraźnie zwalnia pod koniec czwartego kwartału.

Po trzecie, powiązanie strukturalne. Egzekwowanie prawa imigracyjnego nabiera tempa. Wskaźnik urodzeń utrzymuje się na niskim poziomie. Emerytury przyspieszają.

Podaż siły roboczej stale się kurczy. To utrzymuje płace na wysokim poziomie, wzrost gospodarczy jest nierówny i zmusza Fed do działania przez lata w gospodarce o niskim wzroście i wysokich kosztach.

Jeśli obecne tendencje się utrzymają, bardziej prawdopodobny wydają się drugi i trzeci scenariusz.