Czy Trump prowadzi wojnę z wykwalifikowanymi azjatyckimi imigrantami?

  • Nowa opłata H-1B w wysokości 100 tys. USD najmocniej uderza w indyjskich pracowników technologicznych, podnosząc koszty dla amerykańskich start-upów i uniwersytetów.
  • W wyniku nalotu na fabrykę Hyundaia w Georgii zatrzymano 475 Koreańczyków, co zachwiało zaufaniem inwestorów do amerykańskich projektów przemysłowych.
  • Polityka ta grozi wypchnięciem innowacji za granicę i nadwyrężeniem więzi USA z kluczowymi sojusznikami w Azji, co osłabi konkurencyjność.

Stany Zjednoczone szczycą się tym, że są magnesem przyciągającym najzdolniejsze talenty na świecie.

"Amerykański sen" był obietnicą dla wszystkich na całym świecie.

Wiza H-1B jest główną bramą dla naukowców, inżynierów i przedsiębiorców do kraju wolności.

W ostatnich dniach administracja Trumpa przeforsowała nową opłatę w wysokości 100 000 dolarów za nowe petycje o wizę H-1B i przeprowadziła głośny nalot na fabrykę akumulatorów Hyundai w Georgii, aresztując setki koreańskich pracowników.

Razem te działania wskazują na szersze represje, które wykraczają poza rutynową politykę imigracyjną.

Obecnie nie jest jasne, czy Stany Zjednoczone są nadal otwarte na wykwalifikowane talenty z Azji, czy też celowo wyceniają je na niskim poziomie.

Dwa kluczowe punkty

19 września prezydent Trump wydał proklamację nakładającą opłatę w wysokości 100 000 dolarów za każdą nową petycję H-1B złożoną po 21 września.

Wstępne raporty opisywały ją jako opłatę roczną.

Wyjaśnienia agencji federalnych potwierdziły później, że jest to jednorazowa opłata, która nie ma zastosowania do obecnych posiadaczy wiz.

Ale mimo to posunięcie to oznacza dramatyczny wzrost kosztów zatrudniania wykwalifikowanych pracowników zagranicznych.

Czas jest godny uwagi. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej USCIS wdrożył zasady "modernizacji H-1B", które rozszerzyły uprawnienia do wizyt na miejscu, zrestrukturyzowały loterię w celu ograniczenia gier i rozszerzyły ochronę F-1 przed lukami w zabezpieczeniach.

Przekaz był już taki, że należy się mu bardziej uważniej przyjrzeć. Teraz nowa opłata podnosi poprzeczkę od zgodności do całkowitego racjonowania kosztów.

Równolegle agenci Bezpieczeństwa Wewnętrznego wtargnęli do fabryki Hyundaia w Ellabell w stanie Georgia, zatrzymując 475 obywateli Korei w jednym z największych nalotów na miejsca pracy od dziesięcioleci.

Urzędnicy stwierdzili, że wiele z nich naruszyło przepisy wizowe, ale optyka była niewątpliwa.

Projekt, który miał kluczowe znaczenie dla amerykańskiego rozwoju pojazdów elektrycznych, został zamieniony w pole bitwy egzekwowania prawa imigracyjnego.

Dlaczego Hindusi i Koreańczycy odczuwają szok inaczej

Według Pew Research, Indie odpowiadają za prawie 70% zatwierdzeń H-1B. Odsetek ten gwałtownie wzrósł od 2008 roku.

W roku podatkowym 2024 USCIS rozpatrzył prawie 400 000 wniosków o wizę H-1B, z czego 141 000 dotyczyło początkowego zatrudnienia.

Opłata startowa w wysokości 100 000 USD najmocniej uderza w indyjskie firmy świadczące usługi IT i start-upy technologiczne, które od dawna wykorzystują program jako rampę wejściową dla inżynierów offshore.

Większe firmy mogą płacić. Mniejsze będą się wahać lub porzucać plany sprowadzenia talentów.

Efekt domina jest już widoczny. Indyjskie akcje IT spadły od czasu ogłoszenia, a rupia osłabiła się, ponieważ inwestorzy biorą pod uwagę zmniejszenie onshoringu w USA.

Firmy zmieniają strategię w kierunku transferów wewnątrz firmy L-1, budują większe zespoły w Kanadzie i Europie oraz doradzają pracownikom w zakresie przejścia z F-1 na H-1B bez podróży międzynarodowych.

Ekspozycja Korei jest inna. Udział tego kraju w uzyskaniu wiz H-1B jest niewielki, ale koreańskie grupy inwestują dziesiątki miliardów w amerykańskie fabryki chipów i baterii.

Nie są zależni od inżynierów oprogramowania, ale od personelu budowlanego i rozruchowego. Nalot na Ellabell uwypukla słabość tego modelu.

Przedsiębiorstwa wielonarodowe mogą ponownie podpisywać umowy i korzystać z wiz L-1 dla pracowników wyższego szczebla, ale postrzeganie wrogości będzie miało wpływ na harmonogramy inwestycyjne.

Seul już powiązał tarcia wizowe z opłacalnością swojej ekspansji przemysłowej w Ameryce.

Ekonomia opodatkowania talentów

Nowy wymóg 100 000 dolarów funkcjonuje nie tyle jako zabezpieczenie, co jako cło na napływ wiedzy.

Ekonomia jest prosta. Kiedy wejście jest droższe, przybywa mniej pracowników.

