Czy Ameryka naprawdę bogaci się na dochodach z ceł?

  • Przychody z ceł gwałtownie rosną, osiągając rekordowy poziom w lipcu i przewiduje się, że w tym roku osiągną 308 miliardów dolarów.
  • Amerykańscy producenci kurczą się, a nie rozwijają, pomimo twierdzeń o repatriacji.
  • Koszty ponoszą konsumenci i przedsiębiorstwa, a nie zagraniczni eksporterzy.

Stany Zjednoczone pobierają więcej dochodów z ceł niż kiedykolwiek we współczesnej historii.

Tylko w lipcu pociągnął prawie 30 miliardów dolarów z ceł. To po 26,6 mld USD w czerwcu i 22,2 mld USD w maju.

To rekordowe liczby. Przy obecnym tempie roczne przychody z ceł mogą osiągnąć 308 miliardów dolarów, co stanowi czterokrotny skok w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Te pieniądze skądś się biorą. A wpływ, jaki to wywiera, zaczyna być widoczny w rachunkach Waszyngtonu, w bilansach firm, zachowaniach konsumentów i globalnej gospodarce.

Jak Stany Zjednoczone pobiły powojenny rekord w zakresie ceł

W sierpniu nowe środki handlowe prezydenta Trumpa oficjalnie weszły w życie, podnosząc cła dla prawie wszystkich głównych partnerów handlowych USA.

Średnia stawka celna w USA wynosi obecnie 15,2%, w porównaniu z zaledwie 2,3% rok temu.

To najwyższy wynik od czasów II wojny światowej – podaje Bloomberg.

Nowa struktura obejmuje 15% cła na towary z Europy, Japonii i Korei Południowej.

Kraje takie jak Indie stoją w obliczu 50-procentowych ceł po tym, jak nie udało im się osiągnąć wynegocjowanego porozumienia. Inne stawki były po prostu przypisane.

Od początku tych podwyżek w marcu dochody z ceł w USA eksplodowały.

Cła przyniosły 8,2 miliarda dolarów w marcu, po czym nastąpił gwałtowny skok do 15,6 miliarda dolarów w kwietniu.

Do lipca miesięczne przychody osiągnęły 29,6 miliarda dolarów. W ciągu trzech miesięcy, od maja do lipca, zebrano 77 miliardów dolarów.

To więcej niż w całym roku podatkowym 2024.

Jeśli obecna dynamika się utrzyma, oczekuje się, że przychody z ceł osiągną 308 miliardów dolarów do 2025 roku.

Dla porównania, jest to prawie taka sama kwota, jaką rząd USA zebrał w zeszłym roku z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych, który wyniósł 366 miliardów dolarów.

Cła stały się głównym źródłem podatków.

Kto więc za to płaci?

To nie Chiny, Europa czy Indie. Cła są pobierane przez amerykański Urząd Celny i Ochrony Granic od amerykańskich importerów.

Są to podatki płacone przez firmy amerykańskie, gdy wwożą towary do kraju.

W tym scenariuszu importerzy stają przed wyborem. Albo absorbują koszty i przerzucają je na konsumentów, albo znajdują alternatywnych dostawców.

To, czego nie mogą zrobić, to wysłać rachunek do obcego rządu.

To, czy koszt dotrze do klienta końcowego, zależy od tego, jak dużą władzę cenową ma firma.

Jeśli konsumenci będą się sprzeciwiać, firmy nie mogą podnosić cen bez utraty sprzedaży.

Na rynkach takich jak motoryzacja ten opór jest teraz widoczny. Po latach inflacji cen w czasie pandemii ceny nowych samochodów przestały rosnąć.

Niektóre modele zaczęły upadać.

Wywiera to presję na firmy z globalnymi łańcuchami dostaw. GM spodziewa się w tym roku 5 miliardów dolarów kosztów taryfowych. Ford podniósł swoje szacunki do 2 miliardów dolarów.

Firmy, które zbudowały swoje sieci produkcyjne w Meksyku, Korei Południowej i Chinach, teraz borykają się z wyższymi kosztami za te same towary, które zawsze sprzedawały.

Niektóre mają mniejsze pole manewru. Środowisko konsumentów wydających pieniądze w latach 2020-2022 zniknęło.

Wracają rabaty. Zapasy się gromadzą. Depozyty się zacieśniają.

Rzeczywistość jest prosta. Cła to podatek nakładany na amerykańskie firmy. Niezależnie od tego, czy są przenoszone, czy nie, wpływają na strukturę kosztów gospodarki.

Czy repatriacja naprawdę ma miejsce?

Jednym z głównych założeń polityki celnej jest to, że sprowadzi ona produkcję z powrotem do Ameryki. I są pewne oznaki, że to się zaczyna.

Od 2022 roku budowa fabryk gwałtownie wzrosła. Miesięczne wydatki na nowe budynki przemysłowe wynoszą obecnie od 18 do 20 miliardów dolarów.

To trzykrotnie więcej niż dwa lata temu.

Wielkie korporacje ogłosiły nowe linie produkcyjne i zmiany w łańcuchu dostaw.

