Być może Trump nie jest rozjemcą, za jakiego go uważał

  • Trump zatwierdził plany wojskowego uderzenia na Iran, ale opóźnił ich realizację, domagając się pełnej kapitulacji od Teheranu.
  • Konflikt izraelsko-irański nasilił się, siły amerykańskie są w stan gotowości, a ryzyko wojny regionalnej rośnie.
  • Baza MAGA pęka, ponieważ polityka zagraniczna Trumpa jest sprzeczna z jego obietnicami o nieinterwencjonizmie.

Donald Trump objął urząd, przysięgając o wyrzeczenie się zagranicznych wojen. Nazywał siebie rozjemcą, negocjatorem, który potrafił zakończyć konflikty, których inni nie byli w stanie opanować.

Ale sześć miesięcy po jego drugiej kadencji bębny wojenne biją głośniej niż kiedykolwiek.

Tym razem Stany Zjednoczone mogą być o krok od rozpoczęcia nalotów na Iran.

Trump ma teraz możliwość odwrócenia tego, co nazwał porażkami polityki zagranicznej administracji Bidena, odnosząc się do wycofania się z Afganistanu w 2021 roku.

Gdy Izrael i Iran wymieniają się ogniem, a amerykańskie aktywa wojskowe zalewają region, prezydent USA jest teraz uwięziony między swoimi instynktami, swoją bazą i światem, który nie chce siedzieć cicho.

Jego dziedzictwo nie zależy teraz od pokoju, ale od tego, jak poradzi sobie z perspektywą wojny.

Czy USA mają zamiar uderzyć na Iran?

Izrael rozpoczął dużą kampanię wojskową o nazwie "Operacja Rising Lion" 12 czerwca, uderzając precyzyjnymi nalotami na irańskie obiekty nuklearne i wojskowe.

W odpowiedzi Iran wystrzelił ponad 400 pocisków balistycznych i setki dronów na izraelskie miasta, raniąc ponad 800 osób.

Bezpośrednie uderzenie w Centrum Medyczne Soroka w Beer Szewie nadało ton, że nie jest to już tylko regionalny impas.

Staje się to wojną między państwami.

Trump już zatwierdził amerykańskie plany uderzeniowe za zamkniętymi drzwiami. Według wielu doniesień, Pentagon jest gotowy.

We wschodniej części Morza Śródziemnego stacjonują trzy niszczyciele US Navy.

Dwie grupy uderzeniowe lotniskowców są na miejscu lub są w drodze na Morze Arabskie.

Tankowce i myśliwce tankujące w powietrzu zostały przemieszczone do baz europejskich.

Ale Trump się waha. Publicznie pozostaje niejasny. — Mogę to zrobić. Nie mogę" – powiedział dziennikarzom, powtarzając znajomy już refren.

Najbardziej prawdopodobnym celem USA, jak twierdzą eksperci wojskowi, jest zakład wzbogacania uranu w Fordow. Jest zakopany pod górą.

Tylko amerykańskie bomby niszczące bunkry mogą go zniszczyć.

Czego tak naprawdę chce Trump?

Biały Dom upiera się, że cel jest prosty: nie dopuścić do tego, by Iran kiedykolwiek uzyskał broń nuklearną.

Trump zażądał od Iranu "bezwarunkowej kapitulacji" swojego programu nuklearnego.

Całkowity demontaż, nieograniczone przeglądy i stała weryfikacja.

Teheran odmówił. Najwyższy przywódca ajatollah Ali Chamenei ostrzegł, że interwencja USA będzie miała "nieodwracalne konsekwencje".

Mimo to Iran twierdzi, że nie szuka bomby i pozostaje otwarty na dyplomację, ale nie na muszce.

Przekaz samego Trumpa był niekonsekwentny. Na kilka dni przed uderzeniem Izraela na Teheran ostrzegł Netanjahu, że eskalacja militarna może podważyć rozmowy amerykańsko-irańskie.

Po strajkach chwalił je jako "doskonałe". Tymczasem jego administracja twierdzi, że Stany Zjednoczone nie są w to zaangażowane, mimo że chwalą się "całkowitą kontrolą nad niebem nad Iranem".

Ten wzorzec publicznej dwuznaczności i prywatnej eskalacji spowodował powszechne zamieszanie.

Nawet wysocy rangą amerykańscy prawodawcy twierdzą, że nie otrzymali żadnej jasnej instrukcji. Komisje ds. wywiadu pozostają w niewiedzy.

Nie ma oficjalnego upoważnienia Kongresu do wojny.

Trump nazywa to strategią. Krytycy nazywają to chaosem.

Amerykanie są równie zdezorientowani

Sondaż przeprowadzony przez Washington Post wykazał, że tylko 25% Amerykanów popiera amerykański atak na Iran.

