Co, jeśli słaby dolar amerykański był od początku w planie?

  • Obniżki podatków i cła wprowadzone przez Trumpa mogą być mające na celu wywołanie inflacji i zmniejszenie rzeczywistego zadłużenia rządowego.
  • Słabszy dolar może sygnalizować świadomy rezygnację z globalnej dominacji walutowej na rzecz systemu wielobiegunowego.
  • Inwestorzy tracą zaufanie, ponieważ rynki oceniają zmienność, rosnący deficyt i popyt na amerykański dług.

Dolar amerykański kontynuuje swój spadek i osiągnął obecnie najniższy poziom od 2023 roku.

Większość nagłówków określa to jako sygnał ostrzegawczy. Kolejna ofiara wojen handlowych, deficytów i chaosu politycznego. Ale co, jeśli to tylko część historii?

A co, gdyby słaby dolar nie był błędem, ale elementem planu? A co, gdyby to nie tyle kwestia potknięć, co strategii? Celowej zmiany w sposobie, w jaki Ameryka chce grać w globalną grę?

Ponieważ gdy przyjrzymy się politykom, ich czasoprzestrzennej perspektywie i efektom domina, zaczynamy dostrzegać coś innego. Coś bardziej celowego.

Dlaczego dolar teraz spada?

Według indeksu Dollar Spot Index firmy Bloomberg, od stycznia dolar amerykański spadł o ponad 8%.

W piątek spadł o kolejne 0,8%, wkrótce po tym, jak prezydent Trump zagroził nałożeniem 50% ceł na cały import z Unii Europejskiej i 25% na produkty Apple.

To wywołało wyprzedaż na rynkach walutowych, a traderzy zaczęli inwestować w dolary nowozelandzkie i australijskie, które wzrosły o ponad 1%.

Zazwyczaj dolar wzmacnia się w czasie globalnej niepewności. Stanowi on bezpieczny port. Tym razem dzieje się odwrotnie.

Inwestorzy wycofują się z aktywów denominowanych w dolarach nie dlatego, że widzą bezpieczeństwo gdzie indziej, ale dlatego, że zaczynają wątpić, czy dolar wciąż zasługuje na ten status.

Od początku roku większość głównych walut umocniła się w stosunku do dolara.

Zmiana ta widoczna jest również na rynkach terminowych. Według doniesień, krótkie pozycje obstawiające przeciwko dolarowi wzrosły do 16,5 miliarda dolarów. Wartość ta stale rośnie od kilku tygodni.

Czy to tylko kwestia ceł?

Cła są częścią problemu, ale to tylko iskra. Większym problemem jest kierunek polityki Stanów Zjednoczonych.

Dzień po tym, jak Republikanie w Izbie Reprezentantów przyjęli kolejną rundę obniżek podatkowych, Trump ujawnił swoje najnowsze groźby dotyczące ceł.

Te dwa działania działają w przeciwnych kierunkach. Obniżki podatków zwiększają deficyt. Cła podnoszą ceny.

Wspólnie tworzą rodzaj niepewności, którego rynki nie lubią.

Według prognoz przeanalizowanych przez Kongres, proponowany pakiet podatkowy mógłby zwiększyć deficyt federalny o 700 miliardów dolarów rocznie.

Przez dekadę oznaczałoby to dodatkowe 3,7 biliona dolarów długu.

Obniżki podatkowe oferują również ograniczone korzyści. Wspólny Komitet ds. Podatków szacuje, że zwiększyłyby one długoterminowy PKB o zaledwie 0,03 punktu procentowego.

W tym tkwi sedno problemu. Zysk ekonomiczny jest niewielki, a koszt wysoki.

A polityczna niestabilność związana z tymi politykami sprawia, że trudno jest ustalić ich cenę.

Inwestorzy zaczynają brać to wszystko pod uwagę i nie podoba im się to, co widzą.

Co nam mówią rynki?

To na rynku obligacji najjaśniej świecą się ostrzegawcze sygnały. Spada popyt na długoterminowe obligacje skarbowe.

Ostatnia aukcja obligacji 20-letnich miała trudności z przyciągnięciem kupujących. Stopa zwrotu wzrosła, ponieważ inwestorzy domagają się wyższej rekompensaty za posiadanie amerykańskiego długu.

Moody's obniżyło prognozę ratingu kredytowego USA w zeszłym tygodniu, powołując się na deficyty strukturalne i prawdopodobieństwo zwiększenia zadłużenia.

