Rzeczywistość stojąca za umową amerykańsko-chińską: co oznacza dla inwestorów

  • Porozumienie amerykańsko-chińskie jest tymczasowym ramem, w którym nie ma żadnych niejasnych zobowiązań i reform strukturalnych.
  • Europejski sektor motoryzacyjny jest pierwszym, który ucierpiał z powodu globalnych ograniczeń eksportu metali ziem rzadkich przez Chiny.
  • Jest to nowa era upolitycznionych łańcuchów dostaw, w której technologia i dostęp do zasobów definiują globalną dźwignię.

Wszyscy chcą wierzyć, że wojna handlowa się ochładza. Ale to mało prawdopodobne.

Po 2 dniach negocjacji w ramach czegoś, co miało być "szybkim spotkaniem" w Londynie, amerykańscy i chińscy urzędnicy ogłosili "wstępne ramy" w celu uspokojenia napięć i ożywienia rozejmu w Genewie.

Ale pod nagłówkami o uścisku dłoni rzeczywistość nie wydaje się tak pozytywna. To nie jest prawdziwy reset, ale przerwa.

I choć wciąż nie została oficjalnie podpisana, może ona stwarzać pewne możliwości dla inwestorów, w zależności od rzeczywistego wyniku.

Co tak naprawdę zostało uzgodnione?

Rozmowy w Londynie przyniosły "niewiążące i tymczasowe ramy", które miały uratować porozumienie genewskie przed upadkiem. Ale podobnie jak w przypadku rozmów z zeszłego miesiąca, szczegóły pozostają niejasne.

Kluczowym rezultatem było wyrażenie przez Chiny zgody na przyspieszenie dostaw magnesów ziem rzadkich oraz zgoda USA na poluzowanie niektórych kontroli eksportu.

Delegacje przedstawią teraz propozycję prezydentom Trumpowi i Xi Jinpingowi do ostatecznego zatwierdzenia. Jeśli się podpiszą, wstrzyma to snapback taryfowy ustalony na 10 sierpnia.

Jeśli tak się nie stanie, powrócą cła w wysokości do 145% na import z Chin z USA. Chiny odpowiedziałyby nawet 125% na amerykańskie towary.

Sekretarz handlu USA Howard Lutnick powiedział, że porozumienie "kładzie mięso na kościach" konsensusu genewskiego May. Ale przyznał również, że poza tym nie daje to zbyt wiele jasności.

W podobnym tonie wypowiedział się chiński negocjator Li Chenggang. Rozmowy zostały opisane jako "dogłębne i szczere", ale konkretne rezultaty pozostają nieliczne.

Rynki prawie się nie poruszyły. Indeks MSCI Asia Pacific wzrósł o 0,57% po tej wiadomości. Kontrakty terminowe na amerykańskie akcje nieznacznie spadły. Juan był płaski.

Ta reakcja wyraźnie pokazuje, że inwestorzy pozostają konserwatywni. To była tylko ulga, że sytuacja się nie pogorszyła.

Dlaczego Europa ucierpiała jako pierwsza

Najbardziej bezpośrednie szkody gospodarcze wynikające z tej amerykańsko-chińskiej umowy zaskakująco widać w Stuttgarcie i Mladá Boleslav.

W kwietniu Chiny nałożyły globalną kontrolę eksportu na siedem kategorii minerałów ziem rzadkich.

Należą do nich neodym i dysproz, kluczowe surowce do silników pojazdów elektrycznych i sprzętu wojskowego.

To nie było wymierzone tylko w Waszyngton. Europa znalazła się w krzyżowym ogniu.

Europejski sektor motoryzacyjny, a zwłaszcza producenci pojazdów elektrycznych w Niemczech i Czechach, borykają się obecnie z wyższymi kosztami produkcji i poważną niepewnością dotyczącą zaopatrzenia.

Biorąc pod uwagę, że Chiny posiadają dwie trzecie światowego rynku przetworzonych ciężkich metali ziem rzadkich, zależność Europy stała się obciążeniem.

Chociaż środki te były początkowo postrzegane jako odwet na USA, ich globalny zasięg naraził producentów z UE na ryzyko.

Skutki te pojawiają się zaledwie kilka tygodni przed szczytem UE-Chiny w Pekinie, na którym obie strony mają zająć się napięciami handlowymi i dostępem do krytycznych minerałów.

Prawdziwa stawka: żetony kontra magnesy

To, co się dzieje, nie dotyczy tylko ceł czy bilansu handlowego. Chodzi o dźwignię finansową.

