Iran może nie wygrywać, ale sprawia, że zwycięstwo USA jest za drogie

  • USA wydają $4M na jedno przechwycenie. Iran wydaje $30K na jednego drona.
  • Waszyngton chce wyjść. Izrael chce obalenia reżimu. Ta rozbieżność decyduje o wojnie.
  • Chiny symulowały ten scenariusz. Amerykańskie systemy rakietowe już opuszczają Indo-Pacyfik.

Po trzech tygodniach wojny, która miała trwać trzy dni, Stany Zjednoczone znajdują się w sytuacji, której planiści wojskowi rzadko przyznają publicznie.

Technicznie rzecz biorąc USA wygrywają pod każdym istotnym miernikiem pola bitwy, ale nie potrafią zatrzymać tempa wyczerpywania zapasów.

Iran stracił ponad 50 jednostek nawodnych, obserwował zniszczenie dwóch trzecich swoich wyrzutni rakiet i pochował najwyższego przywódcę. Nadal atakuje każdego dnia.

Wojna arkuszy kalkulacyjnych

Zanim spojrzymy na ceny ropy lub akcje sektora obronnego, warto zrozumieć, z jakim rodzajem wojny mamy do czynienia.

Stany Zjednoczone zużywają pociski przechwytujące Patriot PAC-3 w tempie, z którym linia produkcyjna nie nadąża.

Raporty pokazują, że w pierwszych sześciu dniach konfliktu koalicja państw Zatoki prawdopodobnie wystrzeliła ponad 1,000 pocisków PAC-3, aby bronić się przed atakami irańskich dronów.

Lockheed Martin produkuje około 650 tych pocisków rocznie i nie osiągnie 2,000 sztuk rocznej produkcji przed 2030 r. Każdy PAC-3 kosztuje około $4 million.

Każdy zestrzelony dron Shahed kosztuje Iran od $20,000 do $50,000.

To nie literówka. Stosunek wymiany wynosi mniej więcej 80 do 1 na korzyść Iranu przy każdym przechwyceniu.

Iran nie musi zniszczyć armii USA, chce raczej wyczerpać jej środki finansowe szybciej, niż Kongres zdąży je uzupełnić.

Pentagon szacuje, że wydatki jedynie na amunicję osiągnęły $5.6 billion w pierwszych dwóch dniach wojny, według Washington Post.

Gigant obronny Rheinmetall oszacował całkowite wydatki USA na amunicję w pierwszych 72 godzinach na $4 billion. Tymczasem w Kongresie krążą dyskusje o pakiecie uzupełniającym wartym $50 billion, ale nic nie zostało formalnie zgłoszone, nie mówiąc już o zatwierdzeniu.

Najnowsze rozmowy sugerują, że kwoty sięgają ponad $11 billion tylko za pierwszy tydzień konfliktu.

Iran wystrzelił około 700 ze swojego przedwojennego zapasu 2,500 pocisków balistycznych oraz ponad 2,100 Shahedów. Jednak zapasy pocisków balistycznych maleją.

Shahedy, zbudowane z włókna szklanego i prostych systemów naprowadzania bez złożonych komponentów, można skutecznie produkować w warsztacie naprawczym szybkich łodzi.

Ten problem z zaopatrzeniem nie rozwiąże się większą liczbą nalotów.

Czego tak naprawdę chce Iran?

Zachodnia analiza wciąż pyta, czy Iran przetrwa tę wojnę. Tymczasem Teheran chce na stałe zmienić reguły gry.

Vali Nasr, jeden z najbardziej wiarygodnych badaczy Iranu pracujących dzisiaj i były doradca Departamentu Stanu, powiedział, że nowe kierownictwo Iranu kalkuluje, iż „Stany Zjednoczone i Izrael potrafią sprintować znacznie szybciej, ale nie są naprawdę biegaczami długodystansowymi.”

Deklarowane żądania Iranu wykraczają daleko poza zawieszenie broni. Chce zniesienia sankcji, wycofania wojsk USA z regionalnych baz oraz wycofania Izraela z Libanu.

Logika strategiczna stojąca za tymi żądaniami polega na tym, że ma to być ostatnia wojna, a nie przerwa przed kolejną.

Każdego dnia, gdy irańskie drony nadal atakują infrastrukturę energetyczną Zatoki, przekaz do państw Zatoki brzmi: amerykańskie bazy wojskowe w ich krajach nie chronią — są celem wymalowanym na ich terytorium.

To ujęcie działa już na marginesie. Państwa Zatoki nie odpowiedziały militarnie na irańskie ataki.

ZEA podobno rozważają środki niekinetyczne przywrócenia odstraszania, podczas gdy Oman pełni rolę mediatora.

To nie są reakcje państw, które uważają, że amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa wytrzymują presję.