Ale te projekty wymagają czasu. Nawet przeniesienie produkcji do istniejącego zakładu może zająć miesiące. Budowa i wyposażenie nowego zajmuje lata.

I jest w tym pewna zasadnicza sprzeczność. Jeśli repatriacja zakończy się sukcesem, a import spadnie, dochody z ceł również powinny spaść.

Nie można pobierać setek miliardów z podatków importowych i jednocześnie twierdzić, że krajowa produkcja zastąpiła zagraniczną podaż.

Jedno musi upaść, aby drugie się podniosło.

Najnowsze dane Instytutu Zarządzania Dostawami pokazują zupełnie inny obraz sytuacji w terenie.

Aktywność fabryk w USA skurczyła się w lipcu w najszybszym tempie od dziewięciu miesięcy.

Zamówienia się skurczyły. Zatrudnienie spadło do najniższego poziomu od pięciu lat. To pięć kolejnych miesięcy kurczenia się.

W związku z tym dochody z ceł gwałtownie rosną, ale krajowa produkcja się kurczy.

Gdyby repatriacja miała działać na dużą skalę, import by spadł, wpływy z ceł zmniejszyłyby się, a zamówienia fabryczne i miejsca pracy wzrosłyby.

Dzieje się odwrotnie.

Co mówią nam konsumenci

Wzrost ceł następuje w czasie, gdy amerykańscy konsumenci zmieniają swoje zachowanie. Inflacja ochłodziła się, ale powróciła wrażliwość cenowa.

Wskaźnik CPI dla nowych pojazdów spada już trzeci miesiąc z rzędu. Ceny odzieży i obuwia są płaskie lub nieznacznie spadły rok do roku.

Inflacja dóbr trwałych utknęła w martwym punkcie. Konsumenci nie są już skłonni płacić zawyżonych cen po pandemii.

Sprzedawcy detaliczni reagują rabatami. Mają również trudności z przerzuceniem nowych kosztów.

Wiele z nich podniosło ceny znacznie bardziej niż ich koszty produkcji w czasie pandemii.

To rozszerzenie marży jest obecnie odwracane. Firmy powróciły do oferowania zachęt i promocji.

Walmart i Target obniżają ceny w kluczowych kategoriach. Marki po raz kolejny konkurują ze sobą pod względem wartości.

W tym środowisku cła działają jak ukryty podatek; taki, który wyciska zyski, nie pokazując się wyraźnie w cenach naklejek.

Jak dotąd szersze dane o inflacji nie wzrosły. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że firmy absorbują ten wpływ.

Eksperci ostrzegają jednak, że nie może to trwać w nieskończoność. Jeśli koszty nakładów będą nadal rosły, presja w końcu dotrze do konsumentów.

Co teraz widzi rynek

Inwestorzy uważnie obserwują historię taryf. Rynki zanurkowały, gdy ogłoszono nową politykę Trumpa, ale odrobiły straty po tym, jak firmy zasugerowały, że krótkoterminowy wpływ jest możliwy do opanowania. Ale ta perspektywa jest obecnie testowana.

W ostatnich tygodniach największe banki wydały ostrzeżenia. Spodziewają się spadku indeksu S&P 500 w nadchodzących miesiącach, powołując się na słabnący wzrost, spowolnienie wydatków konsumpcyjnych i niepewność handlową.

Raporty o zyskach z sektorów narażonych na cła pokazują pęknięcia. Firmy motoryzacyjne, sprzedawcy detaliczni i firmy z branży dóbr konsumpcyjnych zaczynają rewidować swoje prognozy.

Jednocześnie są pokłady optymizmu. Sektory technologii i sztucznej inteligencji trzymają się mocno. Ale szerszy rynek nie traktuje już taryf jako czegoś niezwiązanego ze zdarzeniem.

Trwają również postępowania sądowe dotyczące nowych taryf. Trump oparł się na uprawnieniach nadzwyczajnych i istniejącym prawie handlowym, aby nałożyć najnowsze środki.

Niektórzy prawnicy twierdzą, że te działania mogą nie utrzymać się w sądzie. Jeśli zostaną one uchylone, może to wymusić zwroty, zakłócić prognozy fiskalne i zwiększyć niepewność.

Najostrzejsza prawda: to nie są darmowe pieniądze

Nie da się ukryć, że Stany Zjednoczone zbierają ogromne sumy pieniędzy poprzez cła. To jest fakt.

Ale to, skąd pochodzi, jest równie ważne, jak to, ile to jest.

To nie jest nowe bogactwo. Jej dochody pozyskiwane są z gospodarki krajowej.

Firmy płacą więcej za przewóz towarów do kraju. Niektórzy przekazują ją dalej. Inni tną marże.

Jeśli chodzi o repatriację, cła nie zastępują produkcji zagranicznej produkcją amerykańską.

Opodatkowują te same łańcuchy dostaw co wcześniej, tylko po wyższych kosztach.

Jeśli celem jest zmniejszenie deficytu handlowego i odbudowa przemysłu, koszty są skoncentrowane na wstępie poprzez podatki nakładane na sektor prywatny. Na razie korzyści, jeśli nadejdą, są w przyszłości.