Stany Zjednoczone są kluczem do zaawansowanego projektowania chipów, oprogramowania AI i najnowocześniejszych technologii lotniczych.

Chiny kontrolują kluczowe materiały używane do ich budowy. Około 90% światowej podaży magnesów ziem rzadkich pochodzi z Chin.

Te minerały są używane nie tylko w samochodach. Są niezbędne we wszystkim, od rakiet, przez turbiny wiatrowe, po smartfony.

W odpowiedzi na wprowadzone przez Pekin ograniczenia dotyczące metali ziem rzadkich, Waszyngton cofnął licencje eksportowe na narzędzia do projektowania chipów i chemikalia używane w produkcji półprzewodników.

Celem było zahamowanie rozwoju technologicznego Chin. Rezultatem jest nowy rodzaj wojny ekonomicznej, w której główną bronią jest dostęp.

To porozumienie ramowe, jeśli zostanie zatwierdzone, złagodzi blokadę po obu stronach. Nikt jednak nie demontuje architektury ekonomicznego powstrzymywania.

Amerykańscy urzędnicy nie znieśli podstawowych kontroli. Chiny nadal upierają się, że każda długoterminowa umowa musi umożliwiać im dostęp do kluczowych technologii i światowych rynków.

Porozumienie londyńskie pomija to wszystko.

Czy chodzi o handel, czy o politykę?

Ten konflikt nie ma już tylko charakteru gospodarczego. Jest głęboko polityczna. Trump chce umowy, którą może sprzedać wyborcom, jako dowodu, że jest twardy i skuteczny.

Xi chce porozumienia, które będzie mógł promować w kraju jako równe i godne. Żaden z nich nie chce być postrzegany jako ustępujący pola.

Dlatego ta umowa unika wszystkiego, co trwałe. Opóźnia decyzje. Daje to obu przywódcom sposób na powiedzenie: mamy kontrolę.

Ale koszty ekonomiczne rosną. Eksport Chin do USA spadł w maju o 34,5%, co jest najgorszym spadkiem od początku 2020 roku.

Amerykańscy importerzy nadal borykają się z wyższymi kosztami i chociaż Rezerwa Federalna nie bije jeszcze na alarm, zaufanie biznesu jest kruche.

Bank Światowy właśnie obniżył swoją prognozę globalnego wzrostu na 2025 r. do 2,3%, powołując się na niepewność handlową jako kluczowe ryzyko.

Żadna ze stron nie może zmusić drugiej do spasowania. Stany Zjednoczone mają potęgę gospodarczą, ale Xi ma polityczną wytrzymałość.

Pekin zakłada, że Trump stoi w obliczu większej presji wewnętrznej i potrzebuje rozwiązania bardziej pilnie niż Chiny.

Jacyś potencjalni zwycięzcy?

Górnicy metali ziem rzadkich poza Chinami, szczególnie w Australii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, mogą zyskać, ponieważ kraje starają się zdywersyfikować dostawy.

Firmy produkujące półprzewodniki mogą odnieść korzyści w przypadku złagodzenia kontroli eksportu, choć na razie tylko nieznacznie.

Firmy lotnicze, takie jak Boeing, i kontrahenci zbrojeniowi uzależnieni od metali ziem rzadkich mogą odczuć pewną ulgę. Ale nikt nie powinien liczyć na duży rajd.

Europejscy producenci samochodów są zdecydowanymi przegranymi. Płacą wyższe koszty bez żadnej ulgi w polisie.

W tarapatach są również chińscy eksporterzy, zwłaszcza w sektorze elektroniki użytkowej, gdzie popyt w USA zanurkował.

A dla małych producentów, którzy znaleźli się między dwoma reżimami bezpieczeństwa narodowego, przesłanie jest proste: nie liczysz się w tej walce.

Co gorsza, deficyt zaufania rośnie. Za każdym razem, gdy taka transakcja się rozpada, rynki stają się bardziej sceptyczne co do tego, czy następna się utrzyma.

Inwestorzy zaczynają wyceniać w świecie, w którym łańcuchy dostaw są trwale upolitycznione.

Umowa z Londynu to łatka, a nie poprawka. Jeśli zostanie zatwierdzony, kupuje 60 dodatkowych dni spokoju.

Ale siły napędzające ten konflikt, czyli technologia, duma i polityka, nie znikną.

Ostatecznie wojna handlowa nie skończy się w najbliższym czasie. Po prostu ewoluuje w coś mądrzejszego, wolniejszego i trudniejszego do odwrócenia.