Badania wielokrotnie wykazywały, że wykwalifikowani imigranci podnoszą lokalne płace, zwiększają liczbę patentów i poszerzają pulę kapitału ludzkiego w amerykańskich miastach.

Peri, Shih i Sparber (2015) wykazali, że wzrost liczby pracowników STEM H-1B korelował ze wzrostem płac absolwentów szkół wyższych urodzonych w kraju.

Lincoln i Kerr (2008) znaleźli bezpośredni związek między przyznaniem się do H-1B a wyższą liczbą patentów.

Restrykcje zazwyczaj nie sprzyjają rodzimemu zatrudnieniu. Badania Glennon (2023) oraz Mahajan i in. (2024) pokazują, że gdy firmy tracą dostęp do pracowników z wizą H-1B, nie zastępują ich Amerykanami. Oni pracują za granicą.

Oznacza to mniejsze wydatki w USA, mniejsze grupowanie talentów i wolniejsze tempo innowacji.

Nowa opłata jest zatem korzystna dla największych firm technologicznych, które mogą połknąć koszty, jednocześnie wywierając presję na uniwersytety, szpitale i start-upy.

Efekt ekonomiczny jest regresywny. Przetrwają wielcy zasiedziałe firmy, mali innowatorzy wycofują się, a drugorzędne centra technologiczne tracą najwięcej.

Co kryje się za zmianą polityki

Jeśli ekonomia jest jasna, polityka jest jeszcze bardziej przejrzysta. Przez lata konserwatyści twierdzili, że sprzeciwiają się tylko nielegalnej imigracji.

Migracja wykwalifikowanych pracowników miała być inna.

Ale granice się zacierają. Administracja wskazuje, że obecnie nawet legalny, wysoko wykwalifikowany wjazd jest podejrzany.

Wiele z nich dotyczy Indii. Hindusi dominują w rurociągu H-1B i są coraz bardziej widoczni w technologii, środowisku akademickim i polityce.

Dla części amerykańskiej prawicy ta widoczność podsyca poczucie demograficznego przemieszczenia na szczycie piramidy.

Bitwy w mediach społecznościowych o indyjskich inżynierów stały się punktami zapalnymi w amerykańskich wojnach kulturowych.

Steve Bannon ostrzegał w 2016 roku, że azjatyccy dyrektorzy generalni przekształcają Dolinę Krzemową. Amy Wax argumentowała , że imigracja z Azji przechyliła elektorat.

Nowa opłata nadaje formę polityczną tym obawom.

Dla Koreańczyków szok nie wynika z polityki demograficznej, ale z narzucania spektaklu.

Najazd na Ellabell został przedstawiony jako ćwiczenie z prawa i porządku, ale liczy się symbolika.

Partner w łańcuchu dostaw uważany za kluczowego dla polityki przemysłowej USA był traktowany jako zbędny.

Podważa to wiarygodność Waszyngtonu, który prosi sojuszników o inwestowanie w amerykańskie fabryki, a nie w chińskie.

Na co powinni zwrócić uwagę inwestorzy

Główne liczby są jasne. Wstępne zatwierdzenia H-1B spadną. Liczba petycji L-1 i O-1 wzrośnie, ale nie na tyle, aby zrekompensować straty.

Uniwersytety i laboratoria badawcze odczują presję jako pierwsze.

Prawdziwym testem będzie to, czy drugorzędne miasta, które miały nadzieję na rozwój jako centra technologiczne, teraz utknęły w martwym punkcie.

Liczba patentów i przepływ transakcji VC pokażą to w ciągu najbliższych dwóch lat.

W przypadku indyjskich firm informatycznych dostosowanie będzie polegało na realokacji pracy za granicą i ograniczeniu nowych miejsc pracy w USA.

Inwestorzy powinni spodziewać się wolniejszego onshoringu, wyższych wydatków na zapewnienie zgodności z przepisami i większej liczby zatrudniania w pobliżu kraju w Kanadzie i Europie.

Dla koreańskich konglomeratów kluczową zmienną jest realizacja projektu.

Wszelkie opóźnienia w fabrykach pojazdów elektrycznych lub chipów spowodowane tarciami wizowymi uderzą w wykonawców budowlanych i lokalnych dostawców.

Na poziomie geopolitycznym sprzeczność jest rażąca. Stany Zjednoczone twierdzą, że chcą być liderem w dziedzinie półprzewodników, pojazdów elektrycznych i zaawansowanych systemów obliczeniowych. To wymaga importu potencjału umysłowego.

Zamiast tego Waszyngton sygnalizuje wrogość wobec tych samych inżynierów i personelu zamawiającego, którzy umożliwiają tę budowę.

Indie i Korea to nie tylko eksporterzy siły roboczej. Są strategicznymi sojusznikami. Alienacja Chin osłabia koalicję, której Stany Zjednoczone potrzebują, aby zrównoważyć Chiny.

Być może najwyraźniejszym sygnałem jest to, że Ameryka nie ogranicza się już tylko do zaostrzania przepisów. Celowo podnosi cenę wejścia na rynek dla wykwalifikowanych pracowników azjatyckich.

Niezależnie od tego, czy nazywamy to protekcjonizmem, nacjonalizmem czy kulturowym sprzeciwem, efekt jest taki sam.

Mniej inżynierów w amerykańskich laboratoriach, więcej kodu pisanego za granicą i luka w wiarygodności u sojuszników.