Nowe globalne wyzwanie demograficzne: nie za dużo, ale za mało

Nowe globalne wyzwanie demograficzne: nie za dużo, ale za mało
Devesh Kumar
19 lip 2025, 17:48 PM
  • Globalne wskaźniki urodzeń spadają zarówno w krajach bogatych, jak i rozwijających się, co zmienia prognozy demograficzne.
  • Starzenie się społeczeństw obciąża systemy emerytalne i zmusza kraje do ponownego przemyślenia infrastruktury i usług społecznych.
  • Zachęty pieniężne i imigracja w dużej mierze nie zdołały odwrócić długoterminowego spadku dzietności.

Przez długi czas globalne zaniepokojenie koncentrowało się na zagrożeniu przeludnieniem, zbyt dużą liczbą ludzi nadwyrężających zasoby Ziemi.

Ostatnio jednak rozmowa przybrała zaskakujący obrót.

Wskaźniki urodzeń spadają nie tylko w krajach rozwiniętych, takich jak Japonia czy USA, ale także w miejscach, w których kiedyś spodziewano się, że będą napędzać boom demograficzny, takich jak Indie, Indonezja itp.

To, co kiedyś było postrzegane jako tykająca populacyjna bomba zegarowa, teraz jest zastępowane przez coś zupełnie innego: strach przed światem, w którym jest zbyt mało ludzi.

Świat zbliża się do szczytu zaludnienia

W wywiadzie dla Bloomberga Jennifer Sciubba, demograf polityczny, która kieruje Population Reference Bureau, powiedziała, że to prawda, że wskaźniki urodzeń spadają w wielu krajach, ale to nie znaczy, że globalna populacja już osiągnęła szczyt.

W rzeczywistości ONZ nadal spodziewa się, że do 2080 roku liczba ludzi na świecie osiągnie około 10,3 miliarda, zanim liczby zaczną spadać.

To powiedziawszy, oznaki zmian są już widoczne. Na przykład w Stanach Zjednoczonych 40% hrabstw obserwuje obecnie kurczenie się populacji – co kiedyś było rzadkością.

Sciubba zwraca uwagę, że ta zmiana w prognozach demograficznych jest dość nowa.

Przez lata spadek dzietności był obserwowany głównie w bogatszych krajach. Ale teraz jest to globalny wzorzec.

Ludzie na całym świecie zastanawiają się, jak powinna wyglądać wielkość rodziny.

Lepszy dostęp do antykoncepcji oraz rosnące koszty finansowe i emocjonalne związane z wychowywaniem dzieci odegrały dużą rolę w tym, dlaczego mniej osób decyduje się na posiadanie dużej rodziny.

Wpływ na świat rzeczywisty

Sciubba szybko zwraca uwagę, że zmiany demograficzne nie są kryzysem uniwersalnym, ale niosą ze sobą splątaną mieszankę wyzwań, często w sprzeczny sposób.

Jednym z największych problemów jest starzenie się. W wielu krajach, zwłaszcza tych, w których obowiązują repartycyjne systemy emerytalne, coraz mniej pracowników jest proszonych o wspieranie rosnącej liczby emerytów.

To wywiera poważną presję na struktury opieki społecznej, które nie zostały zaprojektowane z myślą o tak niestabilnej demografii.

W tym samym czasie rządy są ciągnięte w wielu kierunkach. Niektórzy starają się teraz rozwiązać problem niedoboru mieszkań, tylko po to, by martwić się o puste szkoły i nadmiar infrastruktury w przyszłości.

Zmiany te zmuszają do ponownego przemyślenia wszystkiego, od tego, gdzie budować domy, po to, jak inwestować w edukację i opiekę długoterminową.

Sciubba wcześniej doradzał Departamentowi Obrony USA w kwestiach demograficznych, ale dostrzega również polityczne skutki fali.

Kraje o bardzo młodej populacji mogą być bardziej podatne na niepokoje i niestabilność, podczas gdy starzejące się narody są zmuszane do szukania nowych sposobów na rozwój gospodarek i utrzymywanie więzi społecznych w miarę rozwoju tradycyjnych struktur rodzinnych i zawodowych.

Nie tylko zatrudnienie

Mimo to Sciubba twierdzi, że rzucanie pieniędzy na problem rzadko działa.

Kraje takie jak Korea Południowa oferowały wszelkiego rodzaju dodatki, premie pieniężne, subsydiowaną opiekę nad dziećmi, a nawet wsparcie mieszkaniowe, ale nic z tego nie poruszyło zbytnio igły.

Kraj ten nadal ma najniższy na świecie wskaźnik urodzeń. Imigracja jest często przedstawiana jako rozwiązanie, ale to też nie jest takie proste. To może pomóc, jasne, ale to nie jest magiczne rozwiązanie.

Naciski polityczne, napięcia kulturowe i obawy o miejsca pracy lub tożsamość często utrudniają skalowanie działalności.

Sciubba mówi, że musimy przemyśleć to, do czego dążymy w pierwszej kolejności.

Oznacza to budowanie systemów, które faktycznie wspierają ludzi: przystępna cenowo opieka nad dziećmi, solidna opieka zdrowotna, pomoc dla osób starszych.

Oznacza to również ułatwienie ludziom dłuższej pracy, jeśli tego chcą, bez zmuszania wszystkich do pracy do 70. roku życia tylko po to, aby utrzymać emerytury na powierzchni.

I, co być może najważniejsze, jak mówi Sciubba, musimy przestać postrzegać wzrost populacji jako jedyną miarę sukcesu.

Mniejsze, zdrowsze i bardziej odporne społeczeństwo może służyć ludziom lepiej niż takie, które po prostu próbuje się rozrosnąć.