Jak wart bilion dolarów zakład Japonii na Donalda Trumpa zakończył się 25-procentowymi cłami

  • Ishiba obiecał zainwestować 1 bilion dolarów, aby dostosować się do programu Trumpa "America First".
  • Japonia odmówiła obniżenia ceł na ryż, co było kluczowym żądaniem USA.
  • Szczyt G7 zakończył się impasem, co podsyciło frustrację w Tokio z powodu nierównych negocjacji.

Na początku tego roku premier Japonii Shigeru Ishiba udał się do Waszyngtonu z odważną propozycją.

Był świadomy frustracji prezydenta Donalda Trumpa z powodu braku równowagi w stosunkach handlowych między USA a Japonią i zaoferował zwiększenie skumulowanych inwestycji Japonii w Stanach Zjednoczonych do 1 biliona dolarów.

Było to więcej niż symboliczne posunięcie, ponieważ Japonia jest już największym inwestorem zagranicznym w USA, a obietnica Ishiby była jasnym sygnałem, że Tokio jest gotowe grać zgodnie z programem Trumpa "America First", jednocześnie dbając o własne priorytety gospodarcze.

Japonia znalazła się na pierwszej liście krajów, które muszą zmierzyć się z wyższymi cłami na import do Stanów Zjednoczonych. Mówiąc wprost, gra Ishiby nie zadziałała i zakończyła się 25-procentową podwyżką ceł.

Co poszło nie tak?

Początkowo wydawało się, że wszystko idzie dobrze, ponieważ prezydent Donald Trump publicznie zasugerował, że umowa handlowa z Japonią będzie "łatwa do osiągnięcia", a obaj przywódcy wydali oświadczenia podkreślające wzajemne bezpieczeństwo i współpracę gospodarczą.

Ale wszystko sprowadzało się do najbardziej drażliwego dla obu narodów tematu: ryżu.

Gdy zbliżały się wybory w Japonii, które miały się odbyć 20 lipca, Tokio nadal mocno trzymało się swoich najbardziej wrażliwych sektorów, zwłaszcza rolnictwa.

Ryż, który przez długi czas był kulturalnym kamieniem węgielnym i politycznym piorunochronem, nie brał udziału w jakichkolwiek rozmowach na temat ceł.

Zamiast tego japońscy negocjatorzy obiecywali zwiększenie inwestycji i skromny wzrost importu amerykańskich produktów rolnych, zakładając, że to wystarczy, aby Trump był zadowolony i uniknął nowych ceł na japońskie samochody i inne kluczowe towary eksportowe.

Ale zakład spalił na panewce. W poniedziałek Trump nagle ogłosił ogólne 25-procentowe cło na cały import z Japonii, które ma wejść w życie 1 sierpnia.

Wiadomość przekazana za pośrednictwem mieszanki oficjalnych listów i bombastycznych postów w mediach społecznościowych zaskoczyła japońskich urzędników.

Wierzyli, że negocjacje są na dobrej drodze.

Trump wskazał "odmowę" Japonii zakupu amerykańskiego ryżu jako główny punkt sporny, pomimo ironii: dzięki szokom klimatycznym i kurczącej się populacji, Japonia faktycznie stoi w obliczu niedoboru ryżu i po cichu zwiększyła import ryżu do USA w ostatnich miesiącach.

Impas dyplomatyczny

Nagłe cła zaskoczyły japońskich negocjatorów, pozostawiając im niewielkie pole manewru i jeszcze mniej czasu.

Wybory są tuż za rogiem, a Ishiba odczuwa gorąco zarówno w Waszyngtonie, jak i wśród wyborców w kraju.

Niektórzy urzędnicy w Tokio twierdzą, że Japonia może nie mieć innego wyboru, jak tylko jeszcze bardziej otworzyć swój rynek na amerykańskie produkty rolne, nawet ryż, jeśli chce chronić swój kluczowy eksport samochodów.

Inni sprzeciwiają się temu, twierdząc, że Stany Zjednoczone powinny złagodzić własne cła na japońskie samochody, zanim zaczną oczekiwać nowych ustępstw w dziedzinie rolnictwa.

Ostatnie spotkanie Trumpa i Ishiby na szczycie G7 nie pomogło w sprawie.

Trump wydawał się rozkojarzony, a obie strony przyznały się do "nieporozumień" w podejściu do rozmów.

Brak jakiegokolwiek wyraźnego postępu tylko zwiększył frustrację opinii publicznej w Japonii, gdzie wielu zaczyna się zastanawiać, czy miesiące negocjacji przyniosły coś znaczącego poza kolejnymi zwycięstwami Waszyngtonu.