Niepokoił ich nie tylko rozmiar deficytu, ale przede wszystkim brak planu jego rozwiązania.

Jednocześnie amerykańskie akcje ponownie spadły. W piątek indeks S&P 500 spadł o prawie 1%.

Firmy takie jak Walmart ostrzegają, że mogą być zmuszone do podniesienia cen, aby zrekompensować nowe cła.

To stawia Rezerwę Federalną w trudnej sytuacji. Jeśli inflacja wzrośnie z powodu wyższych kosztów importu, ale wzrost gospodarczy spowolni z powodu niepewności politycznej, bank centralny może znaleźć się w impasie, niezdolny do obniżania stóp procentowych, ale jednocześnie niechętny do ich podnoszenia.

Kiedy firmy nie wiedzą, jak będzie wyglądała polityka za tydzień, przestają podejmować decyzje długoterminowe.

Czy to mogło być celowe?

Niektórzy ekonomiści zaczęli zastanawiać się, czy spadek wartości dolara to nie tylko błąd polityczny, ale element planu.

Agresywne działania Trumpa w dziedzinie finansów i handlu mogą wydawać się na pierwszy rzut oka lekkomyślne, ale mogą służyć ukrytym celom.

Jedna z teorii sugeruje, że inflacja jest postrzegana jako narzędzie do redukcji zadłużenia.

Przy obecnym federalnym zadłużeniu zbliżającym się do 37 bilionów dolarów i prognozowanym szybkim wzroście w ramach nowego planu podatkowego Trumpa, tradycyjna redukcja deficytu, zazwyczaj poprzez cięcia wydatków lub podwyżki podatków, wydaje się politycznie niemożliwa. Ale inflacja cicho zmniejsza rzeczywistą wartość tego zadłużenia.

Deutsche Bank niedawno oszacował, że spadek wartości dolara o 40%, choć jest to scenariusz ekstremalny, mógłby matematycznie zlikwidować deficyt budżetu federalnego USA w dłuższym okresie.

Niższy kurs dolara sprawia, że zadłużenie staje się tańsze w realnych wartościach, zwłaszcza jeśli płace i nominalny PKB rosną wraz z inflacją.

Wyraźna gotowość Trumpa do tolerowania słabszej waluty, a także jego wcześniejsze groźby zwolnienia przewodniczącego Rezerwy Federalnej Jerome'a Powella za utrzymywanie zbyt wysokich stóp procentowych, sugerują, że może on wolić inflację od oszczędności.

Może to również wyjaśniać sprzeczności w polityce: obniżanie podatków, podnoszenie ceł, bagatelizowanie obaw dotyczących inflacji i wywieranie presji na Rezerwę Federalną, aby nie podnosiła stóp procentowych.

To nie jest plan rozwoju. To po prostu ukryte, domyślne działanie, bez konieczności mówienia o tym wprost.

Inna, bardziej radykalna możliwość, to że Stany Zjednoczone celowo rezygnują z dominacji dolara.

Trump i niektórzy z jego otoczenia postrzegają status waluty rezerwowej nie jako przywilej, lecz jako ciężar.

To zmusza Stany Zjednoczone do utrzymywania stałego deficytu handlowego, zabezpieczania globalnej płynności i pełnienia roli pożyczkodawcy ostatniej instancji dla innych krajów.

Trump nie chce, aby Ameryka utrzymywała cały świat. Chce, aby Stany Zjednoczone zawierały korzystne umowy dwustronne, kontrolowały łańcuchy dostaw i przestały subsydiować globalny ład.

W tym kontekście dopuszczenie do spadku wartości dolara, zakłócenie globalnych sojuszy i odseparowanie instytucji multilateralnych mogą być nie skutkami ubocznymi, lecz celem samym w sobie.

Może to być początek przesunięcia w kierunku świata wielobiegunowego, w którym dolar wciąż ma znaczenie, ale nie dominuje.

To zmniejszyłoby globalne zaangażowanie Ameryki, ograniczyło zależność od zagranicy i zwiększyło elastyczność polityki krajowej.

To są spekulacje, ale coraz bardziej prawdopodobne, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń.

Niemcy wznowiły zbrojenia. UE grozi odwetu. Kraje BRICS otwarcie szukają alternatyw dla dolara.

A sojusznicy USA, od Japonii po Francję, przygotowują się na świat, w którym dolar nie jest już kotwicą.

Niezależnie od tego, czy było to zamierzone, czy nie, gospodarcza agenda Trumpa przyspiesza tę dyskusję szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.