Niemiecka gospodarka stara się wydostać ze stagnacji

  • PKB Niemiec w 2025 r. znajduje się w stagnacji po tym, jak cła i wysokie koszty energii uderzyły w eksport.
  • Płace realne rosną, ale bezrobocie przekroczyło trzy miliony.
  • Inwestorzy widzą możliwości w infrastrukturze i obronności, a nie w przemyśle motoryzacyjnym czy chemicznym.

Niemiecka gospodarka stoi w obliczu kolejnej niekomfortowej sytuacji.

Po dwóch dekadach polegania na eksporcie i potędze przemysłowej model wygląda na zmęczony. Wzrost gospodarczy wyhamował, nadwyżka eksportowa kurczy się, a nawet konsumpcja gospodarstw domowych ma trudności z podciągnięciem tych liczb w górę.

Niektóre znaki wskazują na przedłużającą się stagnację, inne dają nadzieję na odbicie. Jaki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz?

Dlaczego gospodarka utknęła w martwym punkcie

Dane pokazują, że kraj zmaga się z rozwojem.

Po dwóch kolejnych kwartałach umiarkowanego wzrostu, w drugim kwartale 2025 roku PKB Niemiec skurczył się o 0,3%.

Według Federalnego Urzędu Statystycznego roczny wzrost wynosi obecnie zaledwie 0,2%. Eksport spadł, ponieważ amerykańskie cła w wysokości 15% na większość towarów i 27,5% na samochody wgryzły się w handel, a firmy stanęły w obliczu słabszego popytu ze strony Chin.

Dawna przewaga Niemiec, która polegała na dominacji w branży motoryzacyjnej, maszynowej i chemicznej, została teraz zakwestionowana.

Zysk netto Volkswagena spadł w drugim kwartale o 36%, co pokazuje, jak krucha stała się branża.

Chemikalia są również ograniczane przez wysokie koszty energii i nadpodaż w Chinach. Budownictwo pozostaje słabe, a budownictwo mieszkaniowe ma się ustabilizować dopiero w 2025 r.

Nastroje starał się poprawić Bundesbank , wskazując na lipcowy wzrost produkcji przemysłowej o 1,3% i przekonując, że Niemcy mogą uniknąć technicznej recesji.

Ale to nie zmienia trendu. Od 2019 r. gospodarka znajduje się w stagnacji, a w 2025 r. produkcja ma pozostać na niezmienionym poziomie.

Skąd bierze się optymizm

Ankiety mówią co innego. Indeks klimatu biznesowego Ifo wzrósł w sierpniu do 89,0, a menedżerowie są bardziej optymistycznie nastawieni do przychodów w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Ankiety PMI również wskazują na umiarkowaną ekspansję.

Przepaść między twardymi danymi a sentymentem jest uderzająca.

Dlaczego firmy są tak pewne siebie, skoro liczby są tak słabe? Częściowo dlatego, że oczekują, że polityka przyniesie rezultaty.

Kanclerz Friedrich Merz obiecał "jesień reform" z zachętami podatkowymi , reformą emerytalną, zmianami w systemie opieki społecznej i polityką energetyczną bardziej przyjazną dla przemysłu.

Bruksela zatwierdziła również finansowany długiem program infrastrukturalny i obronny o wartości 500 mld euro.

Przedsiębiorstwa liczą na to, że te środki w końcu przejdą od obietnicy do realizacji.

Kolejnym powodem do optymizmu jest handel. Porozumienie między UE a USA może wkrótce obniżyć cła na samochody z 27,5 proc. do 15 proc., jeśli Bruksela przedstawi odpowiednie przepisy.

Niemieccy producenci samochodów wierzą, że nadejdzie ulga, nawet jeśli 15-procentowe cło jest nadal sześciokrotnie wyższe niż 2,5-procentowa stawka, którą cieszyli się przed powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu.

Jednocześnie płace realne w kraju rosną, co napawa optymizmem również konsumentów. Związkom zawodowym udało się zapewnić ponadinflacyjne porozumienia płacowe w branży metalurgicznej i produkcyjnej.

Niektórzy pracownicy fabryk odnotowali podwyżki nawet o 20% po trudnych negocjacjach, co spowodowało, że miesięczne wynagrodzenie na poziomie podstawowym zbliżyło się do 2 800 euro.

Ponadto płaca minimalna w Niemczech ma wzrosnąć do 13,90 euro w 2026 r. i 14,60 euro w 2027 r., co plasuje ją wśród najwyższych w Europie.

Dlaczego inwestorzy nie powinni jeszcze świętować

Ta luka w optymizmie wydaje się na razie krucha.

