Ropa po $120, gaz powyżej $4: kto wygrywa w wojnie z Iranem, gdy zbliża się termin?
Sentyment AI: 62/100 Byczy
Ten wynik jest generowany na podstawie analizy treści artykułu napędzanej sztuczną inteligencją.
- Wielokrotne przesuwanie terminów przez Trumpa nauczyło Iran, że czerwone linie Waszyngtonu są przesuwalne.
- Iran jest uszkodzony, lecz nie pokonany, a jego dyplomaci potajemnie składają ramy porozumienia.
- Wtorkowy termin jest realny, ale droga wyjścia już istnieje, jeśli obie strony przestaną prowadzić spektakl.
Za każdy dzień, gdy Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, gospodarka światowa ponosi koszt, którego żaden briefing wojskowy w pełni nie oddaje.
Brent oscyluje blisko $120 za baryłkę.
Ceny benzyny przekraczają $4.
Stawki ubezpieczeń frachtu osiągają poziomy niewidziane od czasów wojen tankowców z lat 80. Odsalarnie w Zatoce Perskiej są w stanie podwyższonej gotowości.
IEA określiła to jako największy kryzys bezpieczeństwa energetycznego w historii, a ta ocena ma już sześć tygodni.
Stany Zjednoczone i Iran tkwią w konflikcie, który rozpoczął się od teorii — uderzyć wystarczająco mocno, wystarczająco szybko, a Teheran będzie negocjował ze słabszej pozycji.
Sześć tygodni później teoria ta nie sprawdziła się. To, co się utrzymało, to cena.
Na stacjach, w łańcuchach dostaw, na rynkach kredytów hipotecznych absorbujących inflacyjne skutki wtórne oraz w budżetach państw zatoki, które usiłują wycenić wojnę bez widocznej daty jej zakończenia.
Wtorkowy termin na 20:00 czasu wschodniego to jak dotąd najbardziej doniosły moment prezydentury Trumpa — nie z powodu tego, co grozi zniszczeniem, lecz z powodu kosztów, które pozostawanie w tym konflikcie już zadaje wszystkim innym.
Oto, co naprawdę się dzieje i dlaczego dzisiejsza noc ma większe znaczenie niż jakikolwiek wcześniejszy termin.
Początkowy „plan”
Wojna zaczęła się od teorii.
Uderzyć w irańską infrastrukturę nuklearną wystarczająco mocno i szybko, a reżim zostanie zmuszony do negocjacji ze słabszej pozycji. Sześć tygodni później ta teoria nie przyjęła się.
Pozostał konflikt, który przerósł swoją pierwotną rację istnienia, proces dyplomatyczny, który jest potajemnie bardziej zaawansowany niż sugeruje publiczna retoryka, oraz termin we wtorek o 20:00 czasu wschodniego, który może być jak dotąd najbardziej doniosłym momentem prezydentury Trumpa.
Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły skoordynowane uderzenia na Iran 28 lutego 2026 r., będące kontynuacją „12-dniowej wojny” z czerwca 2025 r., która jako pierwsza za cel obrała irańskie obiekty nuklearne i zabiła kilku wysokich dowódców wojskowych. Każda tura miała być decydująca.
Każda z nich tworzyła nowe fakty na ziemi, które zwiększały prawdopodobieństwo kolejnej rundy.
Pułapka wiarygodności
Kampania presji Trumpa opiera się na doktrynie, która brzmi intuicyjnie, lecz konsekwentnie zawodzi w praktyce. Polega na eskalacji w sposób widoczny i głośny, tak by przeciwnik ustąpił, aby uniknąć gorszych konsekwencji.
Problem w tym, że to działa tylko wtedy, gdy przeciwnik wierzy w groźbę, obawia się konsekwencji bardziej niż upokorzenia kapitulacji i ma krajowe warunki polityczne pozwalające na ustąpienie. Iran nie spełnia żadnego z tych warunków.
Każde kolejne przesuwanie terminów nauczyło Teheran, że czerwone linie Waszyngtonu są przesuwalne.
Trump kilkakrotnie przesuwał swoje ultimatum dotyczące Ormuz od 21 marca.
Jego rzecznik prasowy powiedział w zeszłym tygodniu, że ponowne otwarcie cieśniny nie jest kluczowym celem militarnym.
Trump nazajutrz zadeklarował, że jest to niepodlegające negocjacjom.
Powiedział, że wojna skończy się w dwa–trzy tygodnie. W poniedziałek przyznał, że nie wie, jak długo potrwa. Nazwał IRGC „zniszczonym”, podczas gdy jego wysłannik Steve Witkoff siedział w sali odpraw i prowadził z nim aktywne negocjacje.
Iran z kolei utknął w pułapce lustrzanego odbicia.
Reżim nie może zaakceptować 45-dniowego zawieszenia broni bez wyglądu kapitulacji wobec ultimatum, a żaden rząd rewolucyjny nie przetrwa takiego odbioru wewnętrznie.
Dlatego Teheran przedłożył kontrpropozycję: trwałe zakończenie wojny, złagodzenie sankcji, gwarancje odbudowy i zapewnienia bezpieczeństwa.
Uszkodzony, nie pokonany
Trzeba tu być precyzyjnym. Iran poniósł rzeczywiste straty. Zginęli kluczowi dowódcy IRGC. Obiekty nuklearne zostały trafione. Protesty wewnątrz kraju zachwiały zaufaniem do reżimu w sposób, którego zewnętrzni obserwatorzy nie są w stanie w pełni zmierzyć. Gospodarka, już dławiąca się sankcjami, znalazła się pod ostrym nowym naciskiem.
A jednak na bilbordach w Teheranie otwarcie widnieje napis: „Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta.” To nie jest przekaz rządu przygotowującego się do kapitulacji.
