Japoński rynek rośnie, ale tamtejsza gospodarka twierdzi, że może to być krótkotrwałe

  • Japońska giełda rośnie w górę, ale ten rajd akcji jest zbudowany na uldze, a nie na sile.
  • Rynki obligacji wyceniają niestabilność polityczną, dryf fiskalny i ryzyko strukturalne.
  • Jeśli Japonia nie odzyska szybko wiarygodności fiskalnej, ten rajd prawdopodobnie się rozpadnie.

Japońska giełda rośnie w siłę. Nikkei 225 wzrósł w środę rano o ponad 3% i właśnie osiągnął 52-tygodniowe maksimum.

Eksporterzy tacy jak Toyota, Sony i Honda rosną w siłę. Inwestorzy cieszą się z nowej umowy handlowej z USA i spodziewanej rezygnacji premiera Shigeru Ishiby.

Ale jeśli spojrzymy trochę głębiej, zobaczymy, że znaki wskazują na inne przesłanie. Taki, który mówi, że ten rajd jest zbudowany na piasku.

Japońska gospodarka nie wkracza w nową erę zaufania. Wkracza w nową fazę ryzyka. A rynek obligacji widzi to jako pierwszy.

Czy Japonia traci kontrolę nad rynkiem obligacji?

Znaki ostrzegawcze są jasne. 23 lipca rząd przeprowadził aukcję 40-letnich obligacji. Był najsłabszy od 14 lat.

Według Bloomberga, wskaźnik bid-to-cover, który mierzy popyt, wyniósł 2,127, najniższy od 2011 roku. Rentowności wzrosły do rekordowego poziomu 3,375%.

Nie było to jednak niespodzianką. Inwestorzy od miesięcy wycofują się z długiego końca krzywej japońskich obligacji rządowych (JGB).

Rentowności 30-letnich obligacji wzrosły już na początku tygodnia do 3,20%.

Krzywa szybko się stromi. Rynek domaga się wyższych składek za długoterminowe kredyty udzielane Japonii.

Krajowi nabywcy, tacy jak ubezpieczyciele na życie i fundusze emerytalne, niegdyś wiarygodni uczestnicy, wycofują się.

Ministerstwo Finansów zareagowało ograniczeniem emisji długich obligacji, choć to nie pomogło.

Problem nie jest tylko techniczny. Jest też polityczna. Traderzy obligacji wyceniają przyszłą niestabilność.

Rynek zadaje sobie podstawowe pytanie: kto będzie rządził i na co będzie wydawał?

Dlaczego polityczne wstrząsy w Japonii mają teraz znaczenie

Premier Shigeru Ishiba stracił większość w izbie wyższej w wyniku upokarzającej porażki wyborczej. Kilka dni później lokalne media poinformowały, że planuje on podać się do dymisji.

Chociaż Ishiba zaprzeczył tym doniesieniom, można teraz powiedzieć, że jak na kraj zbudowany na cichej ciągłości, wszystko to wskazuje, że coś się zmieniło.

Porażka jego koalicji wzmocniła partie opozycyjne, które dążą do agresywnych cięć podatków i wydatków.

Sanseito, populistyczna partia z przekazem w stylu Trumpa, skoczyła z jednego do piętnastu mandatów.

Demokratyczna Partia Ludowa chce, aby Bank Japonii powrócił do łatwego pieniądza. Ekspansja fiskalna nagle wraca do łask.

LDP, partia rządząca w Japonii, stara się znaleźć nowego lidera. Kandydaci nie mogliby się bardziej od siebie różnić.

Sanae Takaichi popiera luźniejszą politykę i odwiedza kontrowersyjną świątynię Yasukuni.

Shinjiro Koizumi ma młodzieńczy urok, ale jest nieprzewidywalny. Yoshimasa Hayashi, absolwent Harvardu, reprezentuje ciągłość, ale brakuje mu iskry.

Wynik będzie miał kluczowe znaczenie. Nie tylko dla polityki, ale i dla rynków. Inwestorzy obserwują, czy Japonia zdecyduje się na twardą rękę, czy też skręci w stronę populizmu, co jeszcze bardziej nadszarpnie zaufanie.

Czy umowa handlowa coś zmieniła?

22 lipca na rynku pojawiła się niespodzianka: USA i Japonia ogłosiły nową umowę handlową.

Zamiast oczekiwanych 25-procentowych ceł, Stany Zjednoczone zdecydowały się na 15%. Dodatkowo Japonia obiecała zainwestować w USA 550 miliardów dolarów.

Akcje poszybowały w górę w ciągu dnia. Nikkei 225 i Topix skoczyły o ponad 3%, osiągając nowe 52-tygodniowe maksima. Jen na krótko się umocnił, a następnie osłabł.

Był to jednak rajd ulgi, a nie punkt zwrotny. Inwestorzy wycenili coś gorszego. To, co otrzymali, było mniej złe.

Fundamentalne problemy nie zostały jeszcze wyeliminowane.

Marże eksportowe nadal będą uderzać. A wzrost cen akcji nie uspokoił rynku obligacji.

Czy Bank Japonii może sobie pozwolić na stanie w miejscu?

Bank Japonii już zaczął zacieśniać politykę pieniężną. Ograniczył skup obligacji.

Podniósł stopy procentowe w styczniu tego roku, a kolejna podwyżka spodziewana jest jesienią. Ale lipiec przyszedł i minął bez żadnych działań.

Zastępca gubernatora Shinichi Uchida wygłosił konserwatywne przemówienie. Wspomniał, że inflacja jest wyższa niż oczekiwano.

Ostrzegł przed ryzykiem. Poprosił o cierpliwość. Nie dał jednak jasnego kierunku.

Bank Japonii utknął w martwym punkcie. Podnieś stopy procentowe i zaryzykuj ostrzejszą wyprzedaż obligacji. Jeśli jen pozostanie na luzie, jen może spaść, podczas gdy oczekiwania inflacyjne będą rosły.

Tak czy inaczej, Bank Japonii nie ma już kontroli nad narracją; Rynki są.

Traderzy obserwują długi koniec krzywej, a nie deklaracje polityczne. Plony mówią głośniej niż słowa.

Dlaczego ten rajd nie potrwa długo?

Są momenty, w których różne klasy aktywów opowiadają różne historie. Kiedy to zrobią, musisz zdecydować, kto mówi prawdę.

W tej chwili akcje opowiadają historię krótkoterminowej ulgi, podczas gdy obligacje opowiadają historię długoterminowego załamania.

Jednak japońska gospodarka nadal boryka się z rosnącym stosunkiem zadłużenia do PKB na poziomie 250 proc., słabym wzrostem płac i spadającymi dochodami realnymi, kurczącą się siłą roboczą i słabnącymi korzystnymi trendami demograficznymi, niestabilnością polityczną bez wyraźnego następcy oraz rynkiem obligacji, który traci swoją krajową bazę.

Jeśli następny premier Japonii nie przywróci szybko wiarygodności fiskalnej, ta chwila spokoju nie utrzyma się długo. Próżnia polityczna, w której znajduje się japońska gospodarka, nie jest jeszcze uwzględniona w cenach.

Inwestorzy długoterminowi już się cofnęli. Domagają się wyższych plonów. Większe odszkodowanie. Mniejsze zaufanie.

To jest głębszy przekaz płynący z działań rynkowych w tym tygodniu.

Nie chodzi o to, kto wygra wybory w LDP, ale o to, czy Japonia jako system nadal zasługuje na premię za swój dług.