Zaufanie opiera się na reformach, które nie zostały jeszcze szczegółowe, oraz na zwolnieniach celnych, które jeszcze nie zostały wprowadzone. Tymczasem słabość gospodarcza nie zniknie łatwo.

Koszty energii pozostają znacznie wyższe niż w USA, co powoduje erozję konkurencyjności.

Euro umocniło się w tym roku o 13% w stosunku do dolara i 11% w stosunku do juana, co sprawia, że eksport jest mniej konkurencyjny.

Według Bundesbanku firmy przemysłowe pracują poniżej swoich możliwości, co oznacza, że marże zysku są niewielkie, a wydatki kapitałowe prawdopodobnie pozostaną słabe.

Sytuacja fiskalna ogranicza również to, jak daleko Berlin może się posunąć. Przewiduje się , że w 2025 r. deficyt wyniesie 2,7 proc. PKB, a w 2026 r. wzrośnie do 2,9 proc.

Dług wzrośnie do 64,7% PKB. Rząd już debatuje nad cięciami w wysokości 30 mld euro w budżecie na 2027 r., aby zrównoważyć rosnące wydatki na infrastrukturę i obronę.

Takie mówienie o zaciskaniu pasa grozi zniwelowaniem dzisiejszego bodźca, zanim jeszcze się przyjmie.

I wreszcie, przeciętny obywatel Niemiec nie odczuwa takiego samego optymizmu, gdy bezrobocie rośnie na całym świecie. Liczba bezrobotnych przekroczyła w sierpniu trzy miliony po raz pierwszy od ponad dekady, podnosząc stopę bezrobocia do 6,4% i podkreślając obciążenie gospodarstw domowych w związku ze spowolnieniem popytu na pracę i cięciami w firmach.

Dla inwestorów ta mieszanka oznacza, że niemieckie aktywa powiązane z wydatkami publicznymi, takie jak budownictwo, dostawcy infrastruktury i wykonawcy usług obronnych, wyglądają lepiej niż branże narażone na napięcia handlowe z USA.

Branża motoryzacyjna pozostaje sektorem wysokiego ryzyka, w którym ulga jest wyceniona, ale nie gwarantowana. Przemysł chemiczny i energochłonny nie odbudują się, dopóki koszty energii nie będą strukturalnie niższe.

Co może zmienić tę historię

Perspektywy krótkoterminowe są ponure, ale nie beznadziejne. Jeśli UE podejmie szybkie działania w celu uruchomienia obniżki ceł w USA, niemieckie samochody mogą odczuć częściową ulgę na początku 2026 roku.

Jeśli Merzowi uda się przeprowadzić prawdziwe reformy w zakresie emerytur, energii i opieki społecznej, zaufanie przełoży się na inwestycje. Przetargi publiczne na projekty infrastrukturalne i obronne przenikną w przyszłym roku do realnej gospodarki.

Głębszym problemem jest jednak konkurencyjność. Merz bez ogródek powiedział, że Niemcy znajdują się w "kryzysie strukturalnym" i że duża część gospodarki nie jest już konkurencyjna cenowo.

O ile koszty energii nie spadną w przewidywalny sposób, a obciążenia regulacyjne nie zostaną złagodzone, wszelkie ożywienie będzie tymczasowe. Przepaść między Niemcami a bardziej elastycznymi gospodarkami będzie się powiększać.

Unikalne ryzyko i szansa

Niemcy mogą nie wejść w recesję w 2025 r., ale wzrost gospodarczy również nie wchodzi w grę.

To sprawia, że trajektoria tego kraju jest niezwykle binarna. Albo reformy i wydatki przyniosą efekty w 2026 r., co da Niemcom pierwszy rok realnego wzrostu od czasów sprzed pandemii, albo luka w optymizmie załamie się i utrwali się stagnacja.

Trzy znaki, na które należy zwrócić uwagę, to czas wprowadzenia przepisów UE w celu obniżenia taryf na samochody, ceny energii przemysłowej w Niemczech po odliczeniu opłat oraz realizacja przetargów na infrastrukturę. To one zadecydują o tym, czy rok 2026 będzie wyglądał jak 1% wzrostu, czy będzie bliższy zeru.

Świat przyzwyczaił się do tego, że Niemcy są potęgą eksportową. Najbliższe dwa lata pokażą, czy jest w stanie przekształcić się w zrównoważoną gospodarkę z popytem wewnętrznym, konkurencyjną energią i wiarygodnymi reformami.

Na razie dane mówią o zatrzymaniu. Nadzieja tkwi w planach politycznych. To, czy ta nadzieja stanie się rzeczywistością, jest największą pojedynczą historią gospodarczą w dzisiejszej Europie.