W historycznym głosowaniu Sanae Takaichi została pierwszą kobietą na stanowisku premiera Japonii

W historycznym głosowaniu Sanae Takaichi została pierwszą kobietą na stanowisku premiera Japonii
Deepali Singh
21 paź 2025, 08:55 AM
  • Japoński parlament wybrał Sanae Takaichi na pierwszą kobietę na stanowisku premiera.
  • Jej awans został zapewniony przez nową umowę koalicyjną z prawicową partią opozycyjną.
  • Oczekuje się, że jako protegowana Shinzo Abe będzie realizować jastrzębi, nacjonalistyczny program.

W Japonii tworzy się historia, ale jest to historia wykuta w kryzysie i zdefiniowana przez ostry i zdecydowany zwrot w prawo.

We wtorek parlament narodowy wybrał ultrakonserwatywną Sanae Takaichi na pierwszą kobietę premiera kraju, co było przełomowym momentem, który był możliwy tylko dzięki kruchemu, zawartemu w ostatniej chwili umowie koalicyjnej z nowym i bardziej ideologicznym partnerem.

Wybór 64-letniej protegowanej zamordowanego byłego premiera Shinzo Abe kończy burzliwą trzymiesięczną próżnię polityczną, która ogarnęła naród od czasu katastrofalnej porażki jej partii w wyborach w lipcu.

Jednak jej dojście do władzy, dalekie od bycia momentem jednoczącego triumfu, było brutalną i dzielącą sprawą, która teraz grozi wciągnięciem czwartej co do wielkości gospodarki świata na bardziej jastrzębią i nacjonalistyczną ścieżkę.

Sojusz zawiązany w akcie desperacji

Droga Takaichiego do premierostwa była niepewna. Jej zwycięstwo, zapewnione 237 głosami w potężnej izbie niższej, było możliwe tylko dlatego, że jej walcząca Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP) zdołała zawrzeć nowy sojusz z prawicową Japońską Partią Innowacji.

Umowa była kołem ratunkowym, wykutym w desperacji, która nastąpiła po upadku trwającego od dziesięcioleci partnerstwa LDP z bardziej centrową, wspieraną przez buddystów partią Komeito.

Ale ten nowy i niesprawdzony sojusz jest kruchy.

Wciąż brakuje jej większości w obu izbach parlamentu, co zmusi Takaichiego do nieustannego zabiegania o to, by inne ugrupowania opozycyjne uchwaliły jakiekolwiek ustawy. Jest to niepewna podstawa dla nowego rządu, który już teraz jest postrzegany jako potencjalnie niestabilny i krótkotrwały.

Cena władzy: skręt w prawo

Ceną tego nowego sojuszu jest wyraźny i jednoznaczny zwrot w prawo. Umowa koalicyjna, podpisana tuż przed głosowaniem, jest odzwierciedleniem jastrzębich i nacjonalistycznych poglądów samego Takaichiego.

Oczekuje się, że pójdzie w ślady swojego mentora, Shinzo Abe, naciskając na silniejsze wojsko, bardziej asertywną politykę zagraniczną i kontrowersyjną rewizję pacyfistycznej konstytucji Japonii.

Jej awans już wzbudził zaniepokojenie sąsiadów Japonii, a jej wcześniejsze modlitwy w kontrowersyjnym sanktuarium Yasukuni były postrzegane w Pekinie i Seulu jako znak braku wyrzutów sumienia z powodu japońskiej agresji w czasie wojny.

Chrzest ogniem, podział narodu

Takaichi, były minister bezpieczeństwa gospodarczego i spraw wewnętrznych, stoi w obliczu natychmiastowego i zniechęcającego chrztu ogniem.

Mając słabe zaplecze dyplomatyczne, musi teraz przygotować się do ważnego przemówienia politycznego, rozmów o wysokiej stawce z prezydentem USA Donaldem Trumpem i serii kluczowych szczytów regionalnych.

W domu wyzwania są równie ogromne.

Musi szybko uporać się z rosnącymi kosztami życia i do końca roku opracować pakiet stymulacyjny pobudzający gospodarkę, aby zaradzić głębokiej i rosnącej frustracji społecznej, która doprowadziła do niedawnych porażek wyborczych jej partii.

I choć jej wybór jest historycznym momentem dla narodu często krytykowanego za powolny postęp w kwestii równości płci, Takaichi nie jest ikoną postępu.

Podobnie jak jej brytyjska idolka, Margaret Thatcher, jest zagorzałą konserwatystką, która sprzeciwia się małżeństwom osób tej samej płci i zezwalaniu na osobne nazwiska dla par małżeńskich, a także konsekwentnie sprzeciwia się działaniom na rzecz awansu kobiet.

Udało jej się przebić jeden z najwyższych szklanych sufitów w Japonii, ale droga, którą ma zamiar wytyczyć dla swojego narodu, pozostaje głęboko niepewna i kontrowersyjna.

Premier Indii Modi gratuluje Sanae Takaichi

Gratulacje pojawiły się wkrótce po tym, jak niższa izba japońskiego parlamentu oficjalnie mianowała Takaichiego nowym premierem kraju.

W poście na platformie mediów społecznościowych X premier Modi był wylewny w swoich pochwałach i patrzył w przyszłość w swoich ambicjach związanych z relacjami.

"Najserdeczniejsze gratulacje, Sanae Takaichi, z okazji wyboru na premiera Japonii. Z niecierpliwością czekam na ścisłą współpracę z wami w celu dalszego wzmacniania specjalnego strategicznego i globalnego partnerstwa indyjsko-japońskiego" – napisał Modi.

Dodał, że pogłębiające się więzi są nie tylko kwestią o znaczeniu dwustronnym, ale o znaczeniu globalnym. "Nasze pogłębiające się więzi są niezbędne dla pokoju, stabilności i dobrobytu w całym regionie Indo-Pacyfiku i poza nim" – stwierdził, wyraźnie i bezpośrednio odnosząc się do wspólnego wyzwania, jakim są bardziej asertywne Chiny.

Partnerstwo z celem

Stosunki indyjsko-japońskie są wieloaspektowe i potężne, partnerstwo zbudowane na fundamencie wspólnych interesów gospodarczych i obronnych.

Japonia stała się kluczowym partnerem rozwojowym Indii, głęboko zaangażowanym w szereg najbardziej ambitnych projektów infrastrukturalnych tego kraju.

Jednak to właśnie na szerszej arenie geopolitycznej Indo-Pacyfiku sojusz znalazł swój najgłębszy cel.

Oba kraje ściśle ze sobą współpracują, zarówno dwustronnie, jak i na forach wielostronnych, takich jak Quad, strategiczny dialog na temat bezpieczeństwa, który obejmuje również Stany Zjednoczone i Australię.

Podczas gdy Takaichi przygotowuje się do formalnego objęcia swojej nowej historycznej roli po spotkaniu z cesarzem Naruhito, wiadomość z New Delhi jest jasna: partnerstwo między dwiema azjatyckimi demokracjami jest ważniejsze niż kiedykolwiek.