Iran zestrzelił amerykański F-15E — pierwszą taką stratę w konflikcie — a akcja ratunkowa wymagała udziału ponad 175 samolotów i setek personelu w przestrzeni powietrznej, którą sekretarz obrony Hegseth publicznie zadeklarował jako kontrolowaną przez USA.
Różnica między ogłaszanymi przez administrację zwycięstwami a operacyjną rzeczywistością na ziemi się powiększa i zaczyna być dostrzegana.
Iran nadal uderza w infrastrukturę energetyczną Zatoki i ostrzeliwuje cele w Kuwejcie i Izraelu. Państwa Zatoki uruchomiły systemy obrony powietrznej. Cieśnina pozostaje zamknięta. IRGC, niezależnie od przymiotników, których Biały Dom używa wobec niego każdego ranka, nadal walczy.
Co naprawdę oznacza wtorkowy termin?
Trump groził czterogodzinną ofensywą, mającą zniszczyć wszystkie mosty i elektrownie w Iranie do północy we wtorek. Groźbę tę należy traktować poważnie jako sygnał intencji, lecz sceptycznie jako literalny plan operacyjny.
Zniszczenie cywilnej infrastruktury energetycznej i wodnej w takim zakresie prawie na pewno stanowiłoby zbrodnie wojenne według Konwencji Genewskich, wywołałoby natychmiastową i dotkliwą odwetową akcję przeciw odsalarniom i obiektom energetycznym w Zatoce oraz nie doprowadziłoby do ponownego otwarcia cieśniny.
Prawdopodobnie zamknęłoby ją jeszcze bardziej i dałoby Iranowi propagandowe zwycięstwo o historycznych rozmiarach.
bardziej prawdopodobne rezultaty na dziś to: ograniczone i ukierunkowane uderzenie, które pozostanie daleko w tyle za opisywaną ofensywą; kolejne przesunięcie terminu przedstawione jako reakcja na „znaczący postęp w rozmowach”; lub rzeczywista ramowa umowa o zawieszeniu broni wynikająca z mediacji prowadzonej teraz przez Pakistan, Egipt i Turcję. Spośród tych opcji ostatnia jest mniej mało prawdopodobna, niż sugeruje publiczne starcie.
Cicha dyplomacja, która może mieć realne znaczenie
Oto, co w zgiełku terminów pozostaje niedoreportowane.
Ministr spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi spędził 72 godziny na rozmowach telefonicznych z odpowiednikami z Indii, Rosji, Turcji, Japonii, Kataru, Francji, Egiptu i Pakistanu. To nie jest zachowanie rządu przygotowującego się do całkowitej wojny.
Iracka 10-punktowa kontrpropozycja, przesłana przez Islamabad, jest maksymalistyczna w formie, ale zawiera w sobie strukturalne elementy możliwej umowy.
Protokół dotyczący Ormuz, ramy sankcyjne, gwarancje bezpieczeństwa oraz mechanizm rekonstrukcji.
Architektura negocjowanego porozumienia jest widoczna dla każdego, kto jej szuka. Iran ma wpływ na żeglugę międzynarodową, którego nie da się po prostu zniszczyć bombardowaniami.
Jest też izolowany, gospodarczo kruchy i świadomy, że przedłużająca się wojna nie służy żadnym jego strategicznym interesom poza przetrwaniem.
Najbardziej realistyczna ścieżka wyjścia to strukturyzowane porozumienie, w którym Iran otrzyma znaczące zachęty ekonomiczne do ponownego otwarcia cieśniny, z długoterminowym mechanizmem nadzoru nuklearnego opartym na tym porozumieniu. To właśnie mediatory potajemnie składają.
Trudność nie tkwi w treści. Tkwi w występie.
Trump musi deeskalować, nie wyglądając na osobę, która się uchyla. Iran musi ponownie otworzyć cieśninę, nie wyglądając na rząd, który poddał się wobec ultimatum. To rozwiązywalny problem dyplomatyczny. Wymaga, by oba rządy przestały wystawiać swoje wewnętrzne audytoria wystarczająco długo, by mediatorzy mogli zamknąć lukę.
Brak teorii zwycięstwa
Najgłębszy problem w tym konflikcie jest taki, że żaden termin go nie rozwiązuje. Nigdy nie istniała wyraźnie zdefiniowana teoria, jak ma wyglądać sukces. Trafienie w obiekty nuklearne to mierzalny cel.
„Zmiana reżimu”, „przejęcie ropy” i „wyzwolenie narodu irańskiego” nie są strategiami. To impulsy. A bez spójnego planu końcowego każda decyzja taktyczna, każde przedłużenie, każde groźby dryfują poza strategiczną logiką.
Wojna z Iranem nie jest jeszcze nie do rozwiązania.
Jest, w rzeczywistości, w tym dokładnym momencie, gdy rozwiązanie wciąż jest tańsze niż alternatywa. Proces dyplomatyczny jest dalej zaawansowany, niż przyznaje to publiczna postawa którejkolwiek ze stron, a mediatorzy dysponują elementami potrzebnymi do zakończenia wojny.
Brytyjski regulator proponuje wyższe wymogi odporności dla funduszy rynku pieniężnego
4 skutki dla twoich finansów, jeśli wojna z Iranem przeciągnie się do 2027
Zatrudnienie w USA wzrosło o 172 000 w maju, powyżej oczekiwań; bezrobocie 4,3%
Wenezuela kluczowym sojusznikiem naftowym, gdy Indie dywersyfikują dostawy
Wnioski o zasiłek w USA wzrosły do 225 000, lecz rynek pracy pozostaje odporny
Nie znaleziono wyników
Ładowanie artykułów...
Failed to load articles. Please try again.