Czterdzieści pięć procent jest temu przeciwnych. Reszta nie jest pewna.

Wśród Republikanów poparcie wzrasta do 47 proc., ale aż 24 proc. sprzeciwia się interwencji. Niezależni mocno opierają się na strajkach.

Baza MAGA, niegdyś niezawodnie stojąca za Trumpem, pęka.

Steve Bannon, Tucker Carlson i Marjorie Taylor Greene zdecydowanie sprzeciwili się wszelkim amerykańskim działaniom wojskowym.

"Nie możemy mieć kolejnego Iraku" – ostrzegł Bannon. "To nie jest America First".

Carlson stał się viralem, atakując senatora Teda Cruza za forsowanie zmiany reżimu w Teheranie.

Trump pozostaje niepokorny:

"Moi kibice kochają mnie bardziej niż kiedykolwiek. Wiedzą, że nie szukam walki, ale nie pozwolę Iranowi mieć broni nuklearnej".

Mimo to reakcja jest realna. Wielu wyborców Trumpa uwierzyło mu, gdy powiedział, że zakończy zagraniczne wojny. Teraz jest o jedno uderzenie od rozpoczęcia jednego.

Szersza mapa: trzy punkty zapalne, brak zwycięstw

Iran nie jest jedynym punktem zapalnym, którym Trump żongluje. Na Ukrainie Rosja właśnie przeprowadziła najbardziej śmiercionośny atak rakietowy na Kijów od miesięcy.

Rozmowy pokojowe, które wynegocjowano w maju, załamały się. Pomimo obietnic szybkiego zakończenia wojny, Trump nie nałożył nowych sankcji ani nie dostarczył nowej pomocy wojskowej.

Informator Departamentu Stanu nazwał jego politykę wobec Rosji "spektakularną porażką".

W Strefie Gazy sytuacja humanitarna pogarsza się. Dziesiątki osób zginęły w pobliżu szlaków pomocy humanitarnej.

Porozumienie pokojowe opracowane wspólnie przez administracje Bidena i Trumpa rozpadło się w marcu.

Od tego czasu nie pojawiła się żadna nowa inicjatywa. Krytycy Trumpa twierdzą, że nie ma on żadnego planu pracy. Administracja obwinia za chaos Bidena.

Jak na kogoś, kto kiedyś twierdził, że może zakończyć wojnę rosyjsko-ukraińską w ciągu 24 godzin, Trump wydaje się teraz utknąć.

Nie wykazał on chęci wywierania nacisku na Putina, a jego zespół niedawno rozwiązał grupę zadaniową zajmującą się izolacją Moskwy.

Tymczasem Trump nadal przypisuje sobie zasługi za powstrzymanie potyczek granicznych między Indiami a Pakistanem. Ale poza tym nie pojawił się żaden nowy pokój.

Jakie są najbardziej prawdopodobne scenariusze?

Zespół ds. bezpieczeństwa narodowego Trumpa nakreślił opcje militarne. Pytanie nie brzmi już, czy USA mogą uderzyć na Iran. Chodzi o to, czy Trump tego chce.

Jeśli Iran przeprowadzi kolejny atak z dużą liczbą ofiar, zwłaszcza wymierzony w Amerykanów, odpowiedź USA stanie się prawie nieunikniona.

Najbardziej prawdopodobnym celem jest Fordow. Ale uderzenie w nią grozi wojną regionalną. Iran już zagroził amerykańskim bazom w Iraku, Syrii i Zatoce Perskiej.

Do walki mogą wkroczyć marionetki takie jak Hezbollah i Huti. Cieśnina Ormuz, kluczowa globalna arteria naftowa, może zostać przerwana z dnia na dzień.

Jeśli Iran mrugnie, Trump może ogłosić zwycięstwo bez jednego wystrzału.

Byłoby to korzystne politycznie, zaspokoiłoby jego bazę i wzmocniło jego wizerunek jako negocjatora.

Innym scenariuszem jest zwłoka dyplomatyczna. Mocarstwa USA i UE mają spotkać się w Genewie z ministrem spraw zagranicznych Iranu.

To spotkanie może doprowadzić do ochłodzenia lub może zakończyć się całkowitym niepowodzeniem. Jeśli to się nie powiedzie, presja na działanie szybko powróci.

Najbardziej niestabilny wynik jest ulubiony przez Trumpa: trzymanie wszystkich w niepewności.

Zwlekanie w nieskończoność. Pozwalanie, by napięcie rosło. Nie podejmując nieodwracalnych decyzji.

Ale to niesie ze sobą ryzyko. Im dłużej trwa impas, tym większa szansa, że jeden pocisk, jeden dron lub jeden błąd wywoła wojnę, której nikt tak naprawdę nie chce.