Czy USA i Izrael walczą tą samą wojną?

To jest linia podziału, którą większość relacji zbagatelizowała.

Waszyngton i Tel Awiw mają różne definicje zwycięstwa, które teraz ciągną w przeciwnych kierunkach.

USA chcą osłabionego Iranu, od którego będą mogły się wycofać.

Izrael chce reżimu, który przestanie istnieć. W miarę jak ceny ropy rosną, a regionalny chaos staje się realnym scenariuszem, Trump może narzucić Izraelowi zawieszenie broni, które znacznie odstawałoby od obalenia reżimu.

Wyjście USA, które pozostawi nienaruszony, lecz osłabiony irański reżim, tworzy inny rynek energetyczny, inną architekturę bezpieczeństwa regionalnego i inną trajektorię programu nuklearnego Iranu niż w przypadku całkowitego upadku reżimu.

Oba scenariusze nie są jednakowo prawdopodobne i nie są jednakowo wyceniane. Rynki obecnie handlują scenariuszem zawieszenia broni, podczas gdy rzeczywistość militarna na ziemi wciąż odzwierciedla scenariusz zmiany reżimu.

Jest też czynnik niepewności, który niemal nie doczekał się uwagi prasy finansowej.

Administracja Trumpa poinformowała członków Kongresu o zapasie wzbogaconego uranu Iranu.

Jeśli reżim popadnie w chaos, około 440 kilogramów uranu wzbogaconego do 60% znajduje się głównie w Isfahanie i nie ma zweryfikowanego planu jego zniszczenia, przejęcia ani zabezpieczenia. To ryzyko nieujęte w cenach.

Czego rynek ropy nie wycenia

Ropa kosztowała około $60 za baryłkę w grudniu. Teraz handluje się powyżej $90, co oznacza ruch o 50% w mniej niż trzy miesiące.

Cieśnina Hormuz obsługuje około 20% światowych przepływów ropy i gazu i jest de facto zamknięta.

Prawie 15 milionów baryłek dziennie nie da się łatwo zastąpić z alternatywnych źródeł, a IEA już uruchomiła swoje największe w historii uwolnienie rezerw.

Rynek wydaje się wyceniać zakłócenie z określonym punktem zakończenia. Może natomiast zaniżać zakłócenie bez takiego punktu.

Iran pokazał, że niskokosztowe drony mogą okresowo wstrzymywać ruch w Hormuzie niezależnie od liczby zniszczonych wyrzutni.

Atak na rafinerię w ZEA, blisko jednego z największych na świecie zakładów przetwórczych, już wstrzymał tam działalność.

Chociaż zdolność Iranu w zakresie pocisków balistycznych jest systematycznie osłabiana, jego możliwość nękania i zakłócania żeglugi za pomocą Shahedów pozostaje w dużej mierze nienaruszona.

Efekt wtórny już wpływa na codzienne dane gospodarcze. Ceny benzyny w USA zbliżają się do $4 za galon, z poziomu około $3 zaledwie kilka tygodni temu. Wzrosty cen diesla przenikają do kosztów frachtu i łańcuchów dostaw artykułów spożywczych.

Nowy przewodniczący Fed staje wobec prezydenta naciskającego na obniżki stóp, podczas gdy gospodarka absorbuje efekt równoważny podatkowi po stronie podaży.

To połączenie historycznie nie rozwiązywało się szybko.

Kto zyskuje, gdy wszyscy patrzą na pole bitwy

Najważniejszy skutek tego konfliktu nie ma nic wspólnego z rakietami.

USA już rozpoczęły przenoszenie zaawansowanych systemów obrony przeciwrakietowej z Indo-Pacyfiku na Bliski Wschód.

Chiny przez lata symulowały dokładnie taki scenariusz, gromadziły rezerwy w okresie niskich cen, elektryfikowały flotę samochodową i zmniejszały zależność od Hormuzu.

Rosja otrzymuje ulgi w sankcjach USA dotyczących eksportu ropy i pozycjonuje się, by wypełnić lukę LNG pozostawioną przez niedziałającą infrastrukturę Kataru. Oba kraje korzystają z wojny, w której nie biorą udziału.

Sektor obronny to oczywisty beneficjent.

Zaległości w produkcji pocisków przechwytujących w Lockheed i RTX będą się ciągnąć przez lata, niezależnie od tego, jak to się skończy.

Mniej oczywisty wniosek dotyczy infrastruktury energetycznej.

Jeśli Hormuz pozostanie sporny dobrze wchodząc w końcówkę lat 2020., kapitał upstream przesunie się w stronę USA, Kanady i Gujany.

Proces ten już jest w toku. Wojna wyniszczeniowa w Zatoce jedynie go